Znowu żrę czekoladę
Cieszyła się, że póki co wszystko wskazywało na to, że jej wielka wyprawa z Brenną dojdzie do skutku i przynajmniej organizacyjnie uda im się wszystko dopiąć na ostatni guzik. Mogła liczyć na Anthony’ego, dobrze, że się do niego zwróciła po pomoc. Dlatego też z przyjemnością przyjęła jego zaproszenie i z pewnością go odwiedzi, gdy już wrócą z gorącej Afryki… A tymczasem wybrzmiały te ostatnie dźwięki utworu i ich taniec dobiegł końca. Uśmiechnęła się do mężczyzny, przyjmując jego ukłon – zresztą odpowiedziała mu grzecznym skinieniem głowy i dała się odprowadzić poza parkiet. Do Shafiqa jeszcze pomachała krótkim ruchem palców na odchodne, a sama znowu skierowała się do tej fontanny, na oko nadal przez nikogo nie okupowanej… ale to dobrze. Chętnie napiłaby się jakiegoś drinka, ale bardzo się bała, że skończy jak Atreus… Może później. A tymczasem pozwoliła sobie się znowu uśmiechnąć błogo, kiedy zapchała sobie usta owockiem wymaczanym w czekoladzie.
Babcia pewnie powiedziałaby tak: dwie sekundy przyjemności, a całe życie w biodrach… Ale te dwie sekundy przyjemności były tego warte. Z drugiej strony Victoria ostatnio schudła no i ćwiczyła, więc chyba żadne zbędne kilogramy i boczki jej nie groziły, w tej już i tak bardzo kobiecej i sugestywnej figurze, jaką odziedziczyła po matce.