01.01.2023, 22:26 ✶
Oczywiście, że bał się Cynthii. Już w szkole dała mu ku temu mnóstwo powodów, a gdyby jeszcze teraz musiał jej cokolwiek tłumaczyć… Wzdrygnął się na samą myśl o jej zniesmaczonej minie. Nie powinien jednak teraz o tym myśleć, zwłaszcza że zakazał też tego Castielowi. Nie miał jednak wpływu na to, co umysł będzie mu podsyłał, gdy tylko się rozstaną i mógł się jedynie modlić, by nie była to twarz jego bliźniaczki.
- Przecież wiem - mruknął, wyraźnie niepocieszony wizją trzymania się na dystans od Flinta. Ręce już go świerzbiły, chociaż miał go na wyciągnięcie dłoni i w tym momencie nie musiał utrzymywać żadnych pozorów zwykłej znajomości. Wiedział jednak, że jeśli to wyjdzie na jaw, nie pozbierają się tak łatwo. Nigdy nie wyobrażał sobie siebie wrzuconego w konwenanse społeczne, a teraz już zwłaszcza. Nie nadawał się na męża i ojca, a czuł, że rodzina by go w to z wielką chęcią wkręciła, gdyby wyczuli, że odbiega od normy. Pieprzyć ich i ich głupie zasady.
Obserwował, jak Castiel się przeciąga, nie mogąc oderwać wzroku od jego uśmiechu. Zahipnotyzowany tym widokiem, wciąż w szoku, że to on był tego powodem.
- A to nie jest oczywiste? - zapytał, krzyżując ręce na piersi i przechylając głowę na bok, jak gdyby chciał mu się uważniej przyjrzeć. - Nie, myślę, że byłbyś przystojniejszy bez tego - dodał z zadziornym uśmiechem, odsuwając jedną rękę i wskazując na podkoszulek Castiela. Dlaczego on zawsze miał tę przewagę, że był ubrany? To niesprawiedliwe!
- Ej - wymsknęło mu się, gdy Flint złapał go i obrócił, w pełni unieruchamiając. Na powrót zrobiło mu się gorąco, a serce w piersi tłukło jak oszalałe, gdy usta drugiego mężczyzny znalazły się przy jego uchu. - To miała być groźba? Bo chyba mi się podoba.
Wziął koszulkę, którą Castiel wcisnął mu w ręce, posyłając zawiedzione spojrzenie. I to na tyle w kwestii tej obietnicy? Blondyn jednak tak bardzo zainteresował się zepsutym drzwiami, że aż głupio mu było przerywać. Poza tym zbyt przyjemnie słuchało się jego głosu, nawet jeśli szukał rozwiązania, by kryć Fergusa. Właściwie, to było nawet lepsze, gdy mu tak zależało.
- Nawet by się nie zorientowali, że mnie nie ma, ostatnio i tak rzadko wracam na noc - przyznał, wciągając przez głowę koszulkę, która wciąż była trochę wilgotna po deszczu. Gdyby nie leżała zmięta na podłodze, pewnie zdołałaby podeschnąć.
Podszedł do biurka, szukając wspomnianego pióra i kałamarza, przy okazji uchylając niewielkie okno tuż za nim, by wpuścić trochę świeżego powietrza. Do środka wkradł się zapach deszczu na brukowanej ulicy.
- Jeśli masz zamiar rozwalić ten zamek, to nawet lepiej, że napiszesz wiadomość - przyznał, podając mu pióro. - Po ostatnim włamaniu dostałby chyba gorączki, widząc zepsute drzwi i postawiłby w pogotowiu całą Brygadę Uderzeniową.
Nie wiedząc, co ze sobą zrobić, podniósł swoją szatę i rzucił ją na oparcie krzesła, gdzie wisiał już płaszcz Castiela. Kątem oka dostrzegł jeszcze sweter, po który sięgnął, gdy blondyn rysował coś na drzwiach.
- Smocza oliwa nie przejdzie, ojciec ma alergię na wszystko, co powoduje pożary. Ale w sumie skąd miałbyś o tym wiedzieć - zaśmiał się, wciąż trzymając w dłoniach sweter, równie miękki jak ten, który przywłaszczył sobie ostatnim razem. Niewiele myśląc, wciągnął go przez głowę, rozkoszując się typowym dla Castiela zapachem morskiej wody, do którego doszła domieszka deszczu i kawy.
- Na pewno coś wymyślę i dam ci znać, żebyś wiedział, co się działo z twoją różdżką - odpowiedział mu, idąc w jego stronę, czego nie mógł dostrzec, bo wciąż stał tyłem, a hałas z ulicy skutecznie tłumił kroki na skrzypiącej podłodze.
