06.06.2024, 23:17 ✶
Spojrzała na Atreusa, jakby wszystkie styki w mózgu jej przepalił tym tekstem o kuzynce. Nie jest taką kuzynką? A to jakie są, przepraszam serdecznie, rodzaje kuzynek?
Otworzyła usta, żeby zadać pytanie, ale wciągnięty przy tym haust powietrza otrzeźwił ją na tyle, by doznała objawienia. Czyli te wszystkie podśmiechujki, że czystokrwiści nie mają drzew genealogicznych tylko wieńce, były czymś więcej niż zawistnymi bajkami? Mewa w tym momencie aż przyłożyła dłoń do swojego policzka ze zmartwienia, ale nie drążyła więcej, bo nie chciała nabawić się większej traumy niż sama sobie sprawiła tymi rozważaniami.
- Wiesz co? Coś czuję, że jak zwykle wyżej srasz, niż dupę masz. Nie uwierzę w żadną twoją recenzję na temat wartości kobiet, bo z pierwszej ręki wiem, na co stać ciebie - wyjechała z grubej rury, jakoś nagle czując zew damskiej solidarności. Nie będzie słuchać jego biadolenia o tym, że jakaś laska jest niewarta bicia się o nią, dopóki sama jej na oczy nie ujrzy, nie pozna i nie wyda werdyktu. Matka Mewy może w wielu kwestiach miała zdanie raczej nawiedzone, ale zdecydowanie miała rację w kwestii braku zaufania wobec opinii mężczyzn. - Jest na weselu? Jeśli tak, to chcę ją sama obczaić - oświadczyła, odruchowo się rozglądając, choć ani nie miała rysopisu, ani imienia. Ot, ktoś rzucił hasło kobieta i Maeve od ręki ma odruch Pawłowa.
Wzrokiem znowu znalazła Lorraine. Chwilę później usłyszała propozycję przedstawienia się jej fałszywym nazwiskiem, co przeszło już jej wcześniej przez głowę, ale jakoś się na ten krok nie zdecydowała. Nawet nie wiedziała, czy nagle wyhodowała dla tej złośnicy kręgosłup moralny i nie chciała się skłaniać do kłamstwa, czy może był to lęk stricte samolubny, bo jeszcze Lorraine poleciałaby na Amelię, zapominając o tej, która siedzi pod jej skórą.
- Może potem. Nie chcę jej odciągać od brylowania w towarzystwie, nieczęsto ma taką okazję - rzuciła półprawdą, uśmiechając się przy tym przelotnie. Wyglądało jak wymówka, ale szczera. Tak naprawdę Mewa nawet nie skłamała.
Przybycie siostry Atreusa zbiło ją nieco z pantałyku, ale kiedy usłyszała jej imię z ust przyjaciela, powoli zaczęła kojarzyć fakty. Miała wrażenie, że kiedyś mógł o niej wspominać, ale na razie nie chciała strzelać w ciemno i pytać, czy dalej jest magomedykiem, bo zaraz się okaże, że jednak całe życie była jakimś magohydraulikiem, weźmie to za potwarz i nadzieje ją na rurę. Maeve odnosiła dzikie wrażenie, że Florence nie była kobietą, która szła na ustępstwa.
- Amelka - poprawiła Atreusa, który chyba właśnie dostawał udaru. Pomyślała, że temu panu już dziękujemy jeśli chodzi o picie alkoholu, bo chyba właśnie za niego zaczął przemawiać. - Ja też nie miałam pojęcia, że mnie kopnie taki zaszczyt - uśmiechnęła się do Florence prawie szczerze; cały efekt psuło to ciągłe łypanie spod byka na kolegę obok.
Wtem Atreus zaczął wyć, objął ją, a potem zaczął łżeć jak z nut. Maeve wyglądała w tym momencie tak, jakby chciała powiedzieć "ja ci zaraz dam prawdziwy powód do płaczu", ale zamknęła się grzecznie, bo kiedy brało się udział w improwizacji na tak szeroką skalę, nieważne jak głupia próba to była, trzeba było partnerowi w zbrodni przytakiwać. I tak też robiła; po tym tekście o wuju Eustachym tak mocno kiwnęła głową w ramach potwierdzenia, że chyba naderwała sobie jakieś ścięgno w karku, bo się po fakcie aż skrzywiła z bólu.
