06.06.2024, 23:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.06.2024, 14:11 przez Basilius Prewett.)
Uśmiechnął się bardzo przebiegle.
– Nie! Chciałem dać oddech mojry dla zmylenia przeciwnika! – powiedział niesamowicie z siebie zadowolony, beztrosko nieświadomy faktu, że gdyby jakkolwiek kontaktował, to w tym momencie miałby ochotę siebie zamordować. Oczywiście Basilius był odpowiedzialny i zamierzał krzyknąć tylko żartowałem, to włochatość serca tuż przed podaniem mu specyfiku. Przecież słyszał nazwę tego co chciał mu podać uzdrowiciel i wiedział csły czas, że absolutnie nie mógł tego przyjąć. Spochmurniał. – Wiesz, co jest niesprawiedliwe w życiu Brenno? Ciągle mówili o jakiś substancjach odurzających i w końcu mi ich nie dali. Potem mówili coś o jakimś eliksirze i też mi go nie dali, ale to chyba dobrze. A jeszcze wcześniej nie chcieli skończyć tego żartu o miejscu ataku. Bezsensu to wszystko.
Dał się usadowić z powrotem na krześle, wciąż jednak bacznie się jej przyglądając.
– No nie wiem. Nie wyglądasz na ranną, ale wyglądasz na Brennę, więc chyba musisz być ranna – mruknął, zawieszając nieco dłużej spojrzenie na jej włosach. – I skąd mam wiedzieć, że oddychasz skoro nie widzę twoich płuc, hm? Poza tym, musi ci coś dolegać. Jest trzynastek piątego Brenno. Trzynastek piątego. – Zmarszczył brwi. Coś mu mocno tu nie pasowało, ale nie miał pojęcia co. To chyba te wredne Cedrici na ścianie go dekoncentrowały. Na wszelki wypadek pokazał im język, a potem wyciągnął palce przed siebie i zaczął wyliczać. – A skoro jest trzynastek piątego to musisz być albo ranna, albo ranna, albo ranna, albo ranna, albo ranna! – Albo ranna oczywiście.
Nie, nie dał się przekonać Brennie, że nic jej nie było. W końcu spotkali się razem w taką datę. A to oznaczało, że coś musiało jej być. Trzeba tylko było jakoś jej udowodnić, że była ranna, co było o tyle skomplikowane, że nie miała na sobie żadnej rany. Nieco rozbieganym spojrzeniem latał po całej sali, szukając czegoś, co dałoby nu jakiś pomysł, aż wreszcie jego wzrok napotkał kolejny plakat, tym razem z roześmianą brygadzistką robiącą gwiazdę. O!
Ponownie wstał ze swojego miejsca.
– No dobrze Brenno. Jeśli twierdzisz, że nie masz żadnych ran, to zrób gwiazdkę, a wtedy ci uwierzę. O tak.
I spróbował zrobić gwiazdę.
Robię gwiazdę (ostatnie słowa gracza)
– Nie! Chciałem dać oddech mojry dla zmylenia przeciwnika! – powiedział niesamowicie z siebie zadowolony, beztrosko nieświadomy faktu, że gdyby jakkolwiek kontaktował, to w tym momencie miałby ochotę siebie zamordować. Oczywiście Basilius był odpowiedzialny i zamierzał krzyknąć tylko żartowałem, to włochatość serca tuż przed podaniem mu specyfiku. Przecież słyszał nazwę tego co chciał mu podać uzdrowiciel i wiedział csły czas, że absolutnie nie mógł tego przyjąć. Spochmurniał. – Wiesz, co jest niesprawiedliwe w życiu Brenno? Ciągle mówili o jakiś substancjach odurzających i w końcu mi ich nie dali. Potem mówili coś o jakimś eliksirze i też mi go nie dali, ale to chyba dobrze. A jeszcze wcześniej nie chcieli skończyć tego żartu o miejscu ataku. Bezsensu to wszystko.
Dał się usadowić z powrotem na krześle, wciąż jednak bacznie się jej przyglądając.
– No nie wiem. Nie wyglądasz na ranną, ale wyglądasz na Brennę, więc chyba musisz być ranna – mruknął, zawieszając nieco dłużej spojrzenie na jej włosach. – I skąd mam wiedzieć, że oddychasz skoro nie widzę twoich płuc, hm? Poza tym, musi ci coś dolegać. Jest trzynastek piątego Brenno. Trzynastek piątego. – Zmarszczył brwi. Coś mu mocno tu nie pasowało, ale nie miał pojęcia co. To chyba te wredne Cedrici na ścianie go dekoncentrowały. Na wszelki wypadek pokazał im język, a potem wyciągnął palce przed siebie i zaczął wyliczać. – A skoro jest trzynastek piątego to musisz być albo ranna, albo ranna, albo ranna, albo ranna, albo ranna! – Albo ranna oczywiście.
Nie, nie dał się przekonać Brennie, że nic jej nie było. W końcu spotkali się razem w taką datę. A to oznaczało, że coś musiało jej być. Trzeba tylko było jakoś jej udowodnić, że była ranna, co było o tyle skomplikowane, że nie miała na sobie żadnej rany. Nieco rozbieganym spojrzeniem latał po całej sali, szukając czegoś, co dałoby nu jakiś pomysł, aż wreszcie jego wzrok napotkał kolejny plakat, tym razem z roześmianą brygadzistką robiącą gwiazdę. O!
Ponownie wstał ze swojego miejsca.
– No dobrze Brenno. Jeśli twierdzisz, że nie masz żadnych ran, to zrób gwiazdkę, a wtedy ci uwierzę. O tak.
I spróbował zrobić gwiazdę.
Robię gwiazdę (ostatnie słowa gracza)
Rzut T 1d100 - 68
Sukces!
Sukces!