03.06.2024, 22:37 ✶
Teraz go zaskoczył. Przez bladą twarz przemknął wyraz zdumienia, i chociaż był widoczny przez zaledwie chwilę, to Nicholas mógł go łatwo wychwycić. Poznać twoje zdanie. Po co mu było jego zdanie? Po co była ta rozmowa? Czy on się go właśnie radził? Czy może po prostu potrzebował neutralnego spojrzenia osoby trzeciej, która nie jest w to wszystko zamieszana? To było bardziej prawdopodobne i bardziej pasowało do Nicholasa.
- Jestem ciekaw, jakie to były pytania - odpowiedział mimochodem, zerkając na Traversa. Być może się mylił, ale akurat jego nigdy nie posądziłby o zdradę. Nie to, że mu ufał, ale trochę inaczej patrzy się na człowieka, przy którym można było spokojnie zasnąć i pozwolić, by miękka i przyjemna ciemność otuliła umysł jak jedwabna pościel. Inaczej patrzyło się wtedy na ludzi, którzy pozwalali na chwilę słabości i inaczej się traktowało tych, przy których budziło się codziennie rano, nawet jeżeli te pobudki nie były romantyczne niczym z magicznych ballad. - Zdecydowanie powinieneś uważać. Z tego co wiem Prewett jest młody? I bogaty. A jednocześnie nie przypominam sobie, bym czytał o jakimś wyjątkowym skandalu z jego udziałem. Tacy są najbardziej niebezpieczni.
Dodał, odwracając wzrok od niewymownego. Nie znał Laurenta, ale też nie kojarzył, żeby ten miał charakter jak na przykład jego kuzyni. Konkretnie para kuzynów. Raczej starał się nie wychylać lub też używał bogactwa, żeby tuszować pewne sprawy. Ale nie wydawało mu się, żeby był dupkiem czy szaleńcem. Młody, bogaty, zadający niewygodne pytania swoim znajomym - to już nasuwało wniosek, że Laurent był osobą, na którą należało uważać, bo mógł być bardziej przebiegły, niż ktokolwiek mógł sądzić.
Lestrange kiwnął głową - zarówno na znak, że pamiętał że jeszcze rano Nicholas czołgał się po podłodze, jak i na znak, że dobrze, niech idzie wysłać ten list. To była sprawa, którą należało się zająć od razu, nie zamierzał więc Traversa zatrzymywać. Sam dopił herbatę, umył kubek i odłożył go na bok, by przeschnął. Podczas gdy Nick pisał list, on wrócił do czytania książki, chociaż nie bardzo mógł się skupić na jej treści. Wciąż wracał myślami do kilku faktów, które mu nie pasowały, a wyszły podczas tej rozmowy. Wzrok miał jednak utkwiony w stronach, chociaż umysł nie przyswajał zdań, w które układały się litery. Jego myśli krążyły wokół organizacji i osoby, która być może zleciła atak na abraksamy. Albo która postanowiła się wyłamać i działać na własną rękę. To było tak bardzo absurdalne, że nie umiał skupić się na niczym innym do momentu, w którym Nicholas nie wrócił. Podniósł wzrok. Chyba po raz pierwszy pomyślał, że ludzie dla których pracują, mogą nie doceniać kogo mają w szeregach organizacji. Czy Mistrz wiedział, jak bardzo oddanych zwolenników miał? Czy może traktował ich jak pionki, które w razie kaprysu mógł strącić z planszy jednym machnięciem ręki?
- Jestem ciekaw, jakie to były pytania - odpowiedział mimochodem, zerkając na Traversa. Być może się mylił, ale akurat jego nigdy nie posądziłby o zdradę. Nie to, że mu ufał, ale trochę inaczej patrzy się na człowieka, przy którym można było spokojnie zasnąć i pozwolić, by miękka i przyjemna ciemność otuliła umysł jak jedwabna pościel. Inaczej patrzyło się wtedy na ludzi, którzy pozwalali na chwilę słabości i inaczej się traktowało tych, przy których budziło się codziennie rano, nawet jeżeli te pobudki nie były romantyczne niczym z magicznych ballad. - Zdecydowanie powinieneś uważać. Z tego co wiem Prewett jest młody? I bogaty. A jednocześnie nie przypominam sobie, bym czytał o jakimś wyjątkowym skandalu z jego udziałem. Tacy są najbardziej niebezpieczni.
Dodał, odwracając wzrok od niewymownego. Nie znał Laurenta, ale też nie kojarzył, żeby ten miał charakter jak na przykład jego kuzyni. Konkretnie para kuzynów. Raczej starał się nie wychylać lub też używał bogactwa, żeby tuszować pewne sprawy. Ale nie wydawało mu się, żeby był dupkiem czy szaleńcem. Młody, bogaty, zadający niewygodne pytania swoim znajomym - to już nasuwało wniosek, że Laurent był osobą, na którą należało uważać, bo mógł być bardziej przebiegły, niż ktokolwiek mógł sądzić.
Lestrange kiwnął głową - zarówno na znak, że pamiętał że jeszcze rano Nicholas czołgał się po podłodze, jak i na znak, że dobrze, niech idzie wysłać ten list. To była sprawa, którą należało się zająć od razu, nie zamierzał więc Traversa zatrzymywać. Sam dopił herbatę, umył kubek i odłożył go na bok, by przeschnął. Podczas gdy Nick pisał list, on wrócił do czytania książki, chociaż nie bardzo mógł się skupić na jej treści. Wciąż wracał myślami do kilku faktów, które mu nie pasowały, a wyszły podczas tej rozmowy. Wzrok miał jednak utkwiony w stronach, chociaż umysł nie przyswajał zdań, w które układały się litery. Jego myśli krążyły wokół organizacji i osoby, która być może zleciła atak na abraksamy. Albo która postanowiła się wyłamać i działać na własną rękę. To było tak bardzo absurdalne, że nie umiał skupić się na niczym innym do momentu, w którym Nicholas nie wrócił. Podniósł wzrok. Chyba po raz pierwszy pomyślał, że ludzie dla których pracują, mogą nie doceniać kogo mają w szeregach organizacji. Czy Mistrz wiedział, jak bardzo oddanych zwolenników miał? Czy może traktował ich jak pionki, które w razie kaprysu mógł strącić z planszy jednym machnięciem ręki?