06.06.2024, 21:19 ✶
Ogrody
Wystarczyła tylko chwila; jedno okamgnienie, by w jego umysł wdarła się czerń, która w całości ukryła wszystkie wspomnienia za woalem nieświadomości. Nagle gwar wokół niego stał się nieznośny. Gwar? Rozejrzał się wokół i zobaczył elegancko ubranych ludzi. Skąd oni wszyscy się tu wzięli? Rozpoznawał ich twarze, choć ze stresu, który sprawiał, że nogi mu drżały, a niewidzialna ręka zaciskała się wokół żołądka, nie potrafił dopasować żadnej do konkretnego imienia. Sala, w której się znajdował wyglądała jednocześnie znajomo i obco, zaś dekoracje skojarzyły mu się z weselem. Weselem? Och, cóż za ponure musiało być to wesele! Chyba połączono je z pogrzebem - albo planowano, gdy cały majątek zostanie przejęty przez jedną stronę. Chciał ruszyć do przodu, ale zachwiał się niebezpiecznie i omal nie upadł, a prawą nogę przeszył ból, uniemożliwiając mu opieranie na niej swojego ciężaru. Znów bezradnie się rozejrzał i jego wzrok natrafił na opartą o bar laskę z główką kruka. Należała do niego? Nie miał pojęcia, ale kiedy ją wziął do ręki, zdawała się doskonale pasować do jego dłoni. Zrobił więc kilka kroków do przodu i spojrzał na tablicę postawioną przed drzwiami - Vespera i Perseus. Kim była Vespera? A kim Perseus?
Spojrzał na swoje dłonie, na obrączkę lśniącą na własnym palcu i poczuł, że robi mu się niedobrze. Kim był on sam? Zagubienie stanowiło świetną pożywkę dla paniki, a panikować nie chciał - z jakiegoś powodu, choć nie potrafił przypomnieć sobie jakiego, wiedział, że w takiej sytuacji najważniejszy jest oddech. Być może świeże powietrze nie tylko uspokoi ciało, lecz także oczyści umysł z chwilowego zamroczenia. Jak pomyślał, tak uczynił i podążył za jakąś parą, mając nadzieję, że w ten sposób znajdzie wyjście z posiadłości. Tak też się stało, John Doe, jak nazywał siebie w myślach, znalazł się na zewnątrz. Jego wzrok szybko przyzwyczaił się do półmroku panującego w ogrodach i choć nie było tu tak hałaśliwie jak w środku, tak szmery rozmów nie cichły.
Wiedziony przez nieznaną siłę skierował się do kobiety, która wydała mu się znajoma, choć budziła w nim ambiwalentne uczucia oraz towarzyszącego jej mężczyzny, którego w tamtej chwili widział jedynie plecy. Nie miał jeszcze pojęcia, że wspomnianą kobietą była sama Eden Lestrange, a uczuciami, jakie w nim budziła był lęk oraz sentyment spowodowany tym, że była wszak siostrą bliźniaczką jego najdroższego przyjaciela.
— Ładny dziś wieczór, prawda? — zagaił tę dwójkę z niezręcznym uśmiechem — Uhh… Mam takie… Mam takie nietypowe pytanie, otóż… Czy wiecie może, co właściwie tu robimy oraz kim jestem?
Już się nie uśmiechał. Był poważny, jak tylko mógł być Perseus Black.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory