• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 Dalej »
1969 - Marsz Praw Charłaków - Trevor & Daisy

1969 - Marsz Praw Charłaków - Trevor & Daisy
Wścibska dziennikarka
Granica między fantazją, a rzeczywistością była u mnie zawsze beznadziejnie zamazana.
wiek
sława
I
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Daisy to ładna dziewczyna o rozmarzonych, zielonych oczach. Kiedy na kogoś patrzy, tej osobie może się wydawać, że nagle stała się całym światem dla młodziutkiej dziennikarki. Na tle innych czarownic wyróżnia się gęstymi, kręcącymi się rudo-brązowymi włosami. Chętnie nosi je zaplecione w kucyk. Nie jest ani przesadnie wysoka (mierzy ok. 165 cm wzrostu), ani krzepko zbudowana. Choć lubi ładnie wyglądać, ceni sobie wygodę. Zazwyczaj można ją spotkać albo z aparatem fotograficznym u szyi, albo z notatnikiem i piórem w ręku. Pojawia się na większości istotnych, publicznych uroczystości w Ministerstwie Magii.

Daisy Lockhart
#5
01.01.2023, 19:02  ✶  
Na swoją obronę Daisy miała właściwie tylko dwie rzeczy. Po pierwsze była młoda. Tak młoda, że jej lekkomyślność i brak doświadczenia, wciąż jeszcze można było zrzucić na karb młodzieńczej niedojrzałości a nie na trawiącą umysł głupotę. Nigdy do tej pory nie brała udziału w żadnym marszu, który zamienił się w regularne zamieszki.
Po drugie nie była wojowniczką. Już w Hogwarcie unikała bezpośrednich starć. Nigdy nie należała do jakiegokolwiek klubu pojedynków, a chociaż potrafiła oponentowi dogadać, zazwyczaj nawet tego nie robiła. Jeśli już musiała się uciekać do przemocy, dużo chętniej działała tak jakoś pokrętnie, po cichu, najlepiej w taki sposób, żeby nikt potem nie mógł rzucić się na nią z pięściami lub miotnąć w nią zaklęciem. Zresztą, jej przytyki były w tamtym momencie raczej mało groźne, bardziej śmieszne, mocno niedojrzałe i noszące w sobie jeszcze ten nastoletni, bardzo nieokiełznany, ale nieszkodliwy rys.
Nie miała pojęcia jak powinna się zachowywać, bo nigdy do tej pory nie znalazła się (nawet) w podobnej sytuacji. Zamrugała wielkimi oczami. Łatwo było powiedzieć: ruszże się, dziewczyno, ale ona nogi miała jak z waty. Czuła się przytłoczona, kompletnie pozbawiona siły do działania, gdy zdarzenia rozgrywające się dookoła tak bardzo rozpraszały i tak bardzo wprawiały w osłupienie. Nie prosiła się o to, by tu przyjść – przysłali ją tutaj, bo była najmłodsza, najmniej opierzona, z lepszym okiem do zdjęć od innych i najniższą pozycją w biurze; a teraz zwyczajnie chciała uciekać.
Kiwnęła głową na znak, że zrozumiała jego słowa.
Wyciągnęła różdżkę. Ale w głowie miała większy natłok myśli związanych z tym, gdzie się znajdowała niż chęci do walki. Do tej potrzeba było zimnej głowy i kilku zaklęć, które odruchowo pojawiały się na języku. A ona, ba, nawet nie wiedziała kogo właściwie miałaby atakować, choć jeśli już musiałaby to zrobić, najchętniej zaatakowałaby nieprzytomnego mężczyznę, który próbował wcześniej zaatakować ją, ale został spacyfikowany przez Trevora Yaxleya.
- Jestem dziennikarką. Wysłano mnie po fotorelację z marszu – bąknęła obronnie. Na jej czole, między rudobrązowymi brwiami pojawił się głębszy, wyraźniejszy mars. Jeśli chroniący ją mężczyzna miał zamiar zrobić coś jej aparatowi, gotowa była go sama zaatakować. Może nawet nie czarami, prędzej wściekłym wbiciem mu różdżki między żebra (i dźganiem tak długo, aż ktoś inny wreszcie by ją od niego oderwał albo Trevor zdołałby ją odepchnąć bądź spacyfikować czarami). A potem osmarowałaby go w Proroku Codziennym jako najobrzydliwszą i najbardziej zdradziecką kanalię, która chodziła po tej ziemi. Do tego ostatniego nie potrzebowała nawet zdjęć. Już dawno zauważyła, że ludzie wierzą w historie, które im opowiadała. Nawet jeśli te wybrzmiewały wyjątkowo fantastycznie a jej brakowało dowodów.
