06.06.2024, 12:29 ✶
Parkiet potem sala bankietowa
Tańczę z Lorraine, oddaje jej rozrywkę w dobre ręce Jonathana, idę dokonać ekspertyzy z dziedziny morpheusologii, ale dopada mnie amerykańska ambasadorka i jestem w piekle
Tańczę z Lorraine, oddaje jej rozrywkę w dobre ręce Jonathana, idę dokonać ekspertyzy z dziedziny morpheusologii, ale dopada mnie amerykańska ambasadorka i jestem w piekle
Słuchał jej z przyjemnością taką samą, w jaki wsłuchiwał się w jej sądy od lat. Pomimo różnicy wieku, a może przez nią, zdawała się piękną orchideą próbującą wpleść swe korzenie w gałąź starszego drzewa. Palce jak napowietrzne korzenie, spijały z przestrzeni wilgoć, a te wgryzające się pod korę szukały dojścia do życiodajnych soków. Była pasożytem, ale jakże pięknym. Gdyby tylko mógł, osadziłby ją na szczytach, zamazując pamięć o marnym początku i doświadczeniu podgryzanego szczura. Tęsknie za takim życiem, ale gardzę nim zarazem , nie słyszał tego po raz pierwszy, zapewne też nie po raz ostatni. To było jej rozdarcie, rana przez którą uciekała życiodajna energia. To był konflikt z którym musiała poradzić sobie sama, a on cóż... mógł tylko patrzeć i rozchylać wiekowe gałęzie aby dać jej dostęp do słońca.
– Czyż po coś innego bogowie stworzyli altówkę? Wskaż mi jedną, która nie miałaby takich problemów. Moja droga... zwróciłaś uwagę na to, że oboista zdecydowanie powinien wymienić sobie stroik, przecież nie zaczyna w punkt żadnej swojej linii. W pierwszej chwili przez nosowość barwy aż byłem zdziwiony, że ściągnęli rożek angielski, tymczasem po prostu brak muzykowi umiejętności wyciągnięcia jakiejkolwiek jaśniejszej barwy z tego nieszczęsnego patyka. – Możliwe też, że zwyczajnie nie było go stać na lepszy instrument, możliwe, że miał w życiu inne zmartwienia, które teraz odbierały mu jasność w dźwięku, ale koneser wina nigdy nie pytał beczki czemu przeciekała, tak jak koneser muzyki nigdy nie zastanawiał się czemu tym konkretnym razem wykonawca nie dostarczył mu usługi na najwyższym poziomie.
Parsknął na wspomnienie czerni i czerni. – Nie jest tak źle, czuję się trochę jakbym zajrzał na moment do Twojego zakładu na filiżankę herbaty, choć u Ciebie nawet nie braknie jakiś jaśniejszych akcentów. Zwierzę Ci się, że nie to jest moim największym zmartwieniem. Raczej dobór partnerki na ten wieczór... absolutnie chybiony, panna ambasadorka nie potrafi na moment jeden zamknąć swojej ślicznej buzi, unikaj jej, lub poznaj w ramach ciekawostki zoologicznej – doradzał przyciągając ją bliżej do siebie, niemalże szeptając do ucha, jakby tak na prawdę zaklinał jej piękno i błagał o wspólne wyjście w zacisza ogrodu, czy przestronnej rezydencji, a nie obmawiał za plecami swoją osobę towarzyszącą.
– Przyznam, że mam kilka pomysłów, może w najbliższym czasie nawet zaproszę ich do siebie na złotą kartę. Ostatnio trafiłem na wspaniałą grupę... – nie dokończył jednak tych rozważań, które najwidoczniej potraktował absolutnie serio, gdyż wyrósł przy nich Jonathan, który mówił zagadkami. Szczęśliwie znali się przeszło 30 lat, pracowali razem od ponad 20, więc przysłowiowa brewka nawet Anthony'emu nie tykła. Uwielbiał każdą chwilę spędzoną z Lorraine, ale był w pełni świadom że Selwyn nie naruszyłby miru tego tańca, gdyby sprawa nie była najwyższej wagi. Ucałował więc dłoń swojej partnerki:
– Wynagrodzę Ci to – obiecał i nie dodawał wcale zostawiam Cię w dobrych rękach, bo przecież panna Malfoy nie była przedmiotem, który można było sobie przekazywać z rąk do rąk, wiedział jak była wrażliwa na utkane w uprzejmościach szowinistyczne zdania. Pozostawił jej wybór czy chce skorzystać z oferty Jonathana czy nie, a sam udał się do sali bankietowej...
– Czyż po coś innego bogowie stworzyli altówkę? Wskaż mi jedną, która nie miałaby takich problemów. Moja droga... zwróciłaś uwagę na to, że oboista zdecydowanie powinien wymienić sobie stroik, przecież nie zaczyna w punkt żadnej swojej linii. W pierwszej chwili przez nosowość barwy aż byłem zdziwiony, że ściągnęli rożek angielski, tymczasem po prostu brak muzykowi umiejętności wyciągnięcia jakiejkolwiek jaśniejszej barwy z tego nieszczęsnego patyka. – Możliwe też, że zwyczajnie nie było go stać na lepszy instrument, możliwe, że miał w życiu inne zmartwienia, które teraz odbierały mu jasność w dźwięku, ale koneser wina nigdy nie pytał beczki czemu przeciekała, tak jak koneser muzyki nigdy nie zastanawiał się czemu tym konkretnym razem wykonawca nie dostarczył mu usługi na najwyższym poziomie.
Parsknął na wspomnienie czerni i czerni. – Nie jest tak źle, czuję się trochę jakbym zajrzał na moment do Twojego zakładu na filiżankę herbaty, choć u Ciebie nawet nie braknie jakiś jaśniejszych akcentów. Zwierzę Ci się, że nie to jest moim największym zmartwieniem. Raczej dobór partnerki na ten wieczór... absolutnie chybiony, panna ambasadorka nie potrafi na moment jeden zamknąć swojej ślicznej buzi, unikaj jej, lub poznaj w ramach ciekawostki zoologicznej – doradzał przyciągając ją bliżej do siebie, niemalże szeptając do ucha, jakby tak na prawdę zaklinał jej piękno i błagał o wspólne wyjście w zacisza ogrodu, czy przestronnej rezydencji, a nie obmawiał za plecami swoją osobę towarzyszącą.
– Przyznam, że mam kilka pomysłów, może w najbliższym czasie nawet zaproszę ich do siebie na złotą kartę. Ostatnio trafiłem na wspaniałą grupę... – nie dokończył jednak tych rozważań, które najwidoczniej potraktował absolutnie serio, gdyż wyrósł przy nich Jonathan, który mówił zagadkami. Szczęśliwie znali się przeszło 30 lat, pracowali razem od ponad 20, więc przysłowiowa brewka nawet Anthony'emu nie tykła. Uwielbiał każdą chwilę spędzoną z Lorraine, ale był w pełni świadom że Selwyn nie naruszyłby miru tego tańca, gdyby sprawa nie była najwyższej wagi. Ucałował więc dłoń swojej partnerki:
– Wynagrodzę Ci to – obiecał i nie dodawał wcale zostawiam Cię w dobrych rękach, bo przecież panna Malfoy nie była przedmiotem, który można było sobie przekazywać z rąk do rąk, wiedział jak była wrażliwa na utkane w uprzejmościach szowinistyczne zdania. Pozostawił jej wybór czy chce skorzystać z oferty Jonathana czy nie, a sam udał się do sali bankietowej...
sala bankietowa
... gdzie bardzo szybko zlokalizował źródło problemu i paniki u Jonathana. Longbottom i Dolohov znowu razem. Gdy tylko jego stalowe oczy padły na tę dwójkę idiotów jasnowidzów, Shafiq od razu przebiegł oczyma dalej, jakby szukał kogoś innego. Zazwyczaj od razu, w punkt wiedział co robić, podejmował decyzje i wprowadzał je w życie. Tak samo było i teraz. Momentalnie podjął decyzję, żeby nie ingerować. Znał z oczywistych względów popędliwość Morpheusa, ale też wiedział doskonale gdzie ten zapodział swoje serce wiele lat temu. Zabawnym w tym momencie był fakt, jak często wypominali sobie różnice, ale w gruncie rzeczy obaj byli parą beznadziejnych romantyków. Tylko obaj radzili sobie z tym problemem na różny sposób.
Anthony nie chciał wracać od razu na parkiet, żeby nie wprawiać w większy popłoch Selwyna, ani też nie sprawiać wrażenia, że kręci się, jakby nie wiedział co ze sobą zrobić. Jego wzrok padł na ogród, gdzie zaczęły się chyba jakieś pokazy i już już chciał tam iść gdy nagle zesztywniał na tembr głosu, który zabrzmiał mu za plecami.
– Darling no w końcu Cię znalazłam! – blondynka wplotła ręce w jego ramię, ćwierkając radośnie. Jej magiczne kędziory podskakiwały przy każdym ruchu głowy, sprawiając, że Anthony dostawał migreny na samą o nich myśl. – Już się bałam, że porzuciłeś mnie na cały wieczór! Towarzystwo z którym mnie zostawiłeś było wyborne, ale przecież oboje wiemy, że to nasz czas. Muszę pozbierać inspiracje do mojej najnowszej piosenki! – Tak, to było to co go zmyliło za pierwszym razem. Powiedziała, że jest kompozytorką, co zawsze przykuwało jego uwagę. Szkoda, że nie doprecyzowała od razu czego i w jaki sposób.
– No właśnie Ciebie szukałem, tak... Może się napijesz drinka? Słyszałem, że gospodarze dołożyli starań, aby wrażenia po nich były niezapomniane. – Sam sięgnął po jednego dla siebie, ale absolutnie nie zamierzał go pić po tym co zdążył zaprezentować sobą Atreus. Był jednak ciekaw... może kobieta zmieni się w kapibarę i przestanie go nękać? Albo to zagwarantuje mu kolejną, drogocenną chwilę spokoju?
Anthony nie chciał wracać od razu na parkiet, żeby nie wprawiać w większy popłoch Selwyna, ani też nie sprawiać wrażenia, że kręci się, jakby nie wiedział co ze sobą zrobić. Jego wzrok padł na ogród, gdzie zaczęły się chyba jakieś pokazy i już już chciał tam iść gdy nagle zesztywniał na tembr głosu, który zabrzmiał mu za plecami.
– Darling no w końcu Cię znalazłam! – blondynka wplotła ręce w jego ramię, ćwierkając radośnie. Jej magiczne kędziory podskakiwały przy każdym ruchu głowy, sprawiając, że Anthony dostawał migreny na samą o nich myśl. – Już się bałam, że porzuciłeś mnie na cały wieczór! Towarzystwo z którym mnie zostawiłeś było wyborne, ale przecież oboje wiemy, że to nasz czas. Muszę pozbierać inspiracje do mojej najnowszej piosenki! – Tak, to było to co go zmyliło za pierwszym razem. Powiedziała, że jest kompozytorką, co zawsze przykuwało jego uwagę. Szkoda, że nie doprecyzowała od razu czego i w jaki sposób.
– No właśnie Ciebie szukałem, tak... Może się napijesz drinka? Słyszałem, że gospodarze dołożyli starań, aby wrażenia po nich były niezapomniane. – Sam sięgnął po jednego dla siebie, ale absolutnie nie zamierzał go pić po tym co zdążył zaprezentować sobą Atreus. Był jednak ciekaw... może kobieta zmieni się w kapibarę i przestanie go nękać? Albo to zagwarantuje mu kolejną, drogocenną chwilę spokoju?
efekt rzutu przewidziany jest dla pani ambasador
!weselnedrinki