05.06.2024, 12:20 ✶
Hol, później jadalnia - okolice drinków
Nie oczekiwał od Laurenta niczego. Obok troski, językiem miłości Perseusa był dotyk; czułe muśnięcie cudzej skóry, ramiona obejmujące mocno i pocałunki składane na skroniach - to było jego jestem przy tobie, możesz się czuć przy mnie bezpiecznie, bo ochronię cię przed wszystkim i nie żądał wzajemności. Ale skąd chłopak miał to wiedzieć? Nie znali się przecież na tyle, choć Blackowi niekiedy zdawało się, jakby znał go całe życie...
Nabrał powietrza w płuca i rozchylił już usta gotów zaprotestować, ale potem przypomniał sobie końskie zęby zatapiające się w rękawie jego kurtki i roześmiał się nerwowo. Rozmowa o czymś neutralnym, może nawet zabawnym z jego perspektywy stanowiła doskonałe remedium na ból, jaki wywoływały inne tematy. A raczej wspomnienia, jakie przywoływały; trudne, nieprzyjemne, wbijające się tysiącem drobnych igieł w serce.
— Obawiam się raczej o swoje palce, ale... Tak, uznajmy, że nieco obawiam się koni, które otwarcie okazują swój... entuzjazm — przyznał wreszcie, choć lubił się droczyć i żartobliwie zapierać i chętnie pociągnąłby tę rozmowę w tym kierunku, ale obawiał się, jak Laurent mógłby odebrać jego rewelacje.
— Dziękujemy, mam nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem i obejdzie się bez... małych podróżniczych katastrof. Również nigdy nie byłem w Brazylii, nie znam nawet języka i pozostaje mi mieć nadzieję, że uda nam się porozumieć po angielsku, albo... albo chociaż francusku... — znów nerwowy uśmiech zagościł na jego wargach — Kapibary żyją ogólnie w Ameryce Południowej, ale mój kolega magipsychiatra, jeszcze z czasów, kiedy pracowałem w Paryżu, w zeszłym roku wybrał się do Brazylii, ze swoją żoną i chwalił sobie tamtejszy klimat, dlatego pomyślałem, że dlaczego by nie wybrać się tam z Vesperą? Szczególnie... — tu znów zniżył głos, by nikt poza Laurentem go nie usłyszał — ...że z byłą żoną wybrałem się na wycieczkę po Europie. Nie chcę tego powtarzać, nie chcę, żeby pomyślała, że jest... jakimś zastępstwem. Wolę przeżywać nowe doznania razem z nią.
Zmarszczył brwi, słysząc o sprowadzeniu kapibary, a potem uśmiechnął się szeroko, gdy zdał sobie sprawę z tego, że... właściwie myślą z Laurentem tak samo. Przynajmniej w tej kwestii.
— Myślałem o tym. Nawet o dwóch, bo kapibary to zwierzęta stadne — odpowiedział — Zwróciłem się kilka miesięcy temu z prośbą o pomoc do Geraldine, ale bez odpowiedzi... Sądzisz, że niegrzecznym będzie przypomnienie o sobie?
Miał przecież dom z ogrodem. Mógłby wykopać (a raczej - zlecić komuś wykopanie) dla nich staw, ogrodzić teren tak, by nie uciekły, albo żeby inne zwierzęta nie zrobiły im krzywdy. Mógłby je trzymać nawet we własnym salonie, ale planował zabrać z Grimmauld Place XIX-wieczne meble i trochę było mu z tym nie po drodze, więc zbudowałby im piękne mieszkanko na tyle rezydencji, gdzie latem znajdą schronienie przed słońcem, a zimą przed mrozem. No właśnie, zimą... Czy to aby na pewno dobry pomysł, by sprowadzał je z ciepłej Ameryki do kapryśnej Anglii?
Dopił swój drink i oddał pustą szklankę kelnerowi, akurat w tym samym czasie, kiedy Prewett wspomniał mu o tym, że ostatnie dni nie są dla niego łaskawe. I już miał pytać o powód, ale natychmiast go otrzymał, choć jakaś część niego podejrzewała, że Laurent nie mówił mu wszystkiego. Nie zamierzał jednak ciągnąć go za język - nie tutaj, nie przy świadkach.
— Gdy dowcip jest krzywdzący, przestaje być dowcipem, a staje się zwykłym aktem okrucieństwa — rzucił, wyraźnie wzburzony, choć nawet nie wiedział kto, ani w jaki sposób atakuje zwierzęta w New Forest, ale wystarczyła sama wzmianka, że Laurentowi dzieje się krzywda i już gotów był do walki — Co na to Brygada Uderzeniowa?
A potem na jego twarzy odznaczyła się jeszcze większa bruzda wyrażająca zmartwienie.
— Obawiasz się zranienia, czy odrzucenia...? — zapytał, choć nie oczekiwał odpowiedzi. Zresztą w tym samym czasie na horyzoncie pojawił się kelner, któremu oddał swoją laskę i ze zmieszaniem oświadczył, że zostawił ją na Grimmauld Place. Dlaczego tam, zapytał go Perseus, a on bąknął w odpowiedzi coś, co miało sens tylko i wyłącznie dla Blacka, który westchnął przeciągle i uśmiechnął się do swojego towarzysza przepraszająco.
Zaprowadził więc Laurenta do nieużywanego dziś pokoju, skąd za pomocą sieci fiuu udali się na Grimmauld Place i nie było kilka, może kilkanaście minut. A kiedy wrócili do holu, ich policzki były rumiane i oczy błyszczące, ale sami panowie zdawali się unikać swojego spojrzenia. Czyżby poróżnili się podczas swojej krótkiej wycieczki do Londynu? Nie, to nie była złość.
— Przepraszam za to, ja... — zwrócił się wreszcie do Laurenta, ale nie dokończył, bowiem oto przed nimi stanął sam Christopher Rosier. Och, nie. Chyba będzie chciał pomówić z nim o Atreusie. I choć teraz Perseus miał swoją laskę i wiedział, co robić z dłońmi, tak czuł się bezbronny wobec oskarżeń. Amortencja? Chciał, żeby drinki były niezapomniane, ale... ale... One same miały być dla niego niespodzianką. Szukał spojrzeniem Laurenta, ale on się ulotnił, pozostawiając go samego z rozeźlonym Christopherem.
— Proszę przyjąć moje najszczersze przeprosiny, monsieur Rosier — odpowiedział skruszony — Nie miałem pojęcia... natychmiast rozmówię się z barmanem...
I odszedł; wszedł do jadalni, rozglądając się za kimś... Kimkolwiek, z kim mógłby porozmawiać, ale w tłumie nikogo takiego nie dostrzegł - przynajmniej niezajętego rozmową. Sama Vespera siedziała teraz przy ich stole, a jego miejsce zajęła jedna z kuzynek dyskutująca o czymś zapalczywie z panną młodą. Skierował się więc w stronę baru i zamówił mocny drink, nie dbając o jego efekty...
!weselnedrinki
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory