05.06.2024, 07:42 ✶
I stały się… serpentyny.
Może Thomas trochę przesadził, a może znowu uśmiechnął się do nich los, jakby Księżycowy Staw chciał poklepać ich po główkach i powiedzieć, że wcale nie jest takim złym domem, i że bardzo chciałby, żeby tutaj zostali, mimo tych wszystkich wypadków, klątw i poltergeistów. Strych wypełnił się setkami serpentyn, w pięknych czerwono – złotych barwach, które zwisały ze wszystkich belek i osiadły na wszystkich sprzętach oraz meblach. Poltergeist wpadł do środka i cisnął prosto w Thomasa Hardwicka porwanym gdzieś po drodze kawałkiem drewna, a potem wefrunął w te wszystkie serpentyny, porywając je ze sobą, zgarniając całymi garściami i próbując oplątać nimi Millie.
Ale amulet został przesunięty, istniał już krąg i do jego domknięcia potrzeba było tylko Thomasa - który dostał niesamowitego przypływu sił, tak że chociaż był po prostu przeciętnie sprawnym fizycznie mężczyzną, zdołał dobiec na górę w rekordowym dla siebie tempie. Grunt to motywacja, prawda?
Mógł domknąć zaklęcie, korzystając ze swoich umiejętności pieczętowania. Nie załatwią sprawy na stałe, potrzebowali tu pewnie egzorcysty, ale chwilowo przynajmniej złośliwy byt nie będzie próbował ich zamordować.
Stali więc teraz na strychu, pełnym kolorowych serpwntyn, jakby szykując się na kolejną część zabawy. Pośród starych, wyniesionych tutaj sprzętów, zżartych przez mole kapeluszy, uszkodzonych zabawek. Millie była częściowo oplątana czerwonymi serpentynami, Thomas Figg gubił oddech po tym szaleńczym biegu. Erik dotarł na strychu jako ostatni, na szczęście cały i zdrowy, choć pewnie dorobił się jednego czy dwóch siniaków.
- Przepraszam? - przemówił tymczasem dziewczęcy głos. Nie widzieli jego źródła, skrytego wśród serpwntyn, chociaż Millie wydał się... znajomy. - Czy skoro już tu jesteście, bylibyście tak mili i spalili mój portret?
[/i]
Może Thomas trochę przesadził, a może znowu uśmiechnął się do nich los, jakby Księżycowy Staw chciał poklepać ich po główkach i powiedzieć, że wcale nie jest takim złym domem, i że bardzo chciałby, żeby tutaj zostali, mimo tych wszystkich wypadków, klątw i poltergeistów. Strych wypełnił się setkami serpentyn, w pięknych czerwono – złotych barwach, które zwisały ze wszystkich belek i osiadły na wszystkich sprzętach oraz meblach. Poltergeist wpadł do środka i cisnął prosto w Thomasa Hardwicka porwanym gdzieś po drodze kawałkiem drewna, a potem wefrunął w te wszystkie serpentyny, porywając je ze sobą, zgarniając całymi garściami i próbując oplątać nimi Millie.
Ale amulet został przesunięty, istniał już krąg i do jego domknięcia potrzeba było tylko Thomasa - który dostał niesamowitego przypływu sił, tak że chociaż był po prostu przeciętnie sprawnym fizycznie mężczyzną, zdołał dobiec na górę w rekordowym dla siebie tempie. Grunt to motywacja, prawda?
Mógł domknąć zaklęcie, korzystając ze swoich umiejętności pieczętowania. Nie załatwią sprawy na stałe, potrzebowali tu pewnie egzorcysty, ale chwilowo przynajmniej złośliwy byt nie będzie próbował ich zamordować.
Stali więc teraz na strychu, pełnym kolorowych serpwntyn, jakby szykując się na kolejną część zabawy. Pośród starych, wyniesionych tutaj sprzętów, zżartych przez mole kapeluszy, uszkodzonych zabawek. Millie była częściowo oplątana czerwonymi serpentynami, Thomas Figg gubił oddech po tym szaleńczym biegu. Erik dotarł na strychu jako ostatni, na szczęście cały i zdrowy, choć pewnie dorobił się jednego czy dwóch siniaków.
- Przepraszam? - przemówił tymczasem dziewczęcy głos. Nie widzieli jego źródła, skrytego wśród serpwntyn, chociaż Millie wydał się... znajomy. - Czy skoro już tu jesteście, bylibyście tak mili i spalili mój portret?
[/i]