Nie słuchała już go dalej, bo tak ją zażenowanie zmożyło, że stwierdziła, że musi się napić. Nie dotarła do niej więc wieść o amortencji; wtedy może wstrzymałaby się z wyzerowaniem czegoś, co mogło sprawić, że Florence będzie miała pod opieką dwie beksy zamiast jednej. Wychyliła więc kieliszek, a raczej to, co w nim jeszcze pozostało, po czym ruszyła za rodzeństwem w bardziej ustronne miejsce. Niech się dzieje wola nieba.
chluśniem, bo uśniem
!weselnedrinki
Otworzyła usta, żeby zadać pytanie, ale wciągnięty przy tym haust powietrza otrzeźwił ją na tyle, by doznała objawienia. Czyli te wszystkie podśmiechujki, że czystokrwiści nie mają drzew genealogicznych tylko wieńce, były czymś więcej niż zawistnymi bajkami? Mewa w tym momencie aż przyłożyła dłoń do swojego policzka ze zmartwienia, ale nie drążyła więcej, bo nie chciała nabawić się większej traumy niż sama sobie sprawiła tymi rozważaniami.
- Wiesz co? Coś czuję, że jak zwykle wyżej srasz, niż dupę masz. Nie uwierzę w żadną twoją recenzję na temat wartości kobiet, bo z pierwszej ręki wiem, na co stać ciebie - wyjechała z grubej rury, jakoś nagle czując zew damskiej solidarności. Nie będzie słuchać jego biadolenia o tym, że jakaś laska jest niewarta bicia się o nią, dopóki sama jej na oczy nie ujrzy, nie pozna i nie wyda werdyktu. Matka Mewy może w wielu kwestiach miała zdanie raczej nawiedzone, ale zdecydowanie miała rację w kwestii braku zaufania wobec opinii mężczyzn. - Jest na weselu? Jeśli tak, to chcę ją sama obczaić - oświadczyła, odruchowo się rozglądając, choć ani nie miała rysopisu, ani imienia. Ot, ktoś rzucił hasło kobieta i Maeve od ręki ma odruch Pawłowa.
Wzrokiem znowu znalazła Lorraine. Chwilę później usłyszała propozycję przedstawienia się jej fałszywym nazwiskiem, co przeszło już jej wcześniej przez głowę, ale jakoś się na ten krok nie zdecydowała. Nawet nie wiedziała, czy nagle wyhodowała dla tej złośnicy kręgosłup moralny i nie chciała się skłaniać do kłamstwa, czy może był to lęk stricte samolubny, bo jeszcze Lorraine poleciałaby na Amelię, zapominając o tej, która siedzi pod jej skórą.
- Może potem. Nie chcę jej odciągać od brylowania w towarzystwie, nieczęsto ma taką okazję - rzuciła półprawdą, uśmiechając się przy tym przelotnie. Wyglądało jak wymówka, ale szczera. Tak naprawdę Mewa nawet nie skłamała.
Przybycie siostry Atreusa zbiło ją nieco z pantałyku, ale kiedy usłyszała jej imię z ust przyjaciela, powoli zaczęła kojarzyć fakty. Miała wrażenie, że kiedyś mógł o niej wspominać, ale na razie nie chciała strzelać w ciemno i pytać, czy dalej jest magomedykiem, bo zaraz się okaże, że jednak całe życie była jakimś magohydraulikiem, weźmie to za potwarz i nadzieje ją na rurę. Maeve odnosiła dzikie wrażenie, że Florence nie była kobietą, która szła na ustępstwa.
- Amelka - poprawiła Atreusa, który chyba właśnie dostawał udaru. Pomyślała, że temu panu już dziękujemy jeśli chodzi o picie alkoholu, bo chyba właśnie za niego zaczął przemawiać. - Ja też nie miałam pojęcia, że mnie kopnie taki zaszczyt - uśmiechnęła się do Florence prawie szczerze; cały efekt psuło to ciągłe łypanie spod byka na kolegę obok.
Wtem Atreus zaczął wyć, objął ją, a potem zaczął łżeć jak z nut. Maeve wyglądała w tym momencie tak, jakby chciała powiedzieć "ja ci zaraz dam prawdziwy powód do płaczu", ale zamknęła się grzecznie, bo kiedy brało się udział w improwizacji na tak szeroką skalę, nieważne jak głupia próba to była, trzeba było partnerowi w zbrodni przytakiwać. I tak też robiła; po tym tekście o wuju Eustachym tak mocno kiwnęła głową w ramach potwierdzenia, że chyba naderwała sobie jakieś ścięgno w karku, bo się po fakcie aż skrzywiła z bólu.
Nie słuchała już go dalej, bo tak ją zażenowanie zmożyło, że stwierdziła, że musi się napić. Nie dotarła do niej więc wieść o amortencji; wtedy może wstrzymałaby się z wyzerowaniem czegoś, co mogło sprawić, że Florence będzie miała pod opieką dwie beksy zamiast jednej. Wychyliła więc kieliszek, a raczej to, co w nim jeszcze pozostało, po czym ruszyła za rodzeństwem w bardziej ustronne miejsce. Niech się dzieje wola nieba.
chluśniem, bo uśniem
!weselnedrinki
I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
I wanna wear your flesh
— like a costume —