- Oczywiście, że się ubrałem - powiedział, obejmując go od tyłu w pasie i wtulając się w niego. Przymknął oczy i oparł się na jego ramieniu, ciesząc przyjemnym ciepłem i bliskością, która za chwilę miała się skończyć. - Lubię twoje swetry, są przyjemne - dodał jeszcze cicho, śmiejąc się.
- Przecież wiem - mruknął, wyraźnie niepocieszony wizją trzymania się na dystans od Flinta. Ręce już go świerzbiły, chociaż miał go na wyciągnięcie dłoni i w tym momencie nie musiał utrzymywać żadnych pozorów zwykłej znajomości. Wiedział jednak, że jeśli to wyjdzie na jaw, nie pozbierają się tak łatwo. Nigdy nie wyobrażał sobie siebie wrzuconego w konwenanse społeczne, a teraz już zwłaszcza. Nie nadawał się na męża i ojca, a czuł, że rodzina by go w to z wielką chęcią wkręciła, gdyby wyczuli, że odbiega od normy. Pieprzyć ich i ich głupie zasady.
Obserwował, jak Castiel się przeciąga, nie mogąc oderwać wzroku od jego uśmiechu. Zahipnotyzowany tym widokiem, wciąż w szoku, że to on był tego powodem.
- A to nie jest oczywiste? - zapytał, krzyżując ręce na piersi i przechylając głowę na bok, jak gdyby chciał mu się uważniej przyjrzeć. - Nie, myślę, że byłbyś przystojniejszy bez tego - dodał z zadziornym uśmiechem, odsuwając jedną rękę i wskazując na podkoszulek Castiela. Dlaczego on zawsze miał tę przewagę, że był ubrany? To niesprawiedliwe!
- Ej - wymsknęło mu się, gdy Flint złapał go i obrócił, w pełni unieruchamiając. Na powrót zrobiło mu się gorąco, a serce w piersi tłukło jak oszalałe, gdy usta drugiego mężczyzny znalazły się przy jego uchu. - To miała być groźba? Bo chyba mi się podoba.
Wziął koszulkę, którą Castiel wcisnął mu w ręce, posyłając zawiedzione spojrzenie. I to na tyle w kwestii tej obietnicy? Blondyn jednak tak bardzo zainteresował się zepsutym drzwiami, że aż głupio mu było przerywać. Poza tym zbyt przyjemnie słuchało się jego głosu, nawet jeśli szukał rozwiązania, by kryć Fergusa. Właściwie, to było nawet lepsze, gdy mu tak zależało.
- Nawet by się nie zorientowali, że mnie nie ma, ostatnio i tak rzadko wracam na noc - przyznał, wciągając przez głowę koszulkę, która wciąż była trochę wilgotna po deszczu. Gdyby nie leżała zmięta na podłodze, pewnie zdołałaby podeschnąć.
Podszedł do biurka, szukając wspomnianego pióra i kałamarza, przy okazji uchylając niewielkie okno tuż za nim, by wpuścić trochę świeżego powietrza. Do środka wkradł się zapach deszczu na brukowanej ulicy.
- Jeśli masz zamiar rozwalić ten zamek, to nawet lepiej, że napiszesz wiadomość - przyznał, podając mu pióro. - Po ostatnim włamaniu dostałby chyba gorączki, widząc zepsute drzwi i postawiłby w pogotowiu całą Brygadę Uderzeniową.
Nie wiedząc, co ze sobą zrobić, podniósł swoją szatę i rzucił ją na oparcie krzesła, gdzie wisiał już płaszcz Castiela. Kątem oka dostrzegł jeszcze sweter, po który sięgnął, gdy blondyn rysował coś na drzwiach.
- Smocza oliwa nie przejdzie, ojciec ma alergię na wszystko, co powoduje pożary. Ale w sumie skąd miałbyś o tym wiedzieć - zaśmiał się, wciąż trzymając w dłoniach sweter, równie miękki jak ten, który przywłaszczył sobie ostatnim razem. Niewiele myśląc, wciągnął go przez głowę, rozkoszując się typowym dla Castiela zapachem morskiej wody, do którego doszła domieszka deszczu i kawy.
- Na pewno coś wymyślę i dam ci znać, żebyś wiedział, co się działo z twoją różdżką - odpowiedział mu, idąc w jego stronę, czego nie mógł dostrzec, bo wciąż stał tyłem, a hałas z ulicy skutecznie tłumił kroki na skrzypiącej podłodze.
- Oczywiście, że się ubrałem - powiedział, obejmując go od tyłu w pasie i wtulając się w niego. Przymknął oczy i oparł się na jego ramieniu, ciesząc przyjemnym ciepłem i bliskością, która za chwilę miała się skończyć. - Lubię twoje swetry, są przyjemne - dodał jeszcze cicho, śmiejąc się.