31.12.2022, 10:09 ✶
- To niedobrze, bardzo niedobrze.- roześmiał się z udawaną zgrozą. Przestał słyszeć stukot opadających kropel deszczu co mogło zdradzać, że nie muszą się już ukrywać. Jeszcze tylko parę chwil aby nie wrócić do świata w brutalny sposób i będą mogli wrócić do życia ze znacznie lepszym nastrojem.
- Nie mów, że się jej boisz.- znów się zaśmiał ale tym razem krótko aby nie myślał, że się z niego faktycznie nabija. Posłuchał jego jęku i wyrzucił siostrę ze swojej głowy bo mieli przed sobą ostatnie przyjemne chwile sam na sam, które nie wiadomo kiedy się powtórzą.
- Tak, ale nie w miejscach publicznych.- przyznał odważnie, zabierając już z niego ręce i przeciągając się, jakby dopiero co obudził się z długiego snu. Było tu gorąco, potrzebował dużo zimnej wody, najlepiej sporego zbiornika wodnego. Bez tego nie będzie łatwo otrząsnąć się z tego uśmiechu na twarzy, który wzbudziłby podejrzenie nawet ślepca. Jeśli mają utrzymać swoją relację - a obaj nie zamierzali pójść po rozum do głowy - to musieli to taktycznie rozegrać. Wiedział, że dadzą radę tylko muszą raz na jakiś czas pozwolić sobie ochłonąć. Najlepiej zacząć od ubrania Fergusa aby nie czuć znów tęsknoty.
- Nie ma ze mną tak łatwo. - puścił mu oczko ale uśmiechał się pogodnie.
- Jeśli powiesz, że jestem obłędnie przystojny to myślę, że jakieś oryginalne podziękowanie może mi się wymsknąć.- tak, znów się roześmiał sam z siebie bo nie umiał się nie cieszyć. Dopadła go trochę taka głupawka z radości więc jego słowa zabarwione były nienasyconą wesołością.
- Fergus…- złapał go za ramiona i obrócił plecami do siebie, przyciskając mocno jego biodra i tułów do swojego ciała. Oparł brodę o jego ramię i wzmocnił uścisk jak tylko potrafił, nawet boleśnie.
- Teraz będziesz grzecznie ubierać się bo inaczej zabiorę ci te wszystkie ubrania i nie wypuszczę cię przez całą noc, aż ktoś zorientuje się, że cię nie ma. - wyszeptał mu to do ucha rozgorączkowanym głosem. Wyzwolił go po chwili z uścisku, nie omieszkając jeszcze palcami ścisnąć jego pośladka. Schylił się, podał mu jego mugolską koszulkę (cały czas ubolewał nad jej krojem, czemu nosi takie coś, lepiej wygląda nago) i wycofał się rakiem z zawadiackim uśmiechem.
- Ja zajmę się zacieraniem miejsc zbrodni.- puścił mu oczko, sięgnął po różdżkę i zajął się oględzinami drzwi. Zamek był stopiony więc nie mieli szans zatuszować śladów. Nie brakowało mu jednak pomysłu. Stał tyłem do Fergusa aby zachować jasność umysłu.
- Otworzę te drzwi ale będę musiał z drugiej strony zrobić coś identycznego. Wtedy uznamy, że demonstrowałem ci problem z moją różdżką i niechcący trafiłem w te drzwi. Czar przesiąkł aż na drugą stronę. - mówił niegłośno i przesunął palcami po ostudzonym stopionym żelazie.
- Masz tu pióro i atrament? Później napiszę na kartce dla twojego ojca urzędowe zażalenie dotyczące szkód, które wyrządziłem i wystąpię o ustanowienie ceny naprawy. Jeśli będzie podejrzliwy to zorganizuję mu zniżkę na smoczą oliwę, aby przestał drążyć.- jeśli dostał atrament to piórem zarysował linię framugi, aby wiedzieć gdzie "ciąć". Zachowywał się jakby znał sposoby na udobruchanie wściekłych ojców. Mówił z pewnością siebie.
- Ty wymyślisz historię mojej różdżki z uwzględnieniem, że cudownie ją naprawiłeś bo nie pozwolę jej rozkroić ani nie będę jej wymieniać na nową. - przytrzymał różdżkę zębami i zarysowywał piórem przestrzeń, która będzie magicznie wycinana by móc otworzyć drzwi.
- Mam nadzieję, że się ubrałeś.- zabrzmiał złowrogo i dopiero teraz obejrzał się przez ramię. Spojrzenie Castiela mówiło jasno, że nie będzie zbyt mocno zmieniać detali ustalonego i przedstawionego mu planu. Tak jak mówił na początku spotkania - naprawiał wyrządzoną szkodę i nie uciekał od odpowiedzialności. Działał, aby Fergus nie musiał być z tym sam i nie miał potrzeby tłumaczyć się przed ojcem co tu się stało. Zadba o każdy detal, aby Olivander nie musiał się martwić niczym innym niż przebywaniem poza zasięgiem wygłodniałych rąk Flinta.
- Nie mów, że się jej boisz.- znów się zaśmiał ale tym razem krótko aby nie myślał, że się z niego faktycznie nabija. Posłuchał jego jęku i wyrzucił siostrę ze swojej głowy bo mieli przed sobą ostatnie przyjemne chwile sam na sam, które nie wiadomo kiedy się powtórzą.
- Tak, ale nie w miejscach publicznych.- przyznał odważnie, zabierając już z niego ręce i przeciągając się, jakby dopiero co obudził się z długiego snu. Było tu gorąco, potrzebował dużo zimnej wody, najlepiej sporego zbiornika wodnego. Bez tego nie będzie łatwo otrząsnąć się z tego uśmiechu na twarzy, który wzbudziłby podejrzenie nawet ślepca. Jeśli mają utrzymać swoją relację - a obaj nie zamierzali pójść po rozum do głowy - to musieli to taktycznie rozegrać. Wiedział, że dadzą radę tylko muszą raz na jakiś czas pozwolić sobie ochłonąć. Najlepiej zacząć od ubrania Fergusa aby nie czuć znów tęsknoty.
- Nie ma ze mną tak łatwo. - puścił mu oczko ale uśmiechał się pogodnie.
- Jeśli powiesz, że jestem obłędnie przystojny to myślę, że jakieś oryginalne podziękowanie może mi się wymsknąć.- tak, znów się roześmiał sam z siebie bo nie umiał się nie cieszyć. Dopadła go trochę taka głupawka z radości więc jego słowa zabarwione były nienasyconą wesołością.
- Fergus…- złapał go za ramiona i obrócił plecami do siebie, przyciskając mocno jego biodra i tułów do swojego ciała. Oparł brodę o jego ramię i wzmocnił uścisk jak tylko potrafił, nawet boleśnie.
- Teraz będziesz grzecznie ubierać się bo inaczej zabiorę ci te wszystkie ubrania i nie wypuszczę cię przez całą noc, aż ktoś zorientuje się, że cię nie ma. - wyszeptał mu to do ucha rozgorączkowanym głosem. Wyzwolił go po chwili z uścisku, nie omieszkając jeszcze palcami ścisnąć jego pośladka. Schylił się, podał mu jego mugolską koszulkę (cały czas ubolewał nad jej krojem, czemu nosi takie coś, lepiej wygląda nago) i wycofał się rakiem z zawadiackim uśmiechem.
- Ja zajmę się zacieraniem miejsc zbrodni.- puścił mu oczko, sięgnął po różdżkę i zajął się oględzinami drzwi. Zamek był stopiony więc nie mieli szans zatuszować śladów. Nie brakowało mu jednak pomysłu. Stał tyłem do Fergusa aby zachować jasność umysłu.
- Otworzę te drzwi ale będę musiał z drugiej strony zrobić coś identycznego. Wtedy uznamy, że demonstrowałem ci problem z moją różdżką i niechcący trafiłem w te drzwi. Czar przesiąkł aż na drugą stronę. - mówił niegłośno i przesunął palcami po ostudzonym stopionym żelazie.
- Masz tu pióro i atrament? Później napiszę na kartce dla twojego ojca urzędowe zażalenie dotyczące szkód, które wyrządziłem i wystąpię o ustanowienie ceny naprawy. Jeśli będzie podejrzliwy to zorganizuję mu zniżkę na smoczą oliwę, aby przestał drążyć.- jeśli dostał atrament to piórem zarysował linię framugi, aby wiedzieć gdzie "ciąć". Zachowywał się jakby znał sposoby na udobruchanie wściekłych ojców. Mówił z pewnością siebie.
- Ty wymyślisz historię mojej różdżki z uwzględnieniem, że cudownie ją naprawiłeś bo nie pozwolę jej rozkroić ani nie będę jej wymieniać na nową. - przytrzymał różdżkę zębami i zarysowywał piórem przestrzeń, która będzie magicznie wycinana by móc otworzyć drzwi.
- Mam nadzieję, że się ubrałeś.- zabrzmiał złowrogo i dopiero teraz obejrzał się przez ramię. Spojrzenie Castiela mówiło jasno, że nie będzie zbyt mocno zmieniać detali ustalonego i przedstawionego mu planu. Tak jak mówił na początku spotkania - naprawiał wyrządzoną szkodę i nie uciekał od odpowiedzialności. Działał, aby Fergus nie musiał być z tym sam i nie miał potrzeby tłumaczyć się przed ojcem co tu się stało. Zadba o każdy detal, aby Olivander nie musiał się martwić niczym innym niż przebywaniem poza zasięgiem wygłodniałych rąk Flinta.