Zauważył entuzjazm w jej głosie, może więc jego mrzonki o mieście ze złota nie były wcale takie głupie, jak mu się wydawało.
Śmierć matki nie bolała go już prawie wcale, bo przecież to stało się już dawno temu. Wtedy czuł stratę, jednak nie do końca w pełni, bo jego matka nigdy nie gościła w jego życiu. Jasne, wysyłała do niego listy i na tym kończyło się jej całe zainteresowanie. Zostawiła go samego, gdy miał ledwie dwa lata, z ojcem, który był na to średnio gotowy. Trochę skazała na nieszczęśliwy los. Podróże i odkrywanie tajemnic świata były dla niej ważniejsze od jedynego syna. Nie była to specjalnie przyjemna wizja, ale zdążył do niej przywyknąć i pogodzić się z takim losem.
Poczuł dłoń Uli na swoim ramieniu, to było całkiem miłe, uśmiechnął się do niej lekko. Mogła zauważyć, że temat śmierci matki nie był dla niego wcale jakoś bardzo bolesny.
- To akurat sprawka ojca, on też zajmuje się w dużej mierze translokacją i pojazdami, to znaczy kiedyś zajmował, teraz głównie pije. - Dodał uśmiechając się przy tym gorzko. Pamiętał, że dawno temu ojciec też miał pasję, która powoli w nim gasła, w dużej mierze przestał się angażować w jakieś dodatkowe projekty po tym, gdy zostawiła go druga kobieta, przy okazji pozostawiając z nim córkę, młodszą siostrę Sama. Nikt nie potrafił trwać przy Flynnie, poza jego dziećmi, które były skazane na ten los.
- Ale te rzeczy są trochę ze sobą powiązane, chciałbym odnaleźć to miasto, dla którego moja matka poświęciła życie. - Odparł jeszcze.