04.06.2024, 00:30 ✶
deserki
Ambrosia spojrzała na wylosowaną karteczkę chłodno. Tak jakby temperatura jej spojrzenia mogła pokonać zawartą na niej wiadomośc i kompletnie ją zdezintegrować. Ale świstek papieru trwał, nie poddawał się i nie chciał tak zwyczajnie zniknąć. Odsunęła go więc widelcem nieco na bok, biorąc do ust kęs leżącego na talerzyku deserka, odprowadzając też Eden trochę smutnym spojrzeniem, bo to znaczyło że została tutaj z Lorraine sama.
A wila błyszczała. Malfoy lubiła chyba takie klimaty, ale McKinnon to już niekoniecznie. Teraz nawet nikt nie wymagał od niej, żeby się ładnie uśmiechała czy wyglądała, więc stała zblazowana obok Lorraine, myśląc sobie, żeby kurwa nie waliła jej tak po oczach całym swoim salonowym obyciem.
Uśmiechnęła do Jagody znad talerzyka, kiedy ta do nich dołączyła, akurat zapchana ciastem i nie mogąc się kulturalnie przywitać. Ale Brodzki wyglądała tak, jakby pasowała do otoczenia jak pięść do nosa, więc wątpiła żeby jej to specjalnie przeszkadzało. Bardzo dobrze, znaczy ze ktoś normalny się w tym towarzystwie znajdzie. To nawet nie było tak, ze Rosie nie umiała zachować się w towarzystwie, co zwyczajnie nie chciała. Kiedyś wyglądała w takich sytuacjach ładnie, żeby Alexander mógł się nią pochwalić, ale teraz? Nic z tego nie miała. Oprócz deserku. A deserek nie dbał o ładne uśmiechy.
Do Desmonda też się uśmiechnęła kiedy przyszedł, ale z nieco mniejszym entuzjazmem. Nie musiała się też przedstawiać, bo Lorraine zadbała o wszystko i wszystkich, idealnie sprawdzając się w zaistniałej sytuacji jako buffor. No, wszyscy się już znali, a Ambrosia dodatkowo poznawała kolejny kawałek ciasta, który wylądował na jej talerzu.
Drgnęła na cudownie barbarzyńskie pochodzenie Jagody. Czemu to brzmiała jak jakaś najwyższych lotów atrakcja? Jakby Lorraine robiła właśnie z Jagi wystawione na pokaz zwierzątko, które można zaprezentować w ekscytujący sposób, żeby rozruszać nieco publikę? Ale szybko dotardło do niej, że było to typowe zachowanie rozpuszczonej arystokratki. Zaznajomionej nie z pieniędzmi czy przepychem, a z samym statusem który dawała czysta krew. W przypadku Lorraine był to bilet na salony, kiedy ktoś nie rozliczał jej ojca z galeonów.
- Dobry wieczór, Eliocie - przywitała się z Malfoyem, przestając tym samym udawać część tapety, kiedy ten zgrabnie wymienił się na miejsca z Lorraine. Ambrosia właśnie przełknęła karteczkę z napisem Miłość wisi powietrzu i wyglądała na całkiem z siebie przez to zadowoloną. Taki chuj, że ta miłość gdzieś wisi. - W takim razie pozwól, to Jagoda Brodzki. Jaga jest niezwykle zręcznym rzemieślnikiem. Powinniście kiedyś obejrzeć jej prace - rozkroiła widelczykiem kolejne ciastko z wróżbą. - Myślisz że ten tiul to robota Perseusa, a nie Vespery? Może żona go zmusiła i biedaczek uległ bo boi się za szybko skończyć jak poprzedni mężowie? - uśmiechnęła się, ale był to wyraz grzeczny i wyuczony, a ona nawet nie starała się wyglądać przy nim naturalnie. Nie kiedy zaraz po tym wepchnęła sobie do ust kolejny kawałek ciasta.
!ciastkazwróżbą
she was a gentle
sort of horror
sort of horror