07.06.2024, 14:49 ✶
Rozmawiam z Louvainem, potem idę do stolików
Zastanawiała się powoli, czy to koniec niesamowitych, niewygodnych przygód jej rodziny, czy dopiero początek. Jeśli to drugie, to musiała chyba przygotować więcej eliksirów i ziół uspokajających. Nie tylko dla siebie, podejrzewała. I parę na ból głowy.
Owszem, zwykle na wszystko reagowała rozsądkiem, z drugiej strony, co jej pozostało, gdy wszyscy wokół zdawali się go tracić. Zresztą, nagromadzona w niej złość prędzej czy później musiała w końcu wybuchnąć. Dziś czuła, że może to być ten dzień.
Szczególnie, że jej brat widać skupiał się na tym, na czym nie powinien.
- Tak, jest. Przyszedł udając asystenta Vakela w momencie, gdy niemalże staliśmy za jego plecami. Ciekawe przedstawienie, możliwe jednak, że już zdążył zmienić tożsamość. Szkoda tylko, że na tym swoich popisów nie skończył. - Prychnęła, ignorując wbijające się w jej skórę paznokcie.
Wiedziała, że Lou nie chciał jej wyrządzić krzywdy specjalnie, emocje zaś