05.06.2024, 12:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.06.2024, 13:13 przez Anthony Shafiq.)
Anthony też i za to kochał Europę, jak wielkie piętno odcisnęło na niej dzieło Konstantyna. Rzymianie wiedzieli co robili, kiedy splatali z taką wprawą greckie, rozbuchane kazirodczą erotyką mity wraz z judeochrześcijańską opowieścią o męczeństwie i zbawieniu. Wiedzieli co robili podbijając ziemie coraz bardziej na północ, wchłaniając i przerabiając na swoją modłę lokalne święta i kulty tak, by ugruntować swoją władzę. Władzę nad duszami, nad zbiorową wyobraźnią. W ich krwi, nie ważne czy mugolskiej czy tej iskrzącej od magii, krążyły opowieści, które kopulowały ze sobą i rozmnażały się kolejną i kolejną odsłoną, gwarantując sobie przeżycie jak pasożytnicze skorupiaki wygryzające język rybom i wszczepiające się w miejsce uschniętego organu.
Oto on anioł spadł. Tyle, że nie do piekła, a tylko na ziemski padół łez. Biel ubrudzona, zasmrodzona potem pełnym strachu i upodlenia, skrzydła nadszarpnięte, może trochę połamane, ale wciąż sprawne – taką przynajmniej miał nadzieję ten, który jeśli widział się w roli jakiegoś bóstwa, to z pewnością nie niebiańskiego. Anthony zbyt często obmalowywał siebie w hadesjańskich szarościach, bo chodź zajmował się sprawami żywych, jego myśli zbyt często osadzone w przeszłości pielęgnowały rzesze umarłych poetów i twórców. Więc nie Lucyfer ze swym światłem, a Hades z miękkim pogodzeniem się wobec nieuchronności losu objął opiekuńczym tchnieniem upadły celestialny byt.
Nie dotknął go oczywiście, nienawidził brudu, ufał jednak, że nim Prewett dotknie czegokolwiek w jego mieszkaniu to pierwej porządnie zmyje z siebie blamaż, dając mu czas na napisanie kilku pilnych słów, do ich wspólnej znajomej. To, że uliczni gagusie okradli go z jednego z najcenniejszych atrybutów czarodzieja – o tym nie wiedział, sądził jednak że Laurent zdecydowanie lepiej będzie reagował na kogoś z kim jest tak blisko, aniżeli nieznajomego mężczyznę widywanego w przelocie na balach i imprezach gdzie wspólnie gościli.
I rzeczywiście, kilkanaście kroków później, otuleni zmierzchającym słońcem, znaleźli się tuż obok biblioteki Parkinsonów. Anthony wszedł w elegancką klatkę schodową tuż obok księgozbioru, prowadząca w górę do jedynych drzwi na piętrze. Apartament był niejako prezentem ślubnym od matki Shafiq'a i był to niewątpliwie najlepszy prezent jaki otrzymał kiedykolwiek od rodziców. Przestrony hol przechodził płynnie w jasny, utrzymany w bieli pokój dzienny zachwycający kryształowymi kandelabrami i ogromnymi lustrami umieszczonymi pomiędzy pilastrami, których zwieńczenia trochę zaburzały minimalistyczny charakter pomieszczenia - głownie zdobne były w liście i winogrona, choć przy słabym oświetleniu ledwie kilku kinkietów, nie były tak dobrze widoczne.
Anthony wskazał na pierwsze drzwi po lewej stronie:
– Łazienka czeka, odśwież się i z powodzeniem możesz użyć jednego z dostępnych tam szlafroków. Mojego skrzata domowego nie ma tu dzisiaj, ale wezwę go by doprowadził Twoje ubranie do porządku. Chcesz się czegoś napić? Wody? Wina? – zaproponował jeszcze, niespiesznie rozpinając klamrę własnej szaty, w palcach rolując cisową różdżkę, w oczekiwaniu odpowiedzi, choć nie zakładał, aby taka miała nastąpić. Mieszkanie zdawało się być dziwnie pozbawione życia i jakichkolwiek elementów personalizujących wnętrze, podobnie jak czarno-złota łazienka w której pozornie była tylko toaleta, ale szybko można było odkryć, że szafa nie jest szafą, a zmyślnie ukrytym wbudowanym we wnętrzu prysznicem.
Oto on anioł spadł. Tyle, że nie do piekła, a tylko na ziemski padół łez. Biel ubrudzona, zasmrodzona potem pełnym strachu i upodlenia, skrzydła nadszarpnięte, może trochę połamane, ale wciąż sprawne – taką przynajmniej miał nadzieję ten, który jeśli widział się w roli jakiegoś bóstwa, to z pewnością nie niebiańskiego. Anthony zbyt często obmalowywał siebie w hadesjańskich szarościach, bo chodź zajmował się sprawami żywych, jego myśli zbyt często osadzone w przeszłości pielęgnowały rzesze umarłych poetów i twórców. Więc nie Lucyfer ze swym światłem, a Hades z miękkim pogodzeniem się wobec nieuchronności losu objął opiekuńczym tchnieniem upadły celestialny byt.
Nie dotknął go oczywiście, nienawidził brudu, ufał jednak, że nim Prewett dotknie czegokolwiek w jego mieszkaniu to pierwej porządnie zmyje z siebie blamaż, dając mu czas na napisanie kilku pilnych słów, do ich wspólnej znajomej. To, że uliczni gagusie okradli go z jednego z najcenniejszych atrybutów czarodzieja – o tym nie wiedział, sądził jednak że Laurent zdecydowanie lepiej będzie reagował na kogoś z kim jest tak blisko, aniżeli nieznajomego mężczyznę widywanego w przelocie na balach i imprezach gdzie wspólnie gościli.
I rzeczywiście, kilkanaście kroków później, otuleni zmierzchającym słońcem, znaleźli się tuż obok biblioteki Parkinsonów. Anthony wszedł w elegancką klatkę schodową tuż obok księgozbioru, prowadząca w górę do jedynych drzwi na piętrze. Apartament był niejako prezentem ślubnym od matki Shafiq'a i był to niewątpliwie najlepszy prezent jaki otrzymał kiedykolwiek od rodziców. Przestrony hol przechodził płynnie w jasny, utrzymany w bieli pokój dzienny zachwycający kryształowymi kandelabrami i ogromnymi lustrami umieszczonymi pomiędzy pilastrami, których zwieńczenia trochę zaburzały minimalistyczny charakter pomieszczenia - głownie zdobne były w liście i winogrona, choć przy słabym oświetleniu ledwie kilku kinkietów, nie były tak dobrze widoczne.
Anthony wskazał na pierwsze drzwi po lewej stronie:
– Łazienka czeka, odśwież się i z powodzeniem możesz użyć jednego z dostępnych tam szlafroków. Mojego skrzata domowego nie ma tu dzisiaj, ale wezwę go by doprowadził Twoje ubranie do porządku. Chcesz się czegoś napić? Wody? Wina? – zaproponował jeszcze, niespiesznie rozpinając klamrę własnej szaty, w palcach rolując cisową różdżkę, w oczekiwaniu odpowiedzi, choć nie zakładał, aby taka miała nastąpić. Mieszkanie zdawało się być dziwnie pozbawione życia i jakichkolwiek elementów personalizujących wnętrze, podobnie jak czarno-złota łazienka w której pozornie była tylko toaleta, ale szybko można było odkryć, że szafa nie jest szafą, a zmyślnie ukrytym wbudowanym we wnętrzu prysznicem.