04.06.2024, 19:59 ✶
Z tym rozpoznawaniem osób było trochę jak z ruletką. Czasami wystarczyło zobaczyć kogoś w zupełnie innym środowisku, żeby kompletnie nie skojarzyć człowieka którego znało się od lat. Teraz było podobnie - głos wydawał się być znajomy, ale przez maskę i otoczenie - nie mogła z początku powiązać go z niczym. Wiedziała natomiast, że go zna. Głos połączył się z mową ciała - wzruszeniem ramion, lekkim wierceniem się na stołku. Miała nazwisko na końcu języka.
Najgorsze, że wiedziała, że spędza z tym człowiekiem naprawdę dużo czasu. Albo chociaż spędzała. W pracy? To brzmiało najbardziej prawdopodobnie.
Wszystko stało się jasne, gdy Matthew się zaśmiał.
Pieprzony Borgin.
Jeśli Lorien była w szoku - to zachowała to teraz dla siebie.
- A to może być bardzo ciekawe…- Wymruczała za to pod nosem. Ni to do siebie, ni do pozostałych przy stoliku. Jeśli w gwarnym lokalu ani Richard ani Robert nie usłyszeli jej słów - nie było wielkiej straty. I tak miała przyszykowaną pierwszą lepszą odpowiedź i kłamstewko na wszelkie pytania w stylu “co niby jest takie ciekawe”.
Odchyliła się na swoim krześle, krzyżując ręce na wysokości piersi. Po prawdzie jakie miało znaczenie kiedy się to wszystko skończy? I tak trzeba było zaczekać na Sophie.
Nie powiedziała im.
Z bardzo oczywistego powodu.
Po pierwsze - Richard i skrzaty domowe byli cholernymi konfidentami jak to już zostało ustalone przez jej pasierbicę. A po drugie - skoro Robert doskonale wiedział, w co wplątała się jego córka i nie zrobił tym faktem kompletnie nic - najwyraźniej był gotów na konsekwencje. Nawet jeśli te konsekwencje miały uderzyć w całą rodzinę. Bardzo proszę, po co cokolwiek z kimkolwiek uzgadniać i przedyskutować pewne decyzje prawda?
Czy było to małostkowe? Możliwe. Ale nie była to pierwsza rzecz, którą przed nią zataił. Nie pierwsze skradzione puzzle układanki. Może gdyby choć raz zagrał w otwarte karty i zdradził prawdę o Stanley’u (tą małą, podsłuchaną przed pamiętnym śniadaniem prawdę) teraz miałaby większe opory przed ukrywaniem, że może czeka ich oglądanie randki stulecia. Kiedy ostatnio swatano ze sobą rodzeństwo w ich rodzinach? Cztery? Pięć pokoleń temu? Cóż za nieoczekiwany powrót do korzeni i tradycji.
- Gdzie jest Charles?- Zapytała nagle, nie odrywając wzroku od sceny na której St… Matthew wciąż się produkował podjudzany przez prezenterkę. Mogła mieć tylko nadzieję, że po tym płomiennym liście skojarzył kim była nieszczęsna kandydatka nr 3 i nie uzna za fantastyczny pomysł pozwolić jej wygrać. Albo... wręcz przeciwnie. Niech to Słonko poparzy wystarczająco, żeby niektórym odechciało się puszczać je samopas.
- Już go zgubiliście?
Najgorsze, że wiedziała, że spędza z tym człowiekiem naprawdę dużo czasu. Albo chociaż spędzała. W pracy? To brzmiało najbardziej prawdopodobnie.
Wszystko stało się jasne, gdy Matthew się zaśmiał.
Pieprzony Borgin.
Jeśli Lorien była w szoku - to zachowała to teraz dla siebie.
- A to może być bardzo ciekawe…- Wymruczała za to pod nosem. Ni to do siebie, ni do pozostałych przy stoliku. Jeśli w gwarnym lokalu ani Richard ani Robert nie usłyszeli jej słów - nie było wielkiej straty. I tak miała przyszykowaną pierwszą lepszą odpowiedź i kłamstewko na wszelkie pytania w stylu “co niby jest takie ciekawe”.
Odchyliła się na swoim krześle, krzyżując ręce na wysokości piersi. Po prawdzie jakie miało znaczenie kiedy się to wszystko skończy? I tak trzeba było zaczekać na Sophie.
Nie powiedziała im.
Z bardzo oczywistego powodu.
Po pierwsze - Richard i skrzaty domowe byli cholernymi konfidentami jak to już zostało ustalone przez jej pasierbicę. A po drugie - skoro Robert doskonale wiedział, w co wplątała się jego córka i nie zrobił tym faktem kompletnie nic - najwyraźniej był gotów na konsekwencje. Nawet jeśli te konsekwencje miały uderzyć w całą rodzinę. Bardzo proszę, po co cokolwiek z kimkolwiek uzgadniać i przedyskutować pewne decyzje prawda?
Czy było to małostkowe? Możliwe. Ale nie była to pierwsza rzecz, którą przed nią zataił. Nie pierwsze skradzione puzzle układanki. Może gdyby choć raz zagrał w otwarte karty i zdradził prawdę o Stanley’u (tą małą, podsłuchaną przed pamiętnym śniadaniem prawdę) teraz miałaby większe opory przed ukrywaniem, że może czeka ich oglądanie randki stulecia. Kiedy ostatnio swatano ze sobą rodzeństwo w ich rodzinach? Cztery? Pięć pokoleń temu? Cóż za nieoczekiwany powrót do korzeni i tradycji.
- Gdzie jest Charles?- Zapytała nagle, nie odrywając wzroku od sceny na której St… Matthew wciąż się produkował podjudzany przez prezenterkę. Mogła mieć tylko nadzieję, że po tym płomiennym liście skojarzył kim była nieszczęsna kandydatka nr 3 i nie uzna za fantastyczny pomysł pozwolić jej wygrać. Albo... wręcz przeciwnie. Niech to Słonko poparzy wystarczająco, żeby niektórym odechciało się puszczać je samopas.
- Już go zgubiliście?