03.06.2024, 22:20 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.06.2024, 22:55 przez Elliott Malfoy.)
Sala bankietowa. Widzi jak Lorraine odchodzi z Anthonym, wspomina Eden, która przemyka w tlumie, podchodzi do Desmonda oraz Jagody.
Nie był pewien czy tiulowe dekoracje były dobrowolnym wyborem czy też przymuszone wolą kogoś, kto spędził zbyt dużo czasu w tandetnych sklepikach z pamiątkami na angielskim wybrzeżu. Odkąd przekroczył próg letniej rezydencji Blacków co rusz rzucała mu się w oczy kolejna przedziwnie wpasowana w eklektyczny wystrój historycznego budynku dekoracja. Idealnie udawał zrozpacenie na pogrzebie własnej żony, ale podszytego zniesmaczeniem stanem wystroju spojrzenia nie dał rady maskować - miał w życiu priorytety. Letnią rezydencję znał, być może nie jak własną kieszeń, ale gdyby nakazano mu rozrysować rozkład jej pomieszczeń z pamięci, zapewne nie zrobiłby wcale aż tak dużo błędów. Należy więc bezceremonialnie stwierdzić, iż dekoracje i tlące się żałośnie płomienie ciemnych świeczek wzbudzały w nim odczucia zdecydowanie przeciwne do podziwu. Na domiar złego, po swojej ucieczce nad szkockie wybrzeże musiał zmierzyć się z ujrzeniem niepochlebnej facjaty ojca; nie był pewien co było gorsze, Fortinbras we własnej osobie czy te tiulowe dekoracje.
Powrót do głośnej rzeczywistości zawsze był przygnębiający. Sprawiał, że Malfoy żałował decyzji o kilkudniowym, bądź też kilkutygodniowym odpoczynku. Jaki był w tym sens, gdy po powrocie wszystkie nieprzyjemnie ciężkie uczucia wracały? Nie mógł przed nimi uciec, a stojący nieopodal i rozmawiający z ojcem Perseusza Fortinbras jedynie dolewał oliwy do ognia (chociaż w rzeczywistości to jemu dolewano wina).
Elliott chciał skupić się na czymś przyjemnym. Planował ominąć kpiące czy oceniające spojrzenia Eden i ulotnić się do ogrodu, skryć się pomiędzy żywopłotami i zabrać ze sobą zbyt dużą ilość alkoholu. Nie, aby to cokolwiek dało - gdyby bliźniaczka chciała to wytropilaby go wszędzie. Chociaż jej dni jako Auror zakończyły się lata temu, i to z jego własną pomocą, tak niektóre instynkty i wyuczone umiejętności nigdy nas nie opuszczały. Ku swojej uciesze, zauważył iż siostra skupiona jest na rzeczach ciekawszych niż 'szaleńcza' pogoń. Tok jego myśli przerwał widok grubego materiału garnituru Desmonda. Malfoy poczuł, ze od samego widoku szorstkiej wełny kręci mu się w głowie. Sierpień nie poskąpił w temperaturach i ilości promieni słonecznych, zwłaszcza jak na angielskie standardy, toteż Elliott absolutnie nie rozumiał cóż takiego mogło podkusić kuzyna do tak niesamowitej profanacji stroju. Przynajmniej kolorystycznie ubrał się poprawnie... Chociaż sądząc po wybranych na tę okazję dekoracjach, Elliott nie był pewien czy nie trafił na złą imprezę. Nie chciałby oczywiście urazić Percy'ego i jego delikatnych uczuć, aczkolwiek kolorystyką wystrój skłaniał się bardziej w stronę burdelu niż domu weselnego.
Pomimo niemałego oburzenia strojem Desmonda, nie umknęła uwadze Elliotta obecność Lorraine, którą zaraz do tańca porwał Anthony Shafiq. Kuzyn został sam na sam z rudą dziewczyną, której Malfoy nie znał. Niezbyt się tym przejął, w końcu zawsze mogli się poznać. Teraz jego priorytetem było uświadomienie Desmondowi jak istotny jest dobór materiału... No, być może nie przy tej rudej, młodej kobiecie, to byłoby nietaktowne i nieprzyjemne dla wszystkich.
- Dobry wieczór - przywitał się lakonicznie oraz neutralnie, starając się aby jego twarz nie wyrażała obezwładniającego przerażenia faktem, że można ubrać wełniany garnitur w parze z sierpniowym upałem. W końcu nie chciał, aby wszyscy goście wesela zapamiętali tylko jego skwaszoną minę. Chociaż faktem było, że zapewne przyćmiewał ją i tak dobór dekoracji.
- Desmondzie, dłuższy czas się nie widzieliśmy. - zagadnął młodszego kuzyna, na razie nie komentując jego ubioru. Aczkolwiek, gdy skupił nań spojrzenie niebiekich oczu, to było bardziej intensywne niż kiedykolwiek wcześniej. Miało w sobie coś z ojcowskiego zatroskania, jeżeli opisać by je w gestach i mimice, to Elliott jakby mógł to zmarszczyłby idealnie wyregulowane brwi i poszedł zrobić Desmondowi wykład o tym jaki garnitur ubiera się na jaką okazję, a w bonusie nauczyłby go wiązać krawat na 50 różnych sposobów dobierając przy tym spinki do mankietów warte więcej niż całość stroju niektórych gości.
- My nie mieliśmy przyjemności się jeszcze spotkać, nieprawdaż? - zwrócił się do towarzyszki Desmonda. Chciał darować kuzynowi przymus przedstawiania jej, bo po jakichkolwiek interakcjach jakie mieli wcześniej, stwierdził, że młodszy mężczyzna podziękuje mu za to w myślach.
- Elliott Malfoy, Pan Młody to mój bliski przyjaciel, chociaż szczerze powiedziawszy, muszę się zastanowić czy wypada mi wciąż tak mówić, bo jakbyśmy byli faktycznie tak blisko jak mi się wydaje, to zapytałby mnie o opinię na temat zwisającego z żyrandoli tiulu - dodał żartobliwie i wypowiedział krytykę w taki sposób, ze absolutnie nie dało się jej odróżnić od luźno rzuconego komentarza, którego jedynym celem było rozwinięcie rozmowy z nowopoznaną osobą.
- Jak sie bawicie? Jest bardzo ciepło jak na angielski sierpień, wiele osób postawiło na lżejsze kreacje - może nie powinien był, ale jego oburzenie wełną wciąż buzowało w żyłach.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