Matthew pokręcił przecząco głową. Może i Penny powiedziała zbyt wiele informacji. Może i nie były one potrzebne, ale tak długo jak to ona mówiła, wszystko było w porządku. Jeżeli gadała rudowłosa, to Stanley nie musiał tego robić i tym samym nie był zmuszonym do tego, aby wymyślać kolejne fakty ze swojego wspaniałego życia. To też było dużo prostsze, niż zakładał, ponieważ jeżeli chciał być prawnikiem - mógł być prawnikiem. Chciał mieć trójkę rodzeństwa? Mógł mieć trójkę rodzeństwa. Pomyśleć, że to wszystko dzięki swoim umiejętnościom kłamstwa i tej jakiejś charyzmie, którą mógł się poszczycić.
- Tylko pośrednictwo. Jakoś nigdy nie odważyliśmy się na taki krok, aby spróbować produkować coś własnego - odparł - Za tym idą duże koszty, a już na pewno w momencie w którym nie masz od czego zacząć. To tak jakbyśmy nagle mieli wydać morze galeonów i to tylko po to, aby koniec końców nic z tego nie wyszło - rozłożył odrobinę ręce - Lepiej trzymać się tego, co nam wychodzi. Może któryś z kuzynów czy innych potomków okaże się jakoś bardziej utalentowany i będzie produkować... Nie wiem. Ser? - zaśmiał się jeszcze pogodnie. Nie wiedział nawet czemu wpadł na to, ale z jakiegoś powodu był to pierwszy produkt spożywczy, który jakoś zawitał mu do głowy. Kojarzył się jakoś ze Szkocją? Z owcami? Brzmiało jak to.
Tak naprawdę żaden z kuzynów nie musiał być bardziej utalentowany, bo żaden z kuzynów Matthew'a nie istniał. On sam nie istniał. Jednak na potrzeby tej historii to mogli i ten ser produkować. Może jeszcze jakieś wino do tego? O! A może zaczęliby sprzedawać gotowe zestawy wieczorowe, które zawierałyby zestaw deski z serami, winogronem i winem? Brzmi nieźle - chyba trzeba będzie to skonsultować z koneserem Francji, Robertem we własnej osobie.
- Wielkomiejska kariera. Rozumiem - powiedział, a jego uwadze nie umknął powrót zaczerwienienia na jej twarzy. Chyba nie zezłościła się na niego za to co powiedział? Nie mówił tego, aby jej coś wytknąć czy upokorzyć. Wspomniał o tym, ponieważ było to na swój sposób zaskakujące. Równie zaskakujący był sposób bezpośredniości z jakim podchodziła do życia. Ale ten typ to już chyba tak miał. I nie było w tym nic złego! Penny była po prostu pojebana na swój własny sposób.
Nie przeszkadzał jej jakoś szczególnie. Zadał może z trzy pomniejsze pytania, które w ogólnym rozrachunku nic nie wnosiły. Ot, takie zwykły zapychacze-próby rozładowania atmosfery. Efekt był chyba średni?
Dużo lepsze rezultaty przyniosło odnalezienie jej krewnych. Zapewne nawet tych samych, którzy chcieli ją ponownie sprowadzić do Doliny Godryka?
Matthew nie odzywał się z początku, dając Penny i jak się okazało, Emily, trochę czasu, aby się przywitały, pogadały czy po prostu nacieszyły się chwilą we własnym towarzystwie. Nie mniej jednak obserwował te wszystkie produkty, których było tutaj od groma. Dużo więcej, niż mógłby się spodziewać. W ogóle było tyle możliwych rzeczy do zrobienia z owoców czy był to jakiś trick marketingowy?
- Matthew - odezwał się po chwili, wyciągając dłoń w kierunku dziewczyny, która obsługiwała punkt Abbottów na Lammas - Proszę nie przesadzać - przecząco pomachał dłońmi, jakby nie zgadzał się na taki obrót spraw - Ja się teraz odwdzięczę. Skusisz się może Penny na kieliszek wina? - spojrzał w kierunku swojej towarzyszki - Ale tym razem nie dam się przegadać jeżeli odmówisz - powiedział na tyle stanowczo na ilę potrafił stanowczy być Matthew - czyli całą odrobinę. Po chwili jednak się zaśmiał, ponieważ nie chciał wychodzić ze swojej roli.
- Proszę nam polać po kieliszku jakiegoś dobrego wina - zadecydował za rudowłosą. Bo ile miał czekać na odpowiedź? Każda dodatkowa sekunda zwłoki sprawiało, że tamta miała szansę do przegadania Stanleya - Zdaje się na panią. Wierzę, że będzie to coś wspaniałego - sięgnął do kieszeni po kilka monet, które następnie położył na straganie.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972