Docierała do jej uszu kłótnia mężczyzn, którymi zajmowała się Brenna. Nie była to spokojna wymiana zdań, najwyraźniej obie strony były dosyć mocno zirytowane. Musiały znaleźć winnego, żeby jakoś uspokoić towarzystwo. Przekrzykiwali się niemiłosiernie, miała w sumie szczęście, że to Brenn się nimi zajęła, a jej trafiła się ta płacząca fajtłapa, przynajmniej nie musiała się z nim użerać, jak na razie, bo nigdy nie wiadomo, jak może się skończyć interwencja.
Kiwała twierdząco głową słysząc jego słowa. Ona akurat była w stanie zrozumieć ten żal, bo stracie miotły. Nie raz zdarzyło jej się coś podobnego, cóż nie wszyscy jednak mieli tyle szczęścia, co ona. Jej ojciec bez mniejszego problemu był jej w stanie stworzyć nową, od ręki, jeszcze lepszą niż poprzedni model. Miała duże szczęście, że przyszła na świat właśnie w tej rodzinie. Zresztą pewnie dzięki temu te magiczne miotły stały się jej całym światem.
- Rozumiem pański żal, sama jestem mocno związana z moją miotłą. - Zaczęła mówić całkiem spokojnym tonem, żeby w jakiś sposób uspokoić mężczyznę. Kiedy na niego spoglądała coś do niej dotarło. Znała tę twarz, jednak nie osobiście, kojarzyła ją z listów gończych w biurze. Przełknęła głośno ślinę. Nie dawała po sobie jednak znać, że skojarzyła fakty. Nie chciała go wystraszyć. - Wydaje mi się, że Azkaban to trochę za poważna kara, jak na taki wypadek, ale na pewno winny zostanie odpowiednio pouczony. - Dodała, nie dając nadal po sobie znać, że go kojarzy, że wie kim jest, że ten wypadek nie był jego największym problemem.
Żałowała teraz okropnie, że jeszcze nie opanowała tych fal, których uczyła się z Brenną. Był to idealny moment, aby skorzystać z takiej umiejętności, pojawił się kolejny argument za tym, aby kontynuowała lekcje.
- Pomogę panu wstać i pójdziemy zobaczyć, czy im się udało ustalić więcej faktów. - Wysunęła ramię, by mężczyzna mógł się na niej podeprzeć, nie robiła tego oczywiście bezinteresownie, ale nie mógł tego wiedzieć.