05.06.2024, 01:48 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.06.2024, 21:38 przez Erik Longbottom.)
Południowe stragany - Château des Dragons -> Stoisko kowenu
Żegnam się z Isaaciem i krążę po okolicy z Anthonym. Potem rozdzielamy się i idę do stanowiska kowenu.
Tony i jego wina, pomyślał, kręcąc przy tym z nostalgią głową. Cóż, zagadanie Shafiqa na temat win było bardzo dobrą okazją do zmiany tematu. Naprawdę nie chciał wdawać się z Bagshotem i Anthonym w przydługie dyskusje na temat incydentu ze świeczkami czy tego, że nie najlepiej potraktował szkolnego przyjaciela. Takie sprawy lepiej było omawiać w cztery oczy. Albo w sześć. Dla bezpieczeństwa powinien wziąć jeszcze Brennę. To na pewno byłaby ciekawa... dyskusja.
— Zobaczymy się pod sceną. — Skinął głową Isaacowi, gdy ten ruszył w stronę widowni.
Zmarszczył lekko czoło, stawiając powoli krok za krokiem. Teraz gdy sytuacja już nieco się uspokoiła, a konwersacja stała się mniej intensywna, zaczęły nękać go drobne zawroty głowy. Eh, może nie powinien był próbować tych wszystkich alkoholi w tak krótkim odstępie czasu? Mądry czarodziej po szkodzie, skomentował bezgłośnie, starając się wygładzić uśmiechem grymas, który wstąpił na jego twarz. Jak na razie nic nie zwiastowało kolejnej sabatowej katastrofy, więc może nie powinien tak sobie wyrzucać tego, że pozwolił sobie na odrobinę szaleństwa?
— Cudowny komplement — mruknął, zerkając na Anthony'ego z ukosa. — Nie mógłbyś chociaż raz po prostu zakląć rzeczywistość i nie stwierdzać oczywistych oczywistości? Jesteś czarodziejem i to wysoko urodzonym. Jestem pewny, że świat nie byłby w stanie się tobie oprzeć. — Uśmiechnął się pod nosem, powoli tkając siatkę kolejnej gry słownej z mężczyzną. — Wiem, że ja bym od razu machał różdżką, jak mi zagrasz. Wystarczyłby tylko dokument ze stemplem Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów. Tylko tyle i aż tyle.
Nie skomentował w żaden sposób wzmianki o Morfeuszu. Zakładał, że gdyby wuj faktycznie wyczuł zagrożenie czyhające na nich na Lammas, to poinformowałby ich o tym przy pierwszej okazji. Na przykład parę godzin przed przybyciem na teren kiermaszu. Poza tym trudno było stwierdzić, czy dowiedzenie się o niebezpieczeństwie nie sprawiłoby, że utworzyli samospełniającą się przepowiednię. Longbottom dotknął nasady nosa, jakby w ten sposób mógł ukrócić kolejną falę bólów głowy. Za bardzo się zapędzał w swoich dywagacjach... Przyszłość była dla niego tajemnicą i to z rodzaju tych, jakich zapewne nigdy nie pozna, choćby prosił o pomoc zarówno Morfeusza, jak i Millie czy Dolohova.
— Będę przy stanowisku kowenu. Albo w okolicy sceny. — Wzruszył ramionami, sztywneijąc na moment, gdy poczuł dłoń Anthony'ego w okolicy swoich pleców. — Postaraj się nie zgubić. Wolałbym, żeby organizatorzy nie musieli cię wołać na scenę jako ''Szefa Organu Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego'', bo nie potrafiliśmy się znaleźć.
Longbottom ruszył w stronę kolejnego stoiska, jednak poruszał się zdecydowanie wolniej niż wcześniej. Raz, że dalej szumiało mu w głowie od trzech kolejek alkoholu z rzędu. Dwa, że dalej nosił ze sobą fanty wykupione na innych stoiskach, jak np. tę nieszczęsną świecę na matki. Skrzywił się na samą myśl o tym, że wyroby Mulciberów mogłyby wzbudzić zainteresowanie Elise. Kto wie, co jeszcze sprzedawali w swoim sklepiku, skoro na sabacie tak chętnie dzielili się tymi fallusowymi... hmm... dziełami sztuki.
Po dotarciu do kowenowego kramiku, Erik od razu zwrócił uwagę na wiklinowe kosze. Nadadzą się idealnie. Korzystając z tego, że młodszy kapłan był akurat wolny, detektyw Brygady Uderzeniowej prędko złożył u niego małe zamówienie, prosząc jeszcze o kilka sztuk zakładek do książek i świecę. Bądź co bądź, zakładek nigdy za wiele, zwłaszcza w domu pełnym ludzi, którym bądź co bądź, zdarzało się czytać - nawet jeśli nieszczególnie często.
— Proszę, to będzie wszystko ode mnie już. — Wręczył czarodziejowi odliczoną kwotę. — Chyba, że...
Już miał zacząć się przepakowywać ze swoimi klamotami, gdy na scenie pojawił się akrobata z cyrku Bellów. Sama muzyka przykuła jego uwagę, jednak ruchy mężczyzny również były... trudne do zignorowania. Mimowolnie przypomniał sobie swoją ostatnią interwencję w obozowisku cyrkowców, gdy ci dopiero przybyli do Londynu. Niby minął ledwie miesiąc, a wydawało mu się, jakby to było dawno temu... Z wlepionymi w Edge'a oczami, Erik zaczął się po omacku przepakowywać do wiklinowego kosza. Odwrócił wzrok, dopiero gdy zdał sobie sprawę, że świeczka dla Elise prawie spadła mu na ziemię. Syknął z niezadowoleniem i upewnił się, że wszystko faktycznie spakował, po czym odszedł od stoiska. Teraz tylko wystarczyło poczekać, aż Anthony go namierzy.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