04.06.2024, 23:48 ✶
Nie chciała mówić, że pytanie o dobrostan było z rodzaju retorycznych, bo Marilla wydawała się już wystarczająco rozjuszona, by właśnie takiego malutkiego przytyku brakowało do przelania czary goryczy. W efekcie czego ów czara przewracając się przywaliłaby Maeve w łeb, zostawiając na pamiątkę fioletowego guza. Zwycięstwo w potyczce słownej zwyczajnie nie było warte tego bólu.
Poza tym, miały teraz twardy orzech do zgryzienia i trzeba się było na nim skupić. Siostrzane przepychanki musiały poczekać w obliczu tego, że ich dom rodzinny i zarazem główne źródło dochodu rozpłynęło się w powietrzu jak marzenia Mewy o smacznej kolacji. Była bardziej skłonna przychylić się do koncepcji teleportacji w przysłowiowe pizdu - jakoś ciężko byłoby uwierzyć, że ktoś po prostu podszedł sobie do Palarni, wyrwał ją z korzeniami, po czym jak gdyby nigdy nic sobie ją wyniósł. Poczułyby, na pewno; przy takiej niekonwencjonalnej eksmisji zdecydowanie musiało cholernie bujać.
Niemniej, jeśli siostra nie miała pojęcia, w jakim miejscu się znalazły, to Maeve tym bardziej nie. Podeszła bliżej kominka, z zamiarem zmacania i poprzestawiania wszelkich bibelotów, które ozdabiały pomieszczenie. Z każdym mrugnięciem miała wrażenie, że w palcach trzyma coś innego; albo jakby rzeczy zmieniały ciągle kształt, albo jakby zapominała, że kolejno odstawiała i brała kolejną pierdółkę do ręki.
- Ja już chyba mam halucynacje z głodu... - burknęła pod nosem, zostawiając te zmiennokształtne badziewia w cholerę. Dosłownie wytarła ręce o koszulkę, jakby dotknęła czegoś obrzydliwego, możliwe, że trującego. Twarz też miała nietęgą, nie wyglądała na zadowoloną. Nawet jako miłośniczka siania chaosu i zbierania jego plonów, czuła się w takim kalejdoskopie wrażeń zwyczajnie dziwnie.
- Myślisz? Mnie raczej daje wrażenie takiej osoby, która zamurowałaby nas w piwnicy i zmusiła do masowej produkcji kadzideł - odparła całkiem szczerze, biorąc sugestię Marilli dotyczącą matki całkiem na poważnie (po raz kolejny, bo po siostrze nie było widać sarkazmu). Maeve dalej kręciła się jak smród po gaciach w tym domku, więc nie zwracała większej uwagi na Marylkę. Bardziej skupiona była na nowalijkach takich jak przestronne pomieszczenie, normalne meble i brak wszędzie unoszącego się dymu w akompaniamencie woni opium.
Stąd też, kiedy siostra podniosła głos i nazwała kogoś draniem, Mewa była prawie pewna, że to do niej. Już się odwróciła z urazą na twarzy, że hola, hola, co ja tym razem zrobiłam niby, ale nawet nie zdążyła ust otworzyć, co by wyrzut poczynić, bo Marilla już rzucała się na kogoś z pazurami. Maeve obróciła się wokół własnej osi, by nadążyć wzrokiem za nią, po czym sama napotkała spojrzeniem w krzakach napastnika sprzed pięciu minut. Chciała sama ruszyć pędem, żeby wyrwać mu nogi razem z płucami za to wszystko, co ich spotkało, ale musiała się błyskawicznie zatrzymać.
Marilla dosłownie przeleciała jej przed twarzą i uderzyła w ścianę.
- Pojebany jesteś?! - Zapytała retorycznie, rycząc dosłownie na gościa. Nie rzuciła się do walki jednak, bo coś ją tknęło, by najpierw sprawdzić, że Marilli się nic nie stało. Podeszła, próbując postawić siostrę na nogi. - Hej, nic ci nie jest? Nie umieraj, bo kogo wtedy mama zabije? -
Poza tym, miały teraz twardy orzech do zgryzienia i trzeba się było na nim skupić. Siostrzane przepychanki musiały poczekać w obliczu tego, że ich dom rodzinny i zarazem główne źródło dochodu rozpłynęło się w powietrzu jak marzenia Mewy o smacznej kolacji. Była bardziej skłonna przychylić się do koncepcji teleportacji w przysłowiowe pizdu - jakoś ciężko byłoby uwierzyć, że ktoś po prostu podszedł sobie do Palarni, wyrwał ją z korzeniami, po czym jak gdyby nigdy nic sobie ją wyniósł. Poczułyby, na pewno; przy takiej niekonwencjonalnej eksmisji zdecydowanie musiało cholernie bujać.
Niemniej, jeśli siostra nie miała pojęcia, w jakim miejscu się znalazły, to Maeve tym bardziej nie. Podeszła bliżej kominka, z zamiarem zmacania i poprzestawiania wszelkich bibelotów, które ozdabiały pomieszczenie. Z każdym mrugnięciem miała wrażenie, że w palcach trzyma coś innego; albo jakby rzeczy zmieniały ciągle kształt, albo jakby zapominała, że kolejno odstawiała i brała kolejną pierdółkę do ręki.
- Ja już chyba mam halucynacje z głodu... - burknęła pod nosem, zostawiając te zmiennokształtne badziewia w cholerę. Dosłownie wytarła ręce o koszulkę, jakby dotknęła czegoś obrzydliwego, możliwe, że trującego. Twarz też miała nietęgą, nie wyglądała na zadowoloną. Nawet jako miłośniczka siania chaosu i zbierania jego plonów, czuła się w takim kalejdoskopie wrażeń zwyczajnie dziwnie.
- Myślisz? Mnie raczej daje wrażenie takiej osoby, która zamurowałaby nas w piwnicy i zmusiła do masowej produkcji kadzideł - odparła całkiem szczerze, biorąc sugestię Marilli dotyczącą matki całkiem na poważnie (po raz kolejny, bo po siostrze nie było widać sarkazmu). Maeve dalej kręciła się jak smród po gaciach w tym domku, więc nie zwracała większej uwagi na Marylkę. Bardziej skupiona była na nowalijkach takich jak przestronne pomieszczenie, normalne meble i brak wszędzie unoszącego się dymu w akompaniamencie woni opium.
Stąd też, kiedy siostra podniosła głos i nazwała kogoś draniem, Mewa była prawie pewna, że to do niej. Już się odwróciła z urazą na twarzy, że hola, hola, co ja tym razem zrobiłam niby, ale nawet nie zdążyła ust otworzyć, co by wyrzut poczynić, bo Marilla już rzucała się na kogoś z pazurami. Maeve obróciła się wokół własnej osi, by nadążyć wzrokiem za nią, po czym sama napotkała spojrzeniem w krzakach napastnika sprzed pięciu minut. Chciała sama ruszyć pędem, żeby wyrwać mu nogi razem z płucami za to wszystko, co ich spotkało, ale musiała się błyskawicznie zatrzymać.
Marilla dosłownie przeleciała jej przed twarzą i uderzyła w ścianę.
- Pojebany jesteś?! - Zapytała retorycznie, rycząc dosłownie na gościa. Nie rzuciła się do walki jednak, bo coś ją tknęło, by najpierw sprawdzić, że Marilli się nic nie stało. Podeszła, próbując postawić siostrę na nogi. - Hej, nic ci nie jest? Nie umieraj, bo kogo wtedy mama zabije? -
I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
I wanna wear your flesh
— like a costume —