05.06.2024, 01:27 ✶
Południowe stragany, później północne stragany
Czarodziejskie życie nadal było dla niego lekka tajemnicą, w którą bał się wejść po całości. Dużo lepiej oglądało się to z boku z ukłuciami igły na opuszkach, bo szyło się ręcznie, a nie czarami.
Skinął kobiecie przy stoisku z winami, nie chcąc jej już zawracać więcej głowy, skoro widocznie miała przyjaciółkę w opałach do uratowania. Dobrze dla nich, niech się ratują, a przed czym? Nie był już do końca pewien.
Wina nie kupił, bo i tak plecach miał już całkiem zapchany, a w ręce byłoby go niebezpiecznie nieść. Jeszcze się potknie, ktoś go szturchnie, z resztą miał nie wydawać pieniędzy. Odwrócił się miło i ruszył w stronę straganów i nagle stało się coś, jakiś chłop zaczął tańczyć, jak to na festynach bywa. Neil zatrzymał się, spojrzał za siebie, na scenę, no jak już tu jest, to zerknie na te występy, chociaż fanem takich rzeczy nigdy nie był. Sam nie tańczył i nie śpiewał, i jakoś nie lubił, jak inni to robili. Zawiesił oko na tancerzu na scenie, ale jego wypociny wywołały jedynie efekt meh. Gdyby stał bliżej, gdyby był facet w jego guście i gdyby nie robił czegoś czego Neil nie lubi, to może, może, ale nie. Patrzył się, bo się patrzył, na swój sposób ze zdegustowaniem, na swój sposób z podziwem dla odwagi, bo może i fukać jak to tańczenie jest bez sensu, ale sam nie miałby psychiki, żeby nawet spróbować wyjść na scenę. Był lamusem i co poradzisz, inni widać lubią się popisywać i znajdują swoich fanów. Nieźle, niech w takim razie korzystają i się dobrze bawią, a on na spokojnie pójdzie znaleźć jakąś ławkę.
Czarodziejskie życie nadal było dla niego lekka tajemnicą, w którą bał się wejść po całości. Dużo lepiej oglądało się to z boku z ukłuciami igły na opuszkach, bo szyło się ręcznie, a nie czarami.
Skinął kobiecie przy stoisku z winami, nie chcąc jej już zawracać więcej głowy, skoro widocznie miała przyjaciółkę w opałach do uratowania. Dobrze dla nich, niech się ratują, a przed czym? Nie był już do końca pewien.
Wina nie kupił, bo i tak plecach miał już całkiem zapchany, a w ręce byłoby go niebezpiecznie nieść. Jeszcze się potknie, ktoś go szturchnie, z resztą miał nie wydawać pieniędzy. Odwrócił się miło i ruszył w stronę straganów i nagle stało się coś, jakiś chłop zaczął tańczyć, jak to na festynach bywa. Neil zatrzymał się, spojrzał za siebie, na scenę, no jak już tu jest, to zerknie na te występy, chociaż fanem takich rzeczy nigdy nie był. Sam nie tańczył i nie śpiewał, i jakoś nie lubił, jak inni to robili. Zawiesił oko na tancerzu na scenie, ale jego wypociny wywołały jedynie efekt meh. Gdyby stał bliżej, gdyby był facet w jego guście i gdyby nie robił czegoś czego Neil nie lubi, to może, może, ale nie. Patrzył się, bo się patrzył, na swój sposób ze zdegustowaniem, na swój sposób z podziwem dla odwagi, bo może i fukać jak to tańczenie jest bez sensu, ale sam nie miałby psychiki, żeby nawet spróbować wyjść na scenę. Był lamusem i co poradzisz, inni widać lubią się popisywać i znajdują swoich fanów. Nieźle, niech w takim razie korzystają i się dobrze bawią, a on na spokojnie pójdzie znaleźć jakąś ławkę.