Burza grzmiała za oknem, ale tutaj było tak spokojnie. Minuty cierpiętniczego gniewu i bezradności wymierzone w siebie samego i wycelowane w ogrom świata jednocześnie już ostygły jak rozgrzane żelazo. Pozostawał tylko zapach dymu. Kłębił się gdzieś w nozdrzach, a miał bardzo specyficzną woń - świeżej pościeli, którą ktoś wymienił przed wyjazdem. Już było w porządku, bo żelazo nie jarzyło się czerwonym blaskiem. Pręt nie był dociskany do skóry, nie ryli nim obrazów, by sakryfikantami opowiedzieć historię. Nikt nie oferował tutaj znieczulenia, mogłeś tylko trzymać kochanka za rękę z całych sił licząc na to, że będzie boleć mniej. W tych nieświadomych odruchach, które szukały miejsca przelania bólu na coś fizycznego. Hipokryzja przelewała się przez słowa, bo przecież sam tak czule przesuwał palcami po bliznach, jakie zostały Flynnowi, podczas gdy sam się ich nabawiał nie ruszając się nawet z domu. Siedząc. Patrząc na głupią paczkę papierosów, która jednego dnia pociągnie za dobrą nitkę i na jej końcu będzie koszyczek ciastek i dobrych wspomnień, a drugiego za tę czarną, gdzie baraszkują larwy much i karaluchy, a syf wylewał się na boki i pochłaniał całe światło. Całe. Najmniejsze światełko znikało w ciemnościach i nawet błyski zza okna, gdy szalała burza, nie były w stanie się wślizgnąć w tę czerń. Wtedy się bał. Był przerażony i płakał, bo tak bardzo nie chciał, żeby ostatnie światełko, ostatnią nadzieję i płomyk miłości pochłonął mrok.
Tego wieczoru ten płomień nie zgasł. Trzymał go w swojej dłoni i kiedy mijały chwile, w których go czuł, słyszał jego oddech, chociaż nierówny i zmęczony płaczem, to czuł się lepiej. Każdy człowiek tego potrzebował - dotyku, czułości. Poczucia bezpieczeństwa w czyichś ramionach. Chwilowo wystarczyło mu to, że on tutaj jest, nie musiał go widzieć, chociaż wydawało mu się, że powinien właśnie spoglądać w jego twarz po tym dotyku na twarzy, który odgarnął z czoła włosy. Jak teraz wyglądał? Pewnie był smutny. Zasmucił go swoją reakcją, ale nie bardzo mógł cokolwiek na to poradzić. Nie chciał, żeby Flynn oglądał go w tym stanie, żeby ktokolwiek go w tym stanie oglądał, ale przy nim się nie wstydził. Jego biedny, delikatny płomyk, który potrafił być ogniem w kominku grzejącym całą noc i pożarem, który pochłaniał twoje ciało. Każde z tych wydań jego lubił.
- Dobrze. - Odparł słabym, łagodnym głosem, w którym pobrzmiewało ciepło. Chciałby się zaśmiać cicho z tych słów, zamienić je w żart, ale na śmiech nie było siły w jego płucach. - Postaram się zapomnieć. - Wyciągnął rękę wzdłuż ciała Flynna, żeby odszukać jego głowę - przez biceps, poprzez szyję, wędrując palcami po linii jego szczęki i karku, aż do potylicy. Pogładził go uspakajająco kciukiem. - Postaram się zapomnieć tylko o tych ostatnich minutach. - Tak, tylko tego śmiechu brakowało tutaj, kiedy powtórzył te słowa precyzując je, bo o niczym innym zapominać nie chciał. Nie miał i tak przecież wyboru. Chciał czy nie chciał - wynik był taki sam, zaklęty w jego głowie. - Z jakich? - Cain miał zawsze spokojny głos, ale teraz wydawało się, że oddech mógłby go zagłuszyć. Zapytał, chociaż docierało do niego, że to ledwo wstęp do wypowiedzi, pytanie retoryczne. Ale tym swoim małym, prostym pytaniem, jak często, chciał dać znać Flynnowi, że tutaj jest, że nie zasnął, że słucha i że bardzo go interesuje, co ma do powiedzenia. Zawsze go interesowało. Nawet jak się wkurzał ze swoim jąkaniem, a on go zapewnił, że jemu to nie przeszkadza, nawet jakby miał dukać to przez 15 minut i ciągle się cofać, że nie to chciał powiedzieć, nie tak chciał powiedzieć i że chodzi mu o to, że... Słuchałby go dalej. Podpowiedziałby może w końcu, że może chciał nawiązać do tego? Albo tamtego? Teraz nie musiał podpowiadać wcale. Jakby miał idealnie ułożone w głowie wszystko, co chciał powiedzieć.
Czuły blask rozlał się po jego wnętrzu i zatańczył wraz z tymi światełkami i znów brzmiała muzyka, znów wszyscy tańczyli i znowu trwała kolorowa, choć chmurna noc. Było ciepło. Przy Flynnie zawsze było ciepło.
- ... już rozumiem, czym jest czucie muzyki. - Wyszeptał ciepło zamykając oczy i wtulając się z uśmiechem w tego wspaniałego człowieka.
Czuł całym sobą muzykę jego serca.