Nie oponowała, gdy Trevor pociągnął ją do przodu. Chciała jak najszybciej opuścić to miejsce. Już miała trochę zdjęć. Będzie musiało wystarczyć. Żeby opisać, jak dziki był tłum, jak obrzydliwe emocje wypełzły z niego i z atakujących go, wystarczyło by – zwyczajnie i bardzo nudno – dała się wykazać prawdzie, martwo relacjonując to, co widziały jej własne oczy. Czasami prawda była wystarczająca.
Daisy była tchórzem, który wyżej cenił sobie własne życie, niż życie kogokolwiek innego. Może i robiło jej się żal, gdy widziała strach malujący się na twarzach mijanych: walczących, rannych i uciekających przed walką. Choć serce miała małe i zapełnione głównie miłością własną, nawet ono ściskało się na ten widok z jakiegoś dziwnego (i prawie nieznanego jej) bólu.
I to nawet przy kilku momentach: a to, gdy zbliżyli się do kobiety ciągnącej małe – jeszcze nieuczęszczające do Hogwartu – histeryzujące i płaczące dziecko; a to, gdy mijali siedzącego na ziemi starszego mężczyznę z rozbitą głową; a to, gdy dostrzegła leżącego na ziemi człowieka, skonfundowanego jakimś nieszczególnie przyjemnym zaklęciem.
To były takie sytuacje, które ukazywały brud ludzkiej natury. A Daisy nie chciała ich oglądać. Kilka razy, raczej odruchowo, niż wiedziona jakim przeszkoleniem, uchyliła się ze strachu przed ciskanymi zaklęciami – w ich stronę (choć pewnie nawet nie oni byli obranymi celami). Raz przyśpieszyła wyraźnie, głęboko przekonana, że za moment znowu zostaną zaatakowani – tym razem nie przez jednego wściekłego mężczyznę w kapturze, ale przez dwójkę wykrzykujących inwektywy w ich stronę czarownic.
Wreszcie, udało im się dotrzeć do miejsca, gdzie walki były cichsze, tłum mniej gęsty a dźwięki zamieszek ociupinę tylko dolatywały do ich uszu. Daisy drżały ręce. Dopiero tu zauważyła, jak bardzo były spocone (niemal aż wyślizgiwała się z prawej, trzymana różdżka). Czuła się dziwnie, jakby ktoś wypompował z niej całe powietrze.
- D-dziękuję – powiedziała, patrząc na Trevora spod byka. Takie prawdziwe dziękowanie nie leżało w naturze Daisy, a tu jednak musiała podziękować temu wściekłemu jak buchorożec, ciskającemu gromy jak gromoptak, staremu facetowi. – Za to, że mnie wyciągnąłeś. I, że powstrzymałeś tamtego… bękarta – celowo użyła wcześniejszego sformułowania Yaxleya. – Naprawdę dziękuję – powtórzyła nieco pewniej. – Mam na imię Daisy Lockhart. Pracuję w redakcji „Proroka Codziennego”. Jakbyś kiedyś potrzebował pomocy… - wzruszyła bezradnie ramionami. Sama nie wiedziała, jakiej pomocy mogłaby właściwie udzielić takiemu człowiekowi jak Trevor. Pożyczyć kilka galeonów? Na marszu charłaków to on poradził sobie dużo lepiej od niej. – No w każdym razie, jakbyś czegoś potrzebował, to po prostu prześlij tam sowę. Albo coś – powtórzyła.
A potem, o ile jej nie zatrzymał, odwróciła się od niego, dość zwinnie – dużo zwinniej niż do tej pory – bo nagle pchnięta jakąś nową energią, ruszyła ku najbliższemu punktowi aportacyjnemu i aportowała się.

Łączna liczba słów ok. 2049
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Daisy Lockhart (2403), Trevor Yaxley (2238)




Wiadomości w tym wątku
1969 - Marsz Praw Charłaków - Trevor & Daisy - przez Daisy Lockhart - 10.12.2022, 01:23
RE: 1969 - Marsz Praw Charłaków - Trevor & Daisy - przez Trevor Yaxley - 13.12.2022, 21:46
RE: 1969 - Marsz Praw Charłaków - Trevor & Daisy - przez Daisy Lockhart - 14.12.2022, 02:31
RE: 1969 - Marsz Praw Charłaków - Trevor & Daisy - przez Trevor Yaxley - 28.12.2022, 04:03
RE: 1969 - Marsz Praw Charłaków - Trevor & Daisy - przez Daisy Lockhart - 01.01.2023, 19:02
RE: 1969 - Marsz Praw Charłaków - Trevor & Daisy - przez Trevor Yaxley - 04.01.2023, 03:55
RE: 1969 - Marsz Praw Charłaków - Trevor & Daisy - przez Daisy Lockhart - 06.01.2023, 00:54
RE: 1969 - Marsz Praw Charłaków - Trevor & Daisy - przez Trevor Yaxley - 06.01.2023, 04:15

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa