03.06.2024, 20:21 ✶
Ogród, w pobliżu występujących z ogniem cyrkowców
Nie występowałem, nie cudowałem. Jedynie momentami zabawiałem gości, jeśli któryś z nich podszedł do mnie, czy to umyślnie, czy też przypadkiem. Niezależnie od intencji, grzecznie odpowiadałem, oczarowywałem, uśmiechałem się i przemykałem po zakończonej rozmowie dalej. Ubrany w prosty, czarny garnitur z czarną koszulą, starałem się jednak bardziej zlewać z tłem niż wchodzić komuś w drogę. Obserwowałem. Zależało mi by goście byli oniemiali, bo pani domu już niejednokrotnie dawała mi reprymendy, że było niewystarczająco wow, bo goście coś tam szemrali, plotkowali po prostu, a ona za wszelką cenę chciała być najlepsza w organizacji tego przedsięwzięcia. Byłem więc również ścianą pomiędzy naszą dzisiejszą zleceniodawczynią a moimi podopiecznymi. Nie mogłem pozwolić by presja wybiła ich z rytmu, zaburzyła porządek rzeczy. Najlepsze i tak było przed nami.
Pomagałem przygotowywać pokaz z ogniem, a potem wpatrywałem się w jego początek, kiedy gdzieś tam w tle mignął mi Flynn z tacą. Zamarłem na chwilę. Ponownie, bo już kilkukrotnie widywałem go na sali oraz przy fontannach, kiedy bez wyrazu podawał innym drinki, czasami coś krótko odpowiadał i, cóż, za każdym razem pragnąłem by odezwał się do mnie. Ostatnio raczej nie rozmawialiśmy niż rozmawialiśmy, zapewne nie chcąc pogorszyć sytuacji...? O tym, w sensie o naszych motywacjach, również obawialiśmy się mówić. Między innymi dlatego nie wiedziałem, czemu zdecydował się na kelnerowanie, zamiast upiększenie występów cyrkowych. Był naszą gwiazdą. Ludzie uwielbiali go obserwować niebezpieczne momenty jego przedstawień.
Zgarbiłem się nieco i ruszyłem bokiem w jego kierunku. Pospiesznie, żeby nie stracić go z oczu, a kiedy w końcu do niego podszedłem, złapałem go za rękę i porwałem nieco w bok. Tak, by nikt nie przysłuchiwał się naszej rozmowie, bynajmniej podjąłem taką próbę. Pragnąłem zachować chociaż odrobinę dyskrecji, choć ta posiadłość była niczym gniazdo szerszeni. Wszyscy słuchali, wszyscy powtarzali dalej, dokładali. Bzyczało w opór.
- Spójrz na mnie i powiedz coś, cokolwiek. Błagam - odparłem do niego na przywitanie, powstrzymując się całym sobą przed przylgnięciem do niego. Daphne Black zabiłaby mnie za to samym wzrokiem, nie mówiąc już o krytyce w jej głosie i słowach, kończąc na faktycznych zaklęciach uśmiercających. Z pewnością znała je wszystkie. Choć coraz bardziej mnie kusiło żeby chwycić za alkohol na tacy trzymanej przez Flynna, aczkolwiek powstrzymywał mnie nie fakt, że zauważy to właścicielka posiadłości, tylko konsekwencje. Nieco zamieszania wprowadzały wśród gości, więc jeden łyk mógł się skończyć... z pompą? Z negatywnym wydźwiękiem dla renomy cyrku.
Nie występowałem, nie cudowałem. Jedynie momentami zabawiałem gości, jeśli któryś z nich podszedł do mnie, czy to umyślnie, czy też przypadkiem. Niezależnie od intencji, grzecznie odpowiadałem, oczarowywałem, uśmiechałem się i przemykałem po zakończonej rozmowie dalej. Ubrany w prosty, czarny garnitur z czarną koszulą, starałem się jednak bardziej zlewać z tłem niż wchodzić komuś w drogę. Obserwowałem. Zależało mi by goście byli oniemiali, bo pani domu już niejednokrotnie dawała mi reprymendy, że było niewystarczająco wow, bo goście coś tam szemrali, plotkowali po prostu, a ona za wszelką cenę chciała być najlepsza w organizacji tego przedsięwzięcia. Byłem więc również ścianą pomiędzy naszą dzisiejszą zleceniodawczynią a moimi podopiecznymi. Nie mogłem pozwolić by presja wybiła ich z rytmu, zaburzyła porządek rzeczy. Najlepsze i tak było przed nami.
Pomagałem przygotowywać pokaz z ogniem, a potem wpatrywałem się w jego początek, kiedy gdzieś tam w tle mignął mi Flynn z tacą. Zamarłem na chwilę. Ponownie, bo już kilkukrotnie widywałem go na sali oraz przy fontannach, kiedy bez wyrazu podawał innym drinki, czasami coś krótko odpowiadał i, cóż, za każdym razem pragnąłem by odezwał się do mnie. Ostatnio raczej nie rozmawialiśmy niż rozmawialiśmy, zapewne nie chcąc pogorszyć sytuacji...? O tym, w sensie o naszych motywacjach, również obawialiśmy się mówić. Między innymi dlatego nie wiedziałem, czemu zdecydował się na kelnerowanie, zamiast upiększenie występów cyrkowych. Był naszą gwiazdą. Ludzie uwielbiali go obserwować niebezpieczne momenty jego przedstawień.
Zgarbiłem się nieco i ruszyłem bokiem w jego kierunku. Pospiesznie, żeby nie stracić go z oczu, a kiedy w końcu do niego podszedłem, złapałem go za rękę i porwałem nieco w bok. Tak, by nikt nie przysłuchiwał się naszej rozmowie, bynajmniej podjąłem taką próbę. Pragnąłem zachować chociaż odrobinę dyskrecji, choć ta posiadłość była niczym gniazdo szerszeni. Wszyscy słuchali, wszyscy powtarzali dalej, dokładali. Bzyczało w opór.
- Spójrz na mnie i powiedz coś, cokolwiek. Błagam - odparłem do niego na przywitanie, powstrzymując się całym sobą przed przylgnięciem do niego. Daphne Black zabiłaby mnie za to samym wzrokiem, nie mówiąc już o krytyce w jej głosie i słowach, kończąc na faktycznych zaklęciach uśmiercających. Z pewnością znała je wszystkie. Choć coraz bardziej mnie kusiło żeby chwycić za alkohol na tacy trzymanej przez Flynna, aczkolwiek powstrzymywał mnie nie fakt, że zauważy to właścicielka posiadłości, tylko konsekwencje. Nieco zamieszania wprowadzały wśród gości, więc jeden łyk mógł się skończyć... z pompą? Z negatywnym wydźwiękiem dla renomy cyrku.