06.06.2024, 21:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.06.2024, 14:04 przez Neil Enfer.)
PÓŁNOCNE STRAGANY
Ławka była bardzo bezpiecznym miejscem, szczególnie w trakcie festynu. Jedyne co widział to tyłki ludzi jacy go mijali, rozwalił się tak, że raczej nikt obok niego nie siądzie. No, nie zrobił tego specjalnie. Miał plecak, miał swoje rzeczy, sam też zajmował trochę miejsca i się tego nie wstydził! Był w końcu dużym dorosłym. Bywali więksi, owszem, ale jednak.
Oparł się wygodnie o oparcie i westchnął głośno. Tak, to była jego mała baza, jak za dzieciaka się robiło bazy w poduszek, koców i krzeseł. Wyszedł, porozmawiał, zwiedził stragany i wrócił znów tu. Niedługo pokusi się na kolejną wycieczkę, na pewno, ale póki co, siedzi i odpoczywa. Walczył też wewnętrznie ze sobą, aby nie zjeść wszystkich słodyczy, jakie kupił. Dokładnie, silna wola była u niego bardzo słaba i musiał ją ćwiczyć, powoli, stopniowo, ale jednak.
Westchnął jeszcze raz, przeciągnął się i kiedy wracał już do siebie, do normalnej pozycji, zobaczył kobietę stojącą przed nim.
- Można? -zagadała z lekkim uśmiechem. Natychmiast obleciał ją spojrzeniem. Też miała plecak wypchany różnościami.
- Oczywiście. - rzucił, natychmiast zdejmując plecak z ławki, odstawiając go na ziemię przy swoich nogach i poprawiając siad na ławce, żeby nie był taki rozlazły.
Kobieta skinęła głową, założyła włosy za ucho i przysiadła się z uśmiechem. Swój plecak również odstawiła na ziemię. Westchnęła ciężko i przeciągnęła się. Interesujące. Czyżby była to jakaś naśladująca go zjawa? Chociaż nie, to głupie, pewnie była zwyczajnie zmęczona, tak samo jak on po noszeniu ciężkiego plecaka. Obojgu im należał się odpoczynek. No więc siedzieli razem na ławce i przyglądali się mijającym mich ludziom, z których każdy się gdzieś spieszył, każdy miał cel, nawet jak celem tym było bezcelowe przechadzanie się od stanowiska do stanowiska. Niedługo i oni wrócą do przechadzania, aż w końcu będą mieli dość i wrócą do domów zadowoleni z zakupów, ewentualnie źli na siebie, że znów wywalili pieniądze w błoto na niepotrzebne pierdoły. Zależy od podejścia jakie się ma. On sam raczej wydał pieniądze dość roztropnie. Nie żałował zakupów, acz wiedział, że mógłby sobie kilka rzeczy darować. No, nieważne. Przymknął oczy i odetchnął spokojnie. Zapach zielarskich stanowisk mieszał się ze stanowiskami piekarni, stanowiąc całkiem ciekawą kombinację.
Postać opuszcza sesję