05.06.2024, 18:28 ✶
Ogród, w pobliżu występujących z ogniem cyrkowców
Wpatrywałem się we Flynna zapewne tak samo jak wtedy, kiedy po raz pierwszy odezwał się do mnie. W sensie, cofałem się ze wspomnieniami do naszych początków, do momentu, kiedy został przygarnięty do cyrku i nie mówił nic. Kompletnie nic. Do kogokolwiek. Podejrzewaliśmy, że był niemową, ale wtedy coś powiedział. Do mnie. Cicho i niewyraźnie, nieśmiało i ochryple, jąkając się bardziej niż coś faktycznie przekazując.
Teraz ponownie tak wsłuchiwałem się w jego głos, wpatrywałem w jego spojrzenie, że chwilę trwało, nim tak na dobrą sprawę dotarło do mnie, co też mi przekazał. Zresztą, to i tak nie było tak istotne, jak to, że ponownie rozmawialiśmy, ale w końcu mój wzrok powędrował z ciekawością ku niebu i ujrzałem miliardy gwiazd nad nami. Wolne, leniwie migoczące, wiszące tam o setek tysięcy lat. Faktycznie było pięknie. Podobne widoki mieliśmy ostatnio nad Little Hangleton, a teraz - w Londynie - trochę mi tego brakowało.
Wróciłem spojrzeniem do Flynna. Jego oczy również błyszczały, były niczym para gwiazd. Wciąż ściskałem jego rękę, ale jakoś nie potrafiłem jej puścić i się tak odsunąć kompletnie. Może na pozór nie był to romantyczny gest, tylko raczej nakazujący stanie tu ze mną, ale dla mnie jak najbardziej był silnie emocjonalny i ważny. Ważny, tak ważny, że nie byłem w stanie zdobyć się na jego przerwanie. Chciałem mu tak wiele przekazać, tak wiele dać od siebie, ale trwaliśmy właśnie w nieodpowiednim momencie, oboje zmęczeni i przytłoczeni, ale... Chociaż słowo? Dwa słowa?
- Ko... - zacząłem, ale przerwał nam Laurent „Platynowa Blondie” Prewett. Aż się rozejrzałem wokół, czy aby na pewno wciąż znajdowaliśmy się na weselu, niepewny, czy coś mi się nie mąciło w głowie, ale zamrugałem dla pewności kilka razy, zatrzepotałem rzęsami i, cóż, wciąż widziałem Prewetta naprzeciwko siebie. Na mojej twarzy pojawiła się wyraźna niechęć. Tak właściwie to zalała mnie złość. Bezczelny gnój.
Kiedy występowaliśmy, wszystkie oczy były zwrócone w naszym kierunku. W tej jednej chwili ciekaw byłem, czy robiąc tego drobnego rabanu, również miałem skierować oczy wszystkich na siebie, czy raczej trwający właśnie występ będzie mi niczym zasłona skrywająca moje nierozważne uczynki? Wszystko miało okazać się za dosłownie parę sekund, bo właśnie puściłem Flynna, ale tylko w jednym celu - żeby zrobić odpowiedni zamach w kierunku twarzy Blondyna.
Przewaga: Walka wręcz I + rzucam na to jak mocno Cię zaboli
Wpatrywałem się we Flynna zapewne tak samo jak wtedy, kiedy po raz pierwszy odezwał się do mnie. W sensie, cofałem się ze wspomnieniami do naszych początków, do momentu, kiedy został przygarnięty do cyrku i nie mówił nic. Kompletnie nic. Do kogokolwiek. Podejrzewaliśmy, że był niemową, ale wtedy coś powiedział. Do mnie. Cicho i niewyraźnie, nieśmiało i ochryple, jąkając się bardziej niż coś faktycznie przekazując.
Teraz ponownie tak wsłuchiwałem się w jego głos, wpatrywałem w jego spojrzenie, że chwilę trwało, nim tak na dobrą sprawę dotarło do mnie, co też mi przekazał. Zresztą, to i tak nie było tak istotne, jak to, że ponownie rozmawialiśmy, ale w końcu mój wzrok powędrował z ciekawością ku niebu i ujrzałem miliardy gwiazd nad nami. Wolne, leniwie migoczące, wiszące tam o setek tysięcy lat. Faktycznie było pięknie. Podobne widoki mieliśmy ostatnio nad Little Hangleton, a teraz - w Londynie - trochę mi tego brakowało.
Wróciłem spojrzeniem do Flynna. Jego oczy również błyszczały, były niczym para gwiazd. Wciąż ściskałem jego rękę, ale jakoś nie potrafiłem jej puścić i się tak odsunąć kompletnie. Może na pozór nie był to romantyczny gest, tylko raczej nakazujący stanie tu ze mną, ale dla mnie jak najbardziej był silnie emocjonalny i ważny. Ważny, tak ważny, że nie byłem w stanie zdobyć się na jego przerwanie. Chciałem mu tak wiele przekazać, tak wiele dać od siebie, ale trwaliśmy właśnie w nieodpowiednim momencie, oboje zmęczeni i przytłoczeni, ale... Chociaż słowo? Dwa słowa?
- Ko... - zacząłem, ale przerwał nam Laurent „Platynowa Blondie” Prewett. Aż się rozejrzałem wokół, czy aby na pewno wciąż znajdowaliśmy się na weselu, niepewny, czy coś mi się nie mąciło w głowie, ale zamrugałem dla pewności kilka razy, zatrzepotałem rzęsami i, cóż, wciąż widziałem Prewetta naprzeciwko siebie. Na mojej twarzy pojawiła się wyraźna niechęć. Tak właściwie to zalała mnie złość. Bezczelny gnój.
Kiedy występowaliśmy, wszystkie oczy były zwrócone w naszym kierunku. W tej jednej chwili ciekaw byłem, czy robiąc tego drobnego rabanu, również miałem skierować oczy wszystkich na siebie, czy raczej trwający właśnie występ będzie mi niczym zasłona skrywająca moje nierozważne uczynki? Wszystko miało okazać się za dosłownie parę sekund, bo właśnie puściłem Flynna, ale tylko w jednym celu - żeby zrobić odpowiedni zamach w kierunku twarzy Blondyna.
Przewaga: Walka wręcz I + rzucam na to jak mocno Cię zaboli

Rzut Z 1d100 - 40
Slaby sukces...
Slaby sukces...