06.06.2024, 01:52 ✶
Widownia
Zerknął badawczo na swoją siostrzenicę kiedy tak tłumaczyła mu dlaczego uwaała, że labrador by do niego pasował. Brzmiało to trochę jak słuchanie wykładu o wojnach goblinów i uśmiechał się pod nosem. Uśmiech ten spełzł mu z ust, kiedy to tak niewinnie i zupełnie bez chwili zawahania powiedział, ze mógłby być hipopotamem.
- Hola, hola. Nie mam a tak wielkiego brzucha eby być hipopotamem! - obruszył się na niby i zmierzwił jej włosy. Przewrócił oczami na jej słowa, że gdyby mógł i jeśli to nie problem. I jak tu on ma rozpieszczać ją, skoro ona taka grzeczna? - Mabel, przecież nie zabrałem cię tutaj żebyś tylko popatrzyła sobie na świecidełka - uniósł brwi, kiedy w ostatniej chwili chciała zmienić zdanie.
- O nie, tak nie będzie - po czym zwrócił się do Viorici. - Jeszcze tego niedźwiedzia poprosimy - wcale nie zamierzał rezygnować i z wiewiórki, kilka drobnych prezentów jak znalazł pasowały do obchodzenia święta żniw. Co to było bowiem za święto bez prezentów. Uiściwszy zapłatę za wybrane przez nich świecidełka schował to co kupił dla siebie w kieszeń a resztę dał Mabel.
- Chodź, zobaczymy co się dzieje na scenie, powinny się już zacząć występy - zwrócił się do siostrzenicy, kiedy w końcu odeszli od stoiska z biżuterią i skierowali swe kroki w stronę widowni. - Chwilę możemy popatrzeć, a potem wrócimy do No... mamy - nigdy nie wiedział jak ma mówić na własną siostrę do Mabel, czy imieniem, czy per "mama" bo była nią dla dziewczynki. Zazwyczaj jednak wybierał to drugie.
- Na galopujące testrale - wyrwało mu się, gdy mógł dostrzec co dzieje się na scenie.
Zerknął badawczo na swoją siostrzenicę kiedy tak tłumaczyła mu dlaczego uwaała, że labrador by do niego pasował. Brzmiało to trochę jak słuchanie wykładu o wojnach goblinów i uśmiechał się pod nosem. Uśmiech ten spełzł mu z ust, kiedy to tak niewinnie i zupełnie bez chwili zawahania powiedział, ze mógłby być hipopotamem.
- Hola, hola. Nie mam a tak wielkiego brzucha eby być hipopotamem! - obruszył się na niby i zmierzwił jej włosy. Przewrócił oczami na jej słowa, że gdyby mógł i jeśli to nie problem. I jak tu on ma rozpieszczać ją, skoro ona taka grzeczna? - Mabel, przecież nie zabrałem cię tutaj żebyś tylko popatrzyła sobie na świecidełka - uniósł brwi, kiedy w ostatniej chwili chciała zmienić zdanie.
- O nie, tak nie będzie - po czym zwrócił się do Viorici. - Jeszcze tego niedźwiedzia poprosimy - wcale nie zamierzał rezygnować i z wiewiórki, kilka drobnych prezentów jak znalazł pasowały do obchodzenia święta żniw. Co to było bowiem za święto bez prezentów. Uiściwszy zapłatę za wybrane przez nich świecidełka schował to co kupił dla siebie w kieszeń a resztę dał Mabel.
- Chodź, zobaczymy co się dzieje na scenie, powinny się już zacząć występy - zwrócił się do siostrzenicy, kiedy w końcu odeszli od stoiska z biżuterią i skierowali swe kroki w stronę widowni. - Chwilę możemy popatrzeć, a potem wrócimy do No... mamy - nigdy nie wiedział jak ma mówić na własną siostrę do Mabel, czy imieniem, czy per "mama" bo była nią dla dziewczynki. Zazwyczaj jednak wybierał to drugie.
- Na galopujące testrale - wyrwało mu się, gdy mógł dostrzec co dzieje się na scenie.