07.06.2024, 00:51 ✶
Południowe stragany - Magiczne różności
Po wizycie na stoisku kowenu przechodzę do Magicznych Różnicy, gdzie kupuję parę spinek do mankietów.
Wszystkie znaki na niebie i ziemi ewidentnie wskazywały na to, że społeczność czarodziejów była aż nadto spragniona... prostych wrażeń. Łatwych. Nieskomplikowanych. Z rodzaju tych, jakie chłonęło się naturalnie, jakby było się gąbką, jaką zabierało się ze sobą do długiej kąpieli. Jedną z takich rozrywek był pokaz taneczny cyrkowca z grupy Bellów, a Erik, jak bardzo by temu nie chciał zaprzeczyć, nie potrafił oderwać od niego oczu.
Było coś dzikiego i pierwotnego w tym, jak się ruszał, jakby wraz z chwilą wejścia na scenie po prostu oddał się muzyce. Zapomniał o otaczającym go świecie i pozwolił przejąć władzę nad swym ciałem instynktowi i wyuczonym przez lata pracy w branży rozrywkowej przyzwyczajeniom. Tancerze są prawie jak szermierze, pomyślał bezwolnie Erik, przechadzając się wśród straganów, zerkając co rusz w stronę sceny, napawając się tym widokiem. Nie sądził, że tak prosta rozrywka byłaby w stanie wzbudzić jego zainteresowanie, a jednak... Na swój sposób było to magiczne.
Longbottom powoli zaczynał żałować, że odłączył się od Anthony'ego. Chociaż w tej chwili nie był zbyt skupiony na odnalezieniu go, tak sama myśl o tym, że musiałby osobiście zacząć się za nim rozglądać wydawała mu się porównywalna do dźwigania na plecach nieboskłonu przykładem tytana Atlasa. Krążąc wśród kolejnych bazarów, zatrzymał się nieopodal Magicznych różności. Przesunął wzrokiem po wyrobach w formie dodatków ubraniowych. Nie twierdził, że narzekał na brak spinek czy ozdobnych klamerek, jednak skoro już tu był to mógł równie dobrze skorzystać z okazji!
— Poproszę jeden zestaw spinek do mankietów oooo... Tych! — Pochylił się nad stoiskiem, wskazując palcem na zestaw z symbolem klonowego liścia. Wprawdzie nie miał zbyt wiele wspólnego z zawodowym sadownictwem czy wytwarzaniem syropu, jednak wybrał tę ozdóbkę z uwagi na zbliżającą się jesień. Kto wie, może będzie miał się gdzie z nimi pokazać. — I bardzo proszę o zapakowanie.
Uniósł wiklinowy koszyk, w którym ułożył wcześniej swoje poprzednie zakupy, po czym sięgnął do kieszeni, aby wygrzebać odpowiednie nominały. Nie minęło wiele czasu, a rozliczył się z osobami obsługującymi stanowisko. Dopiero kiedy odchodził od stoiska, zorientował się, że praktycznie minął się z Perseuszem. Na odchodne uniósł jeszcze dłoń na powitanie i skinął mu głową. Wątpił, aby udało im się dzisiaj złapać, jednak... Przecież i tak mieli niedługo spotkać się na weselu czy potańcówce Brenny. Mała strata, skoro i tak będą się widzieć na dniach.
Erik z lekkim niezadowoleniem doszedł do wniosku, że Anthony musiał się zagubić w tłumie lub z kimś zagadać, toteż czarodziej skierował swoje kroki do ostatniego stoiska, jakiego nie było mu dane jeszcze tego dnia odwiedzić. Kto wie, co czeka na niego u drugiej panny Zamfir?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