06.06.2024, 21:44 ✶
Gdyby wiedział, że Penny w tym czasie czyta jakieś chujowidła, to chyba wyszedłby z siebie i stanął obok. A dwóch Aidanów ten świat na pewno by nie zdzierżył. I to jeszcze historię o jakimś Tristanie i Olivii! Pewnie Olivia była głupia, a Tristan zbyt małomówny. Zwykle takie osoby o odmiennych charakterach i usposobieniu jakimś cudem się parowały - dwa przeciwieństwa. Na przykład jedna kochała porządek, a druga nie potrafiła go utrzymać. Albo jedna od razu myła naczynia, a drugiej wcale nie przeszkadzał zasyfiony zlew. Takie były prawa natury: nie mogło być inaczej, sam już dawno zaobserwował, że tak było i już. Bez wyjątków, ot co.
Gdy Penny odkrzyknęła, że idzie, tylko wzruszył ramionami. Gdzieżby się przejmował, że odrywa rudowłosą od pracy. Bo owszem, wciąż naiwnie wierzył w to, że Weasley ciężko pracuje, nachylając się nad bransoletką. Że umieszcza mozolnie kamyczki, zagina metal i sprawdza pod powiększającym szkiełkiem, czy wszystko jest równe, gładkie i idealne. Mógł sobie myśleć o jej charakterze co chciał, ale doskonale wiedział, że jeżeli chodzi o Zaczarowane Różności, to było jej oczko w głowie. Wszystko musiało być po prostu doskonałe i po części to rozumiał, bo przecież ten biznes nie był łatwy. Penny miała ogromną konkurencję, musiała więc wkładać w swoją robotę jeszcze więcej wysiłku. I to nie tak, że celowo starał się jej podrzucać kłody pod nogi, on po prostu... Był sobą.
- Nie mam pojęcia co to, wygląda jak badz... BARDZO krucha rzecz - w porę ugryzł się w język, żeby słowo badziew nie wyszło z jego ust. Uśmiechnął się przy tym na tyle promiennie, na ile mógł. I niewinnie, żeby nie było, że celowo jej truje dupę, co to to nie! A w pudełku faktycznie było sporo słoiczków, z czego jeszcze żaden nie był potłuczony. - A nie chcę tego podnosić, bo jak spadnie, to się wszystko potłucze. A jeszcze życie mi miłe. Przesunę to, tylko pokaż mi regał.
Gdyby był babą, pewnie by zatrzepotał rzęsami. Ale nie był. W jego głowie powoli zaczynał roić się plan, ale do tego Penny musiała wrócić do bardzo ciężkiej pracy i ważnego zamówienia.
Gdy Penny odkrzyknęła, że idzie, tylko wzruszył ramionami. Gdzieżby się przejmował, że odrywa rudowłosą od pracy. Bo owszem, wciąż naiwnie wierzył w to, że Weasley ciężko pracuje, nachylając się nad bransoletką. Że umieszcza mozolnie kamyczki, zagina metal i sprawdza pod powiększającym szkiełkiem, czy wszystko jest równe, gładkie i idealne. Mógł sobie myśleć o jej charakterze co chciał, ale doskonale wiedział, że jeżeli chodzi o Zaczarowane Różności, to było jej oczko w głowie. Wszystko musiało być po prostu doskonałe i po części to rozumiał, bo przecież ten biznes nie był łatwy. Penny miała ogromną konkurencję, musiała więc wkładać w swoją robotę jeszcze więcej wysiłku. I to nie tak, że celowo starał się jej podrzucać kłody pod nogi, on po prostu... Był sobą.
- Nie mam pojęcia co to, wygląda jak badz... BARDZO krucha rzecz - w porę ugryzł się w język, żeby słowo badziew nie wyszło z jego ust. Uśmiechnął się przy tym na tyle promiennie, na ile mógł. I niewinnie, żeby nie było, że celowo jej truje dupę, co to to nie! A w pudełku faktycznie było sporo słoiczków, z czego jeszcze żaden nie był potłuczony. - A nie chcę tego podnosić, bo jak spadnie, to się wszystko potłucze. A jeszcze życie mi miłe. Przesunę to, tylko pokaż mi regał.
Gdyby był babą, pewnie by zatrzepotał rzęsami. Ale nie był. W jego głowie powoli zaczynał roić się plan, ale do tego Penny musiała wrócić do bardzo ciężkiej pracy i ważnego zamówienia.