04.06.2024, 00:51 ✶
parkiet
- Obawiam się, że ona nie ucichnie przez bardzo długi czas. Ale przynajmniej się nieco odsunęła - to był związek ich rodziców i nigdy nie miał prawa należeć do niego i do Sarah, więc nawet jeśli oni sami przeżyli tę decyzję relatywnie dobrze, to Lasarus i ojciec Macmillanówny wydawali się zwyczajnie podminowani. Ten związek nie miał racji bytu i ten fakt był akurat jasny jak słońce, nie tylko dla młodego narzeczeństwa, ale też dla każdego kto wchodził z nimi w kontakt, a mimo to poruszenie nie osłabło. Matka wciąż rzucała mu niezadowolone spojrzenia i pasywno-agresywne komentarze, kiedy nagle wzięło ją na odpowiedni nastrój. Dlatego też spędzał o wiele mniej czasu w rodowej posiadłości, bardziej jak zwykle zaszywając się w swoim domu. Odosobnienie sprawiało, że mógł przynajmniej udawać, że wszystko było w jak najlepszym porządku.
Bez cienia zawahania poprowadził Septimę na parkiet i nawet jeśli nie był tancerzem ani wybitnym, ani specjalnie chętnym, prezentował się w swojej tymczasowej roli zwyczajnie dobrze. To była kwestia wprawy i umiejętnego nie przejmowania się ewentualnymi spojrzeniami, bo do tych przywykł. Gadzie oczy przyciągały ciekawość i rodziły coraz to nowe pytania, kiedy młody Leviathan będzie wyglądał dokładnie tak samo jak jego ojciec.
- Wolne brzmi dobrze - ujął ją delikatnie, przyciągając nieco do siebie, kiedy wolna muzyka płynęła z instrumentów. Gdzieś na zewnątrz rozwrzeszczał się dzieciak, zbierając zakłady, a Rowle w przeciwieństwie do Timmy, nie miał większych problemów z tym by zwyczajnie parsknąć rozbawiony. ktoś się bawił wręcz idealnie i dopatrywał interesu. - Wiesz, nie spodziewałem się dostać od ciebie listu dzisiejszego ranka. Szczególnie nie takiego - zaczął miękko, uśmiechając się do niej lekko. - Powiedz, dobrze się wczoraj bawiłaś? Spotkałaś kogoś ciekawego? A może - Levi zmrużył delikatnie oczy, wciąż się jednak uśmiechając. - ktoś ci skradł serce?