04.06.2024, 09:20 ✶
Przez chwilę stoję w grupce z Lorraine i Ambrosią, później dołączają Desmond i Elliot, a Lorraine idzie na parkiet
Grzecznie kiwnęła głową do Ambrosii zajętej swoim deserem i choć wyraźnie było widać, że Jagoda w ogóle nie przejęła się brakiem oficjalnego powitania, to zachowywała się inaczej niż zazwyczaj w towarzystwie znajomej. Była bardzo oficjalna, wyprostowana, patrzyła w stronę otaczających ich ludzi częściej niż normalnie, a jednocześnie w jej postawie było widać cień spięcia. Wystarczyło czytać ludzi choć trochę by rozumieć, że ona bardzo nie chciała tu być. To znaczy z jednej strony chciała - zobaczenie przyjaciela w tak ważnym momencie jego życia było przeżyciem nieocenionym, o które będzie w swej pamięci dbała jak o wypolerowany czariot, jednak taka ilość ludzi wciąż była niekomfortowa.
Powitalne słowa Lorraine najpierw wprowadziły ją w stan zaskoczenia. Co ona w ogóle gadała? Czarnobóg sprowadzał na ludzi śmierć, zarazy i wszystko co można uznać za ludzkie nieszczęście. Z jednej strony chciała docenić zaznaczenie jej kultury, chociaż nie było potrzebne, ponieważ Jagoda była całkiem zaznajomiona z tym, jak działają i co reprezentują koweny (w końcu jej matka była Macmillanem). Jagoda nigdy nie poznawała tego lekkiego uszczypliwego tonu ironii od razu, więc stała tak trochę jak jakaś kłoda i patrzyła na Lorraine dziwnie intensywnie. Ostatecznie ten tekst zrzuciła na ignorancję młodej lady. W końcu nie będzie wymagać od niej by wiedziała za dużo o kulturach innych niż ta, w której na co dzień się pławiła.
Tą niewielką bójkę, która odbyła się na parkiecie Jagoda obserwowała bez paniki, niczym teatralny spektakl. Było to ciekawsze wydarzenie niż wymuszone małe rozmówki. Mogła też zawiesić na tym wzrok na chwilę, dalej myśląc co właściwie na myśli miała jej znajoma.
I wtedy pojawił się młody lord o włosach w kolorze zbożowego pola. Postarała się o grzeczny uśmiech, by mężczyzna mógł poczuć się komfortowo w ich towarzystwie, ale powstrzymała się od przedstawienia, by grzecznie zostawić całą scenę Lorraine. Niech błyszczy, skoro chce…
I wtedy, kiedy ta rzuciła słowo barbarzyńskie to Brodzki zaczęły docierać znaki, które zawsze tak długo zajmowały jej w przetworzeniu. Lorraine nie była wobec niej niefrasobliwa, nie starała się. Ona po prostu postanowiła dzisiaj być niemiłą suką.
- Ależ oczywiście! - Zaczęła, przy nowych osobach mówiła znacznie wyraźniej i spokojniej, by każde słowo było dobrze zrozumiałe. Miała lekki akcent. - Rytuały to nieodłączna część naszych ślubów. Poświęcamy młodą kobietę. - tutaj spojrzenie Jagody padło prosto na Lorraine. Lodowe spojrzenie i twarz jak z kamienia. - Ale tylko tą najbardziej niewychowaną. Oczywiście rytuał nie jest wcale prosty. Korzystamy ze starej klątwy, by zmienić jej ciało w drewno, a następnie wystawiamy je na kolację kornikom, by bardzo, bardzo powoli wyrywały każdy maleńki kawałek swoimi maleńkimi odnóżami. To ma być przestroga… Żeby młode damy zawsze pamiętały o manierach. - Historia przedstawiona bardzo graficznie jak na kompletnie wymyśloną. Jeszcze kilka chwil twarz Jagody trwała w tym lodowym zimnie, aż na końcu roześmiała się do siebie, dając sygnał, że nie było to wcale tak na serio… - A tak z prawdziwych ciekawostek. W Dalmacji za wesele państwo młodzi i ich rodzina płacą tylko do północy po ślubie. Goście nie przynoszą prezentów tylko podarowują pieniądze, które mogą poświęcić na dalszą zabawę. Na ile starczy, tyle trwa zabawa. Niektóre wesela trwają tydzień lub dwa… Nasze zamki są dużo większe niż w Anglii i na pewno piękniejsze. Musicie je kiedyś zobaczyć.
Wielkie salony nie były Jagodzie obce. Mówiąc szczerze chciałaby zobaczyć jak Lorraine próbuje radzić sobie z towarzystwem, gdy śmietanką towarzyską jest macocha Jagi… Dama z rosyjskich salonów i jej banda koleżanek z piekła rodem.
- Naprawdę? Mi również zdarza się malować. Z chęcią zobaczyłabym twoje prace, Desmondzie. - Nareszcie jakiś temat, który chociaż trochę ją interesował. O sztuce mogła rozmawiać godzinami, podobnie jak o wróżbiarstwie albo przyrodzie. - Niezwykle miło jest cię poznać.
I Lorraine szybko się ulotniła, a zaraz po niej przybył kolejny gość i nagle bardzo duża część uwagi się na niej skupiła - w końcu dla dwóch nieznajomych mężczyzn była tutaj czymś egzotycznym i niespotykanym. Starała się robić dobrą minę do złej gry, żeby Elliot nie poczuł się niekomfortowo, dlatego uśmiechnęła się do niego łagodnie i pozwoliła Ambrosii przedstawić kim jest. Jak dobrze, że blondynka tu była, działała nieco jak katalizator.
- Cała przyjemność po mojej stronie, Elliocie. - Ponownie bardzo grzeczna i wyuczona formułka. Na żyrandol miała już okazję spojrzeć, jej zdaniem wyglądał całkiem gustownie… Jak na standardy Anglii, oczywiście. - Tak, jak na angielską pogodę jest naprawdę przyjemnie. Choć po kilku latach w tym kraju, już całkiem zeszła mi opalenizna…
Zestresowała się tym wszystkim, nawet bardzo mówiąc szczerze. Lekko tknęła Rosie palcem by ta podała jej drinka. Rakija to nie jest, ani wódka, ale powinno na razie wystarczyć. No i aż było czuć w nosie magię. Wypiła kieliszek właściwie jednym jego przechyleniem.
!weselnedrinki
Ni do zadnjeg leta, ni do kraja sveta
Sudbina je moja kleta
Sudbina je moja kleta