Rozmawiam z Bellą
W przeciwieństwie do Belli, Victoria dość szybko się połapała, że ktoś obok niej stoi. Zerknęła na nią kątem oka, notując, że to Bellatrix Black, była narzeczona jej kuzyna (który w tajemnicy przyznał się jej, że już była i szukał porady co z tym fantem zrobić… poinformować rodzinę, czy jeszcze to przeciągnąć) i jednocześnie kobieta, z którą Sauriel przetańczył właśnie kilka piosenek. Starała się na nich nie patrzeć, ale to nie uszło jej uwadze. Za to skoro Bella była tutaj… to gdzie był Sauriel?
– Dziwię się, że prawie nikt się nimi nie interesuje – odparła spokojnie i dopiero wtedy odwróciła się półprofilem do Blackówny i obdarzyła ją delikatnym, stonowanym uśmieszkiem. W sumie to dobrze, że Rodolphus ją poinformował, jak wygląda sytuacja, teraz przynajmniej nie palnie czegoś głupiego w stylu „a gdzie zgubiłaś Rudiego?”. Kątem oka mignął jej Sauriel, na oko to prowadził do stołu swojego ojca – co było jedną z dziwniejszych rzeczy tego wieczoru.
Pozwoliła, by cisza na moment otuliła ją i Bellę, kiedy Victoria sięgnęła po kolejny owoc, a orkiestra zaczęła grać kolejny utwór.
– Radzę uważać na te drinki – odezwała się ni z tego, ni z owego, nie patrząc na kobietę. – Ewidentnie coś do nich dosypują. Byłam wczoraj na potańcówce, gdzie działo się to samo, a Perseusowi wyjątkowo się to podobało. I teraz Atreus napił się drinka i zmienił się w kapibarę. A potem napił się kolejnego i poszedł wklepać Christopherowi – chrząknęła cicho, jak gdyby nigdy nic obserwując swoje pociągnięte czerwienią paznokcie. – Co u ciebie, Bello? – dodała na koniec i dopiero spojrzała na Bellatrix.