Cóż, życie Samuela nie było usłane różami. Nie uważał jednak, żeby było jakoś bardzo złe. Nie czuł się specjalnie mocno pokrzywdzony, brał na siebie wszystkie te przeciwności losu. Nie mówił o tym z żalem. Zresztą pominął też chociażby to, że jego siostra niedługo miała na zawsze zostać zaklęta w zwierze, wiedział, że to mogłoby być za dużo, chociaż nie do końca panował nad tym co mówi, to też nie chciał rzucać na Ulę od razu tak wiele. Nie znali się przecież nie wiadomo, jak długo. Nie zdziwiłby się, gdyby uciekła od kogoś z takimi problemami.
Wsparcie Uli było całkiem miłe. Czuł jej dotyk na swoim ramieniu, co działało całkiem uspokajająco, chociaż miał wrażenie, że ona bardziej potrzebuje uspokojenia po tym wylewie informacji od niego.
Oczy mu błysnęły. - Tak, dostałem dzienniki po matce, więc jest szansa, że kiedyś może będę mógł kontynuować to, co ona zaczęła. - Nie zakładał kiedy, bo aktualnie miał sporo spraw do załatwienia na miejscu, jednak czuł, że powinien zająć się i szukaniem El Dorado, dokończyć dzieło kobiety, która dała mu życie.
Zaśmiał się lekko, słowa Uli były naprawdę pokrzepiające. - Kanapki, to całkiem dobry początek, sam się na tym nie znam, nie wiem nawet gdzie zacząć. - Musiał ułożyć sobie jakiś plan, póki co jednak w ogóle o tym nie myślał, była to daleka przyszłość, która w ogóle mogła się nie wydarzyć.
- Ale nie rozmawiajmy już o mnie, jak widzisz, nie do końca jest o czym. Kiedy pokażesz mi swoje prace? - Złapał ją pod rękę, żeby mogli opuścić już to miejsce. Sporo widzieli, w sumie uznał, że wycieczka była naprawdę udana.