Pod tym względem kobiety podzieliły się rolami; tam, gdzie Brenna przyglądała się kajucie, tam Victoria nie spuszczała wzroku z żony nieboszczyka, chłonąc jej mowę ciała, mimikę, tiki nerwowe, spojrzenia…
Victoria zapisała sobie kolejne zdania, nie robiąc żadnych uwag na głos, nie chcąc dawać kobiecie żadnych wskazówek. Ot – same fakty; jej odpowiedź, skrzętnie zanotowana, zero innej reakcji od Victorii. W końcu i Brenna zadała kolejne pytania, które Lestrange odnotowała. Tuż przy nim zabrzmiało sucho, jak za chwilę suchy miał być pergamin wchłaniający atrament. Tuż przy nim, a rozbryzg krwi był tak wielki… Czy Fleur się przebrała? Kątem oka dostrzegła spojrzenie Brenny, ale i na to nic nie powiedziała. Jedynie zdążyła otworzyć usta, lecz jej pytanie nie wybrzmiało, zakłócone pukaniem do drzwi. Ciemnowłosa odwróciła się w ich stronę, ale to Brenna była pierwsza (ależ zaskoczenie…) i dopadła do drzwi i w tym czasie Victoria nie zadawała kobiecie żadnych pytań; za to zanotowała je sobie na… jak sądziła, na za chwilę: narzędzie zbrodni?
Po chwili drzwi otworzyły się i wyjrzała przez nie Brenna, nieco chyba skonsternowana i zamyślona, wołając Victorię. Ta cichutko odetchnęła przez nos, po czym przysunęła do siebie papiery, zabrała pióro i wstała z krzesła.
– Przepraszam, za chwilę wrócę – odezwała się do kobiety, nie siląc się jednak na uśmiech i po prostu podeszła do drzwi, za moment je zamykając. Mina zastępcy kapitana, którego twarz zobaczyła kawałek dalej, mówiła jej absolutnie wszystko. Zresztą kolejne słowa Brenny… Gdyby były tutaj same, ona i Bren, to westchnęłaby słyszalnie, pokręciłaby głową, pomasowała sobie nasadę nosa… Ale same nie były – mogła jedynie zamrugać kilka razy, próbując zapanować nad swoją twarzą, po czym kupując sobie cenny czas, spuściła głowę na swój notatnik, przerzuciła dwie kartki, przyłożyła do niego pióro i zaczęła notować… Henriette, prawdopodobnie służąca, twierdzi, że zabiła ofiarę poprzez dźgnięcie go nożem.
Dwie kobiety przyznawały się do tego, ze go zabiły i żadna z nich, prawdopodobnie tego nie zrobiła… bo facet ani nie zmarł od noża, ani… Chyba że jego żona wyczyściła się czarami, ale nie zdążyły jej jeszcze zapytać czym go zabiła. Natomiast…
– Ma pani ten nóż? – zapytała rzeczowo, podniósłszy spojrzenie na kobietę. Co im teraz powie? Że wyrzuciła go do wody? – Kiedy to się stało? – chciała wiedzieć, czy jej słowa, i pani Beauharnais się pokryją. Henriette jednak nie będą mogły wprowadzić do kajuty zajmowanej przez panią Fleur… żeby nie dogadały zeznań. Och… brzmiało jak bardzo bolesny późniejszy ból głowy. Tym razem to Victoria spojrzała wymownie na Brennę.