Rozmawiam z Bellą, pozuję Isaacowi
Plotki… Najwyraźniej Bellatrix i Victoria zebrały się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. Jedna przyszła bez swojego narzeczonego, bo nieoficjalnie się rozstali, tylko jakoś mało kto o tym wiedział… a druga przyszła ze swoim byłym narzeczonym, z którym oficjalnie rozeszli się miesiąc temu. Black i Lestrange okazywały się być swoim krzywym zwierciadłem, dwie kobiety o sukniach uszytych ręką Chistophera Rosiera, ciemnowłose o dość podobnej urodzie, chociaż skóra Victorii była w zupełnie innym tonie, bo oliwkowym, nie tak blada jak niebieskookiej Belli. O nich obu można było sobie na tym weselu plotkować, o ich statusie matrymonialnym i zawiłościach w relacjach, u czyjego boku były widziane, u czyjego nie i co to właściwie oznacza, z kim która przyszła…
– Nie ma nic lepszego od czekolady – przynajmniej jeśli chodziło o takie spożywcze tematy i Victoria wcale nie zapraszała do dyskusji na ten temat. Lubiła się napić, ale niekoniecznie lubiła ten stan, gdy przestawało się myśleć trzeźwo, kiedy traciło się kontrolę nad własnym ciałem… Wiele zależało też od towarzystwa. No i póki co owocki i czekolada wydawały się znacznie bardziej kuszące niż wątpliwego źródła alkohol, po którym ludzie zachowywali się tutaj bardzo… bardzo dziwacznie.
– Nie jestem pewna… Ale te wczorajsze nie kazały nikomu się bić – te od Brenny były łagodniejsze, Victoria co prawda się ich wtedy nie spodziewała, ale było bardzo miło. Za to te kapibary, chęć obicia komuś twarzy… Bardzo się obawiała, co tam mogło jeszcze być. A co, jeśli ktoś uznał za wspaniały pomysł na weselu podać gościom amortencję? Przecież to mogło mieć fatalne skutki… – Nie ma sprawy… Ale popatrz sama, piją i potem dzieje się coś zupełnie losowego. To nie może być przypadek – nie była pewna też jak długo to trwało… Atreusowi z kapibarą pomógł Anthony, trwało to chwilę… ale kiedy magia kończyła się samoistnie…?
– Wręcz trochę za dużo się u mnie dzieje, tak prawdę mówiąc. Chciałabym, żeby to trochę zwolniło – naprawdę… swoje odbicia w krzywym zwierciadle. Ale tak po prawdzie to kiedy miała odpocząć? Niedawno wyskoczyła z Laurentem na dwa dni do Włoch i to był cały jej odpoczynek, a poza tym… było za dużo rzeczy, które wymagały jej uwagi. Zwłaszcza zimno, które było udziałem jej ciała. Zimno, które ją martwiło, i które mogło bardzo przedwcześnie zakończyć jej życie – ale o tym nie mówiła na głos. – Przeprowadziłam się niedawno, wzięłam dwa koty, a tak poza tym no to głównie mam na głowie pracę, trochę głośnych spraw, ale więcej cichutkich i może całe szczęście, bo jeszcze w gazecie latałoby moje zdjęcie ze spalonymi cuchami – mruknęła, zajadając się owocami. Nie naciskała na Bellę, bo ta najwyraźniej nie chciała opowiadać, co działo się w jej życiu, nie wspomniała też o Rudolphie, co nie umknęło uwadze Victorii, ale nie zamierzała tego tematu ruszać.
I chyba wywołała wilka z lasu, bo usłyszała pstryknięcie aparatu, na co się odwróciła i zobaczyła mężczyznę… chyba już go gdzieś widziała. Uśmiechnęła się za to i odwróciła głowę do Belli, dając jej ruchem głowy znak, by odwróciły się do fotografa, żeby mógł im zrobić zdjęcie. Nie wiedziała, czy Bella coś piła, ale Victoria była całkowicie trzeźwa, Isaac chyba dobrze trafił i nie powinno być na tym polu żadnej kompromitacji. Victoria normalnie objęłaby Bellę ramieniem, ale odkąd stała się Zimna, to nauczyła się jeszcze mniej dotykać ludzi niż wcześniej. Jedynie zbliżyła się do niej odrobinę, by dobrze wyszły na zdjęciu i uśmiechnęła nieznacznie.