Przypomniało mu się, jak jego mamá, aby go zmotywować do ćwiczeń i aktywności fizycznej, na może żołnierzy, kazała mu biegać i recytować wiersze, uderzając stopami do rytmu wersów. Stanowiło to o tyle problem, że musieli znaleźć takie dzieła, które idealnie pasowały do odpowiedniego tempa. Dlatego też znał sporo średniowiecznych tekstów, na przykład Balladę o Cydzie. Recytacja i jednoczesny bieg miały wzmocnić wydolność jego organizmu, zwłaszcza płuc. Gdy był młodszy, szło mu to lepiej przez tysiące stopni w Hogwarcie, które musiał pokonywać przez całe dnie.
— Nie mam planów, więc pewnie zapytam kogoś z pracy czy się nie wybiera i dołączę. Podejdę do ciebie do straganu, ale raczej bliżej zwykłego. Nie możemy jednak zbyt mocno udawać, że się nie znamy, oglądałem dworek w twoim sąsiedztwie — wskazał głową wieżę, nieco bliższą, ale zdecydowanie zbyt odległą nadal, aby uznać, że dotarli do mety.
— Wiesz co, ja mam dość — schylił się i oparł dłonie na ugiętych kolanach. Włosy miał przyklejone do czoła, przynajmniej te, które nie kręciły się dookoła jego głowy w mokrych strąkach, a na ubraniach wyraźne ślady potu. Co prawda dobiegłby do zameczku, ale obawiał się realnie o Antonisza, jego czerwony koloryt skóry i absolutny bezdech. Chyba za rzadko wprowadzał swoje ciało w taki stan euforii. Kiedy już oboje złapali oddech, po prostu podszedł do przyjaciela, zaanonsował teleportację i po charakterystycznym pyknięciu, przenieśli się do foyer posiadłości Shafiq'a.
Tak rozeszli się do swoich przestrzeni, aby zmyć z siebie porażkę, zmęczenie i pył drogi. Morpheus wziął lodowaty prysznic, kolejną naleciałość z domu Longbottomów. Najpierw prawie wrzątkiem wyszorować się z brudu, a następnie wprowadził się w drżenie, zmieniając wodę w instalacji na lodowatą, jakby biczował się kostkami lodu. Następnie dokładnie się ogolił brzytwą, nie używał barbarzyńskich maszynek, ulizał włosy, notując, że powinien je już podciąć lub zapuścić.
Długo zastanawiał się jaki ubiór będzie najbardziej odpowiedni na Lammas, ale nie miał ochoty jeszcze na całkowite porzucenie żałoby, poza tym, na wesele Blacków też przywdziewał dominująco czerń, jedynie z czerwonymi akcentami. Wiedząc, że raczej nie będzie miał okazji, aby się przebrać, zdecydowała się na pozostanie w klasycznym kirze, ale nałożyć na jedno ramię kwiatowy szal z cienkiej, indyjskiej bawełny. Piękny, kwiatowy, idealnie oddawał ducha tego święta, święta zbiorów, jedzenia, dożynek. Zapowiedź nadchodzącej jesieni, lecz jeszcze w intensywnych barwach i słońcu. Lubi Lammas, nawet jeśli zwykle nie bywał na nim Anthony. Tym razem możliwość krótkiej pogawędki stanowiła wartość dodaną. Może nakłoni go do wypicia piwa.
Gotowy, zjawił się w pomieszczeniu, gdzie zwykle Antoniusz jadał śniadania.