Patrzył na ducha, powoli paląc papierosa w zamyśleniu. Nie postrzegał go w tym momencie jako osoby, bardziej zdawało mu się to z obrazami. Patrzył na niego, przez niego ciemnym spojrzeniem pogrążonym w zadumie. Julius był dumnym mizoginem, co więc trzymało go tutaj? Na tym planie? Oczywiście, że nierozwiązana sprawa. Możliwe też, że dochodziła do tego potrzeba, aby oczyścić swoje dobre imię. Nawet jeśli nie zasługiwał zdaniem Morpheusa na lekki spoczynek, to
— Pamięć o pana rodzie zanika, panie Julius. Na salonach nie zna się już tego nazwiska, a jeśli już, to każdy pamięta te właśnie oskarżenia. Możemy to jednak zmienić — uśmiechnął się przekonująco do ducha. Nie zamierzał tego robić, oczywiście i Brenna to wiedziała, bo zapomnienie tego miejsca i tej rodziny, a jednocześnie ogromne obszary i teren, były czynnikami skłaniającymi do kupna tego miejsca jako bazy wypadowej dla Zakonu. Duch jednak? Jego mógł oszukać.
Otrzepał kolejną porcję popiołu.
Przypomniał sobie nocną rozmowę z Millie, już po tym, gdy wrócili na piętro po spotkaniu z Brenną i informacje, które zdobyła ona, podczas wycieczki nad niesławny Księżycowy Staw wraz z Tomem. Może była mugolaczką lub co gorsza, charłaczką i dziedzic zrobił jej dziecko, chciano się pozbyć problemu? A później w odwecie ktoś pozbył się ich.
— Chciałbym ułożyć chronologię wydarzeń, bo wydaje się nieco... niejasna, a pan będzie wiedział, co działo się po kolei. Najpierw ktoś zamordował tę dziewczynę z jeziora. Służącą? Kto to był i dlaczego? Spodziewam się, że jako pan domu, wiesz o nim wszystko. Nikt ot tak nie rzuca klątwy i pozostaje bez konsekwencji.