04.06.2024, 17:14 ✶
Niedaleko stołów z Louvainem
Pocałunek w policzek palił całą nienawiścią, którą Vakel do niej zapewne czuł, nie chciała jednak się teraz na tym skupiać. Nie wtedy, kiedy właśnie pewne problemy wyszły na światło dzienne, a ona nawet nia miała o nich pojęcia.
Kieliszek odstawiła na tacę przechodzącego kelnera, szybkim krokiem oddalając się od męża, choć nie udało jej się dotrzeć prosto do celu.
Na widok zbliżającego się Morpheusa przybrała miły uśmiech, próbując choć na chwilę pohamować mordercze myśli, skupiając się na przeprowadzeniu cywilizowanej rozmowy.
- Dziękuję Panie Longbottom, jest Pan nad wyraz miły. Oczywiście, chętnie zatańczę - o ile do tego czasu będzie miała na tyle sił, patrząc na przebieg wieczoru - musisz mi jednak na razie wybaczyć, ponieważ pilnie muszę załatwić pewną sprawę. Parkiet jednak przyciąga jednak wiele spojrzeń - może przez bójkę i kapibarę, o których plotki już zaczęły krążyć po pomieszczeniu - na pewno więc do tego czasu znajdzie Pan partnerkę. - Dygnęła lekko, po czym poszła dalej, biorąc w międzyczasie głęboki wdech.
Jej furiia trochę odpuściła, choć nie na tyle, by praktycznie wpaść na swojego brata, na szczęście, bo myślała, że jego odszukanie zajmie jej dłużej.
Dała się przytrzymać, zdając sobie sprawę, że zapewne widać po niej całe wzburzenie, które w sobie nosiła, sądząc po reakcji Louvaina.
Kilka głębokich oddechów później, odzyskała swój zimny spokój. A potem uśmiechnęła w ten sposób, który jasno dawał znać, że wcale nie było jej do śmiechu. Raczej wyglądało, jakby właśnie kogoś w myślach boleśnie mordowała.
- Co się stało? - Również szeptała, choć ciężko było zachować całkowity spokój w jej głosie. - Powiedz mi mój drogi, co tam słychać u Loretty? - zaczęła, zaciskając swoje dłonie na jego rękach. - Wiesz może, dlaczego nie zaprosiła mnie na swój ślub z Alexandrem Mulciberem, który właśnie przed chwilą, na głos, przyznał się do tego, że nasza siostra jest jego żoną? - niemal wysyczała, obserwując uważnie reakcje brata.
Dopiero teraz zauważyła jego mniej stosowny wygląd, w tym brak marynarki i wyglądające zza zaklęć tatuaże. Upewniła się szybko, czy ten najważniejszy znak nadal pozostawał ukryty, tak jak i jej, po czym lekko odetchnęła.
- Myślisz, że nasi rodzice zostali poinformowani o tych radosnych wieściach? - zapytała, szukając wzrokiem Anthonego i Cassandry, z którymi Louvain zapewne przybył.
W szczególności matki, dla której sprawy małżeństwa nie były niczym błahym. Wystarczyło spojrzeć na katastrofę, w którą wplątała swoją najstarszą córkę.
Pocałunek w policzek palił całą nienawiścią, którą Vakel do niej zapewne czuł, nie chciała jednak się teraz na tym skupiać. Nie wtedy, kiedy właśnie pewne problemy wyszły na światło dzienne, a ona nawet nia miała o nich pojęcia.
Kieliszek odstawiła na tacę przechodzącego kelnera, szybkim krokiem oddalając się od męża, choć nie udało jej się dotrzeć prosto do celu.
Na widok zbliżającego się Morpheusa przybrała miły uśmiech, próbując choć na chwilę pohamować mordercze myśli, skupiając się na przeprowadzeniu cywilizowanej rozmowy.
- Dziękuję Panie Longbottom, jest Pan nad wyraz miły. Oczywiście, chętnie zatańczę - o ile do tego czasu będzie miała na tyle sił, patrząc na przebieg wieczoru - musisz mi jednak na razie wybaczyć, ponieważ pilnie muszę załatwić pewną sprawę. Parkiet jednak przyciąga jednak wiele spojrzeń - może przez bójkę i kapibarę, o których plotki już zaczęły krążyć po pomieszczeniu - na pewno więc do tego czasu znajdzie Pan partnerkę. - Dygnęła lekko, po czym poszła dalej, biorąc w międzyczasie głęboki wdech.
Jej furiia trochę odpuściła, choć nie na tyle, by praktycznie wpaść na swojego brata, na szczęście, bo myślała, że jego odszukanie zajmie jej dłużej.
Dała się przytrzymać, zdając sobie sprawę, że zapewne widać po niej całe wzburzenie, które w sobie nosiła, sądząc po reakcji Louvaina.
Kilka głębokich oddechów później, odzyskała swój zimny spokój. A potem uśmiechnęła w ten sposób, który jasno dawał znać, że wcale nie było jej do śmiechu. Raczej wyglądało, jakby właśnie kogoś w myślach boleśnie mordowała.
- Co się stało? - Również szeptała, choć ciężko było zachować całkowity spokój w jej głosie. - Powiedz mi mój drogi, co tam słychać u Loretty? - zaczęła, zaciskając swoje dłonie na jego rękach. - Wiesz może, dlaczego nie zaprosiła mnie na swój ślub z Alexandrem Mulciberem, który właśnie przed chwilą, na głos, przyznał się do tego, że nasza siostra jest jego żoną? - niemal wysyczała, obserwując uważnie reakcje brata.
Dopiero teraz zauważyła jego mniej stosowny wygląd, w tym brak marynarki i wyglądające zza zaklęć tatuaże. Upewniła się szybko, czy ten najważniejszy znak nadal pozostawał ukryty, tak jak i jej, po czym lekko odetchnęła.
- Myślisz, że nasi rodzice zostali poinformowani o tych radosnych wieściach? - zapytała, szukając wzrokiem Anthonego i Cassandry, z którymi Louvain zapewne przybył.
W szczególności matki, dla której sprawy małżeństwa nie były niczym błahym. Wystarczyło spojrzeć na katastrofę, w którą wplątała swoją najstarszą córkę.