06.06.2024, 14:26 ✶
Isaac nadal miał bardzo dużo energii. Zabawa urodzinowa jeszcze się skończyła i planował wyrwać Ziemniaczka do tańca, ale dobrze będzie najpierw na chwilę usiąść i porozmawiać. Zwłaszcza, że miał dla Milly drobny prezent. Żeby zademonstrować jego działanie, potrzebował ochotników. Ostatnio zaczął interesować się drukiem i w książce którą czytał, natrafił na rozdział poświęcony robieniu magicznych pieczątek. Postanowił jedną stworzyć, mając nadzieję, że pomoże ona Czarnej Furii rozładować emocje w kryzysowych dla niej momentach.
- There ain't no mountain high enough, ain't no valley low enough...- Zanucił pod nosem, kiedy zbliżał się do miejsca w którym siedziała grupa. Zauważył, że nie tylko on próbował zmyć z siebie ślady po cieście i że nie tylko jemu się to nie udało. Wspaniale. Bagshot uwielbiał takie przyjęcia.
- Milly, mam dla ciebie jeszcze taki drobny prezent. Zrobiłem pieczątkę. Jest magiczna, więc tusz nie powinien wyschnąć.- Powiedział kucając. W dłoni trzymał małe pudełeczko z którego wyciągnął niewielki, drewniany stempel.
- Potrzebuje ochotników, żeby pokazać jej działanie. Wszyscy chętni, zgodni? Tak? Wspaniale.- Pierwszy był więc pan Longbottom, do którego policzka Isaac przytknął wilgotną pieczątkę.- Milly, jak już wrócisz do pracy i uda ci się złapać Śmierciogównożerce, albo innego złoczyńcę, przez którego się zdenerwujesz, to mam nadzieję, że ta pieczątka pozwoli ci odreagować.- Mówił, tym razem zostawiając stempel na czole Basiliusa. Kolejny był Thomas Hardwick, Erik (chociaż tutaj się nieco zawahał, spoglądając przez chwilę koledze prosto w oczy. Mimo to, postanowił jednak pozostawić znak na jego prawym policzku), Thomas Figg i na końcu - Alastor.
- Jak będziesz chciała komuś przywalić, to po prostu użyj tej pieczątki.- Powiedział, i wyglądał na człowieka bardzo z siebie dumnego. Niczym osoba, która wykonała kawał dobrej roboty. Rozumiecie? To takie uczucie, kiedy człowiek wstaje, patrzy w lustro i myśl sobie, że zajebiście dzisiaj wygląda.
- A, jeszcze ja. Określenia będą pojawiały się losowo, Milly.- Użył pieczątki również na sobie, przykładając ją do swojego czoła.
Po około pięciu sekundach, Milly mogła zauważyć, jak na twarzach jej rodziny oraz przyjaciół pojawiały się kolorowe, brokatowe napisy:
Pan Longbottom - Do utylizacji
Thomas Hardwick - Pizda
Erik - Żal
Thomas Figg - Karaluch
Basilius - Brzydki jak sto gówien
Alastor - Dupa
I oczywiście Isaac - Król Dowcipów, któremu przypadł - Cymbał.
Bagshot uśmiechnął się szeroko i oczy mu się lekko zaszkliły. Spojrzał na Morpheusa przygryzając na chwilę dolna wargę. Poślinił palec i zaczął ścierać z jego twarzy "Do utylizacji".
- Chyba powinienem przejąć rubrykę rozrywkową w Proroku... panie Longbottom, panu to jednak nie przystoi taki napis, zaraz znajdziemy coś innego...- Mówił, rozmazując brokatowy tusz po twarzy Morpheusa.
- There ain't no mountain high enough, ain't no valley low enough...- Zanucił pod nosem, kiedy zbliżał się do miejsca w którym siedziała grupa. Zauważył, że nie tylko on próbował zmyć z siebie ślady po cieście i że nie tylko jemu się to nie udało. Wspaniale. Bagshot uwielbiał takie przyjęcia.
- Milly, mam dla ciebie jeszcze taki drobny prezent. Zrobiłem pieczątkę. Jest magiczna, więc tusz nie powinien wyschnąć.- Powiedział kucając. W dłoni trzymał małe pudełeczko z którego wyciągnął niewielki, drewniany stempel.
- Potrzebuje ochotników, żeby pokazać jej działanie. Wszyscy chętni, zgodni? Tak? Wspaniale.- Pierwszy był więc pan Longbottom, do którego policzka Isaac przytknął wilgotną pieczątkę.- Milly, jak już wrócisz do pracy i uda ci się złapać Śmierciogównożerce, albo innego złoczyńcę, przez którego się zdenerwujesz, to mam nadzieję, że ta pieczątka pozwoli ci odreagować.- Mówił, tym razem zostawiając stempel na czole Basiliusa. Kolejny był Thomas Hardwick, Erik (chociaż tutaj się nieco zawahał, spoglądając przez chwilę koledze prosto w oczy. Mimo to, postanowił jednak pozostawić znak na jego prawym policzku), Thomas Figg i na końcu - Alastor.
- Jak będziesz chciała komuś przywalić, to po prostu użyj tej pieczątki.- Powiedział, i wyglądał na człowieka bardzo z siebie dumnego. Niczym osoba, która wykonała kawał dobrej roboty. Rozumiecie? To takie uczucie, kiedy człowiek wstaje, patrzy w lustro i myśl sobie, że zajebiście dzisiaj wygląda.
- A, jeszcze ja. Określenia będą pojawiały się losowo, Milly.- Użył pieczątki również na sobie, przykładając ją do swojego czoła.
Po około pięciu sekundach, Milly mogła zauważyć, jak na twarzach jej rodziny oraz przyjaciół pojawiały się kolorowe, brokatowe napisy:
Pan Longbottom - Do utylizacji
Thomas Hardwick - Pizda
Erik - Żal
Thomas Figg - Karaluch
Basilius - Brzydki jak sto gówien
Alastor - Dupa
I oczywiście Isaac - Król Dowcipów, któremu przypadł - Cymbał.
Bagshot uśmiechnął się szeroko i oczy mu się lekko zaszkliły. Spojrzał na Morpheusa przygryzając na chwilę dolna wargę. Poślinił palec i zaczął ścierać z jego twarzy "Do utylizacji".
- Chyba powinienem przejąć rubrykę rozrywkową w Proroku... panie Longbottom, panu to jednak nie przystoi taki napis, zaraz znajdziemy coś innego...- Mówił, rozmazując brokatowy tusz po twarzy Morpheusa.