07.06.2024, 09:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.06.2024, 09:22 przez Florence Bulstrode.)
W pobliżu stoiska świecowego.
Dalej stoję przy zamieszaniu i czekam, czy trzeba będzie kogoś jeszcze łatać.
Kolejka zmieniona po ustaleniach na dc.
Odsunęła się jeszcze o krok, gdy Alexander zaczął wymiotować, a nieznany Florence Brygadzista - bez wątpienia jakiś szaleniec, bo kto nie ogarnięty szaleństwem próbowałby wymierzać kopniaki w takiej sytuacji – usiłował atakować go nawet przytrzymywany przez Atreusa. Uniosła odruchowo różdżkę, ale nie rzuciła żadnego zaklęcia: nie była pojedynkowcem i nie chciała ryzykować, że zamiast tego rzucającego się obłąkańca trafi własnego brata.
A tymczasem tuż obok ktoś stał i mówił, i mówił, i mówił...
– Czy pan panie Nott też doznał wstrząśnienia mózgu, czy to pański naturalny stan? - spytała Florence głośno, bo wyjść nie mogła z podziwu, że w sytuacji, gdzie obok jedna osoba leżała półprzytomna, druga dostawała zawału, trzecia bełkotała i wymiotowała, a czwarta usiłowała uparcie kogoś zamordować, bo próby wymierzania kopniaków w twarz komuś w takim stanie już za takie się liczyły, on stał domagając się natychmiastowego przyjęcia skargi, jakby cały świat powinien się zatrzymać tylko dla niego. Sądził, że powinni puścić tutaj tych dwóch furiatów i zacząć spisywać jego zeznania? Może jeszcze podpierając notatnik na plecach omdlewającego Roberta Mulcibera?
Takie zachowanie uchodziło u sześciolatka. Siedmiolatek powinien mieć już trochę umiary i rozumieć, że czasem są sprawy istotniejsze niż jego krzyki i może poczekać pięć minut, aż ktoś się nim zajmie. Nos by mu może nawet obejrzała, ale tak jakby Alexander był w gorszym stanie, a Hades wariował.
To było bez wątpienia najgorsze Lammas w jej nie tak krótkim przecież życiu. Miała nauczkę, by następnym razem jednak łapać brata, nawet jeżeli do bójki istniał powód.
– To zależy, na ile jesteś pewny, że zdołasz was nie rozszczepić, Alastorze. Pozostanie w tym miejscu zaszkodzi mu dużo bardziej niż teleportacja, choć prawdopodobnie skok wywoła kolejne wymioty – powiedziała. Sama na teleportację łączoną by się nie porwała, zwłaszcza że i w pojedynkę teleportowała się głównie wtedy, gdy było to konieczne. Transport pacjenta był jednak jej zdaniem wskazany, bo przedzieranie się przez tłum na jarmarku z wstrząśnieniem mózgu było w oczach Florence dużo bardziej szkodliwe niż to, że przez trzy sekundy zawiruje mu w głowie. Ona jednak nie była matką Mulcibera (nawet jeżeli je pomylił), a Alastor (chyba jedyny rozsądny tutaj mężczyzna) jego ojcem, nie mogli go siłą odesłać do szpitala.
Dalej stoję przy zamieszaniu i czekam, czy trzeba będzie kogoś jeszcze łatać.
Kolejka zmieniona po ustaleniach na dc.
Odsunęła się jeszcze o krok, gdy Alexander zaczął wymiotować, a nieznany Florence Brygadzista - bez wątpienia jakiś szaleniec, bo kto nie ogarnięty szaleństwem próbowałby wymierzać kopniaki w takiej sytuacji – usiłował atakować go nawet przytrzymywany przez Atreusa. Uniosła odruchowo różdżkę, ale nie rzuciła żadnego zaklęcia: nie była pojedynkowcem i nie chciała ryzykować, że zamiast tego rzucającego się obłąkańca trafi własnego brata.
A tymczasem tuż obok ktoś stał i mówił, i mówił, i mówił...
– Czy pan panie Nott też doznał wstrząśnienia mózgu, czy to pański naturalny stan? - spytała Florence głośno, bo wyjść nie mogła z podziwu, że w sytuacji, gdzie obok jedna osoba leżała półprzytomna, druga dostawała zawału, trzecia bełkotała i wymiotowała, a czwarta usiłowała uparcie kogoś zamordować, bo próby wymierzania kopniaków w twarz komuś w takim stanie już za takie się liczyły, on stał domagając się natychmiastowego przyjęcia skargi, jakby cały świat powinien się zatrzymać tylko dla niego. Sądził, że powinni puścić tutaj tych dwóch furiatów i zacząć spisywać jego zeznania? Może jeszcze podpierając notatnik na plecach omdlewającego Roberta Mulcibera?
Takie zachowanie uchodziło u sześciolatka. Siedmiolatek powinien mieć już trochę umiary i rozumieć, że czasem są sprawy istotniejsze niż jego krzyki i może poczekać pięć minut, aż ktoś się nim zajmie. Nos by mu może nawet obejrzała, ale tak jakby Alexander był w gorszym stanie, a Hades wariował.
To było bez wątpienia najgorsze Lammas w jej nie tak krótkim przecież życiu. Miała nauczkę, by następnym razem jednak łapać brata, nawet jeżeli do bójki istniał powód.
– To zależy, na ile jesteś pewny, że zdołasz was nie rozszczepić, Alastorze. Pozostanie w tym miejscu zaszkodzi mu dużo bardziej niż teleportacja, choć prawdopodobnie skok wywoła kolejne wymioty – powiedziała. Sama na teleportację łączoną by się nie porwała, zwłaszcza że i w pojedynkę teleportowała się głównie wtedy, gdy było to konieczne. Transport pacjenta był jednak jej zdaniem wskazany, bo przedzieranie się przez tłum na jarmarku z wstrząśnieniem mózgu było w oczach Florence dużo bardziej szkodliwe niż to, że przez trzy sekundy zawiruje mu w głowie. Ona jednak nie była matką Mulcibera (nawet jeżeli je pomylił), a Alastor (chyba jedyny rozsądny tutaj mężczyzna) jego ojcem, nie mogli go siłą odesłać do szpitala.