Ale czy na pewno wystarczy? A co, jeśli Laurentowi zbierze się na amory, spodoba mu się na randce i będzie chciał zostać dłużej? Trochę szkoda, jakby miał sobie psuć wieczór czy humor jakimś zamartwianiem się, nawet jeśli okaże się, że feniksowi nic nie jest – wciąż będzie obolały i w kiepskim stanie psychicznym. Mogłaby go wziąć do siebie, gdzie na pewno ptak będzie miał spokój, a Laurent wpadnie po niego rano.
Nie spodziewała się, że Laurent się do niej nachyli i muśnie usta swoimi – nawet, jeśli nie miał na myśli niczego dwuznacznego, to i tak gest pozostał tym bardzo intymnym… i to wcale nie z uwagi na przeszłość, jaką mieli. Gdyby jej nie było, to ten niewinny pocałunek mogłaby odczytać kompletnie inaczej, właśnie jakby próbował ją podrywać, a znał przecież granice, jakie postawiła i nigdy nie próbował ich złamać. To by dopiero zrobiło im mętlik w głowie… ale nie. Victoria odwróciła się za Laurentem z zaskoczeniem wymalowanym na twarzy, ale uśmiechnęła się do niego, czując ciągle widmo ciepłych ust na swoich zimnych.
– Może, ale już się stało. Chciałabym żebyś na tej randce skupił się na niej, więc może ustalmy, że faktycznie Fuego pójdzie ze mną, a ty się nie będziesz musiał martwić, jakbyś swoją randkę chciał zaprosić do domu, a tam ja… wpadnij po prostu do mnie rano, hmm? – zaproponowała to nie dlatego, że chciała mu zabrać cennego feniksa, tylko żeby nie psuć mu tej randki. A ptak będzie miał faktycznie u niej spokój, przy tych wszystkich roślinach, które trzymała. Dwa małe koty nie powinny stanowić problemu, tym bardziej, że jeden z nich dopiero się aklimatyzował. Nastanie do doniczek zupełnie jej z kolei nie przeszkadzało, nie było niczego, czego nie załatwiłaby zaklęciem.
Laurent i bieganie to prawie jak Victoria i bieganie. Jej powolne, dokładne ruchy były już regularne, pani "na wszystko mam czas"... I nie chodziło o popsucie fryzury, tylko o to, że nie ma się co spieszyć… chyba że było i wtedy Victoria nagle ruszała się szybko, tak jak Laurent teraz.
– Myślisz, że to mogły być one? – Śmierciożercy… tych wykluczyła, bo to było zbyt dziwaczne i osobliwe, ale te Blackówny…
Victoria pokręciła głową, żeby przerwać te rozmyślania Laurenta i mocno złapała go za ramiona, gdy on przytulał w objęciach Fuego i zaraz się teleportowali.