To nie było w porządku i owszem, każdy był tylko człowiekiem, ale istniały pewne granice, których nie powinno się przekraczać. Laurent sam to przecież powiedział: że jest tym zmęczony, tymi spojrzeniami, i jednocześnie nie może przestać tego chcieć. Że nic nie układa się dobrze. Że nawet terapia nie wyszła dobrze. To były myśli, że wszystko było w porządku? Nie, nie były – dlatego Victoria powiedziała Laurentowi by się nie poddawał, bo pomyślała że mógłby, skoro tak go to przytłaczało. Ale brzmiało jej to tak, jakby Laurent za nic nie chciał przyjąć do wiadomości, że ten człowiek, do którego poszedł, nie zachował się wobec niego w porządku. Że terapeuta nie zachował odpowiedniego dystansu i granicy, bo zostały przynajmniej naruszone, względem osoby, która potrzebowała pomocy. Może pora była spojrzeć na to takie, jakie było, a nie tylko myśleć, jak każdego usprawiedliwić? Philipa tak samo – dość powiedzieć, że Victoria go zwyczajnie nie polubiła i nie chodziło wcale o afront skierowany do jej rodziny.
Wyjątek, reguły… Chyba znaliśmy to powiedzenie? Tak czy siak Victoria miała już dość słuchania tych dobrych rad od wszystkich i nikogo jednocześnie. Co innego spróbować i się sparzyć, rozmawiać o tym potem… A co innego nie spróbować wcale i żałować całe życie. Nie chciała żałować. Chciała choć raz w pełni dokonać swojego wyboru, nie odsuwać nikogo i nie być odsuwana, bo „tak wypada” i „bo i tak nic z tego nie będzie przez rodziców”. Chciała popełnić swoje własne błędy i z nimi żyć. Chciała się przekonać na własnej skórze, czy to w ogóle będą błędy. Nikt nie mówił, że to będzie łatwe.
Tylko szczeknięcia Dumy przerywały tę pełną napięcia ciszę, w której Victoria zamarła, zastanawiając się co tu się w ogóle odkurwia. Laurent rzucił się do przodu, złapał zwierzę w ramiona, oglądał… A kiedy się do niej odezwał, to tylko skinęła głową. Tak, faktycznie, wiedziała, co gdzie ma w domu, po tym ponad półtorej roku intensywnej znajomości trudno byłoby nie wiedzieć. Zrobiła więc w tył zwrot i wpadła do łazienki, porywając pierwszy lepszy ręcznik, żeby po chwili znowu znaleźć się na tarasie i kucać przy Laurencie, podając mu ten ręcznik.
– Wszystko w porządku? – zapytała cicho, patrząc z przestrachem na całą scenę. – Mogę jakoś pomóc?