01.01.2023, 22:01 ✶
Pojawienie się tak wcześnie było w zasadzie swego rodzaju błędem, ale… no, jakoś tak wyszło. Za bardzo jej się spieszyło do znajomego z lat szkolnych, do twórcy Dzieła przez duże „D”, za bardzo się podekscytowała i nawet nie zauważyła, że wybitnie źle sobie to wszystko wyliczyła. Gdyby się zastanowiła – moooooże by zdecydowała się odczekać parę minut. Więcej niż parę. Ale nic takiego ostatecznie nie miało miejsca, inaczej wszak przecież nie siedziałaby już w herbaciarni nad niedopitym do końca napojem.
Uśmiechnęła się przepraszająco, pokręciła głową. Nie, nie, nikt się tu nie spóźnił…
- Przepraszam, to po prostu ja przyszłam dużo za wcześnie, tak że wcale się nie spóźniłeś. Wręcz przeciwnie, też jesteś wcześniej – zapewniła, przykładając dłoń do piersi, podkreślając tym samym, jak bardzo przepraszała za swój niecny występek, jakim była… jak to w ogóle nazwać, przedpunktualność?! O ile w ogóle istniało takie wyrażenie.
- Bardzo nie chciałam się spóźnić i jak widać źle sobie wszystko oszacowałam. Tak że nie przepraszaj, naprawdę, nie masz za co. Lepiej mi powiedz, dlaczego jeszcze nie słyszę o żadnych wojnach w księgarniach? – po części żartowała, po części pytała całkiem poważnie. W końcu przecież naprawdę książka Darcy’ego jej się spodobała! I uważała, że powinna stać się co najmniej hitem roku, jeśli nawet nie stulecia. Ale roku też będzie dobre, przynajmniej na początek!
- Siadaj, opowiadaj, co w ogóle u ciebie słychać? – rzuciła zaraz, chyba nawet nie dając szansy na udzielenie odpowiedzi na dopiero co zadane pytanie – Oprócz książki, oczywiście, a do niej i tak jeszcze przejdziemy. Tylko może niech najpierw przyniosą nam herbatę i ciasto? A może kawę? – gadała jak najęta.
Ot, młoda, rok tylko starsza od pisarza, do tego mocno prywatne spotkanie, na którym nie musiała siedzieć z kijem w dupie, jak na oficjalnym przyjęciu czy czymś w ten deseń.
Uśmiechnęła się przepraszająco, pokręciła głową. Nie, nie, nikt się tu nie spóźnił…
- Przepraszam, to po prostu ja przyszłam dużo za wcześnie, tak że wcale się nie spóźniłeś. Wręcz przeciwnie, też jesteś wcześniej – zapewniła, przykładając dłoń do piersi, podkreślając tym samym, jak bardzo przepraszała za swój niecny występek, jakim była… jak to w ogóle nazwać, przedpunktualność?! O ile w ogóle istniało takie wyrażenie.
- Bardzo nie chciałam się spóźnić i jak widać źle sobie wszystko oszacowałam. Tak że nie przepraszaj, naprawdę, nie masz za co. Lepiej mi powiedz, dlaczego jeszcze nie słyszę o żadnych wojnach w księgarniach? – po części żartowała, po części pytała całkiem poważnie. W końcu przecież naprawdę książka Darcy’ego jej się spodobała! I uważała, że powinna stać się co najmniej hitem roku, jeśli nawet nie stulecia. Ale roku też będzie dobre, przynajmniej na początek!
- Siadaj, opowiadaj, co w ogóle u ciebie słychać? – rzuciła zaraz, chyba nawet nie dając szansy na udzielenie odpowiedzi na dopiero co zadane pytanie – Oprócz książki, oczywiście, a do niej i tak jeszcze przejdziemy. Tylko może niech najpierw przyniosą nam herbatę i ciasto? A może kawę? – gadała jak najęta.
Ot, młoda, rok tylko starsza od pisarza, do tego mocno prywatne spotkanie, na którym nie musiała siedzieć z kijem w dupie, jak na oficjalnym przyjęciu czy czymś w ten deseń.
294/609