04.06.2024, 22:15 ✶
Uśmiechnęła się z odrobiną rozbawienia, chociaż pacjenci grożący nawet takimi głupotami nie byli niczym zabawnym, gdy miałeś z nimi bezpośrednio do czynienia. Dopiero po paru tygodniach człowiek był w stanie docenić humor sytuacji... oczywiście aż do spotkania z kolejnym, pijanym pacjentem.
– To zależy, czy uznać tę nie drzemkę za omdlenie – odparła, jedząc kukurydzę, obraną w ten niekonwencjonalny sposób. Ona sama niezbyt przejmowała się, że ktoś mógłby uznać ją za wariatkę: liczyła się w końcu jej własna wygoda. Ale wiedziała też, że Prewett nie będzie narzekał. Pod względem zamiłowania do porządku byli bardzo podobni. – Dbam o to, żeby się wysypiać i zjadam zdrowe posiłki – zapewniła Florence, wskazując przy tym palcem na kukurydzę na własnym talerzu. – Nie biorę wolnego często, ale zdarza mi się gdzieś wybrać.
Nawet jeżeli często te wyprawy były podyktowane raczej tym, że uznawała, że potrzebował ich ktoś inny nie ona. Jak wtedy, gdy zabrała tutaj brata czy gdy zgodziła się wybrać z Geraldine do Doliny Godryka.
Nie dodała, że ona nie jest chora: że jej serca nie zarastają drobne nitki, że własny organizm nie usiłuje po trochu jej zamordować. Wiedziała, że to byłby cios poniżej pasa i chociaż zawsze odruchowo patrzyła, czy Basilius nie jest zbyt blady, czy nie pochyla się w ten charakterystyczny sposób, czy w jego ruchy nie wkrada się pewna ostrożność, nie strofowała go, nie przypominała, by usiadł, by uważał, by nie ruszał się za wiele. Nie musiała mu przypominać, że jest chory, sam przecież zawsze o tym pamiętał. Szczęście, że był bliższy wiekiem jej i Oriona, spokojnych raczej dzieci, które potrafiły spędzić godzinę przy puzzlach czy nad książkami z obrazkami, niż żywiołowych Laurenta i Atreusa.
Ale już powiedzieć: nie przemęczaj się – mogła. Szewc bez butów chodzi, uzdrowiciel zapomina o wypoczynku. Niezależnie od choroby.
– Mnie? – zdziwiła się Florence, posyłając mu uśmiech, który nie sięgał jasnych oczu. – Mój drogi, gdyby spróbował coś mi powiedzieć, bańka jego ego pękłaby z trzaskiem. Choć może go przeceniam, musiałby najpierw zrozumieć, co właśnie powiedziałam. Ale usłyszałam o nim parę nieprzychylnych słów. Jak smakuje ci kukurydza? – spytała, płynnie zmieniając temat, bo nie mogła ujawnić kuzynowi, co powiedziano jej w zaufaniu…
…a pewne rzeczy miał dopiero ujrzeć w przyszłości.
– To zależy, czy uznać tę nie drzemkę za omdlenie – odparła, jedząc kukurydzę, obraną w ten niekonwencjonalny sposób. Ona sama niezbyt przejmowała się, że ktoś mógłby uznać ją za wariatkę: liczyła się w końcu jej własna wygoda. Ale wiedziała też, że Prewett nie będzie narzekał. Pod względem zamiłowania do porządku byli bardzo podobni. – Dbam o to, żeby się wysypiać i zjadam zdrowe posiłki – zapewniła Florence, wskazując przy tym palcem na kukurydzę na własnym talerzu. – Nie biorę wolnego często, ale zdarza mi się gdzieś wybrać.
Nawet jeżeli często te wyprawy były podyktowane raczej tym, że uznawała, że potrzebował ich ktoś inny nie ona. Jak wtedy, gdy zabrała tutaj brata czy gdy zgodziła się wybrać z Geraldine do Doliny Godryka.
Nie dodała, że ona nie jest chora: że jej serca nie zarastają drobne nitki, że własny organizm nie usiłuje po trochu jej zamordować. Wiedziała, że to byłby cios poniżej pasa i chociaż zawsze odruchowo patrzyła, czy Basilius nie jest zbyt blady, czy nie pochyla się w ten charakterystyczny sposób, czy w jego ruchy nie wkrada się pewna ostrożność, nie strofowała go, nie przypominała, by usiadł, by uważał, by nie ruszał się za wiele. Nie musiała mu przypominać, że jest chory, sam przecież zawsze o tym pamiętał. Szczęście, że był bliższy wiekiem jej i Oriona, spokojnych raczej dzieci, które potrafiły spędzić godzinę przy puzzlach czy nad książkami z obrazkami, niż żywiołowych Laurenta i Atreusa.
Ale już powiedzieć: nie przemęczaj się – mogła. Szewc bez butów chodzi, uzdrowiciel zapomina o wypoczynku. Niezależnie od choroby.
– Mnie? – zdziwiła się Florence, posyłając mu uśmiech, który nie sięgał jasnych oczu. – Mój drogi, gdyby spróbował coś mi powiedzieć, bańka jego ego pękłaby z trzaskiem. Choć może go przeceniam, musiałby najpierw zrozumieć, co właśnie powiedziałam. Ale usłyszałam o nim parę nieprzychylnych słów. Jak smakuje ci kukurydza? – spytała, płynnie zmieniając temat, bo nie mogła ujawnić kuzynowi, co powiedziano jej w zaufaniu…
…a pewne rzeczy miał dopiero ujrzeć w przyszłości.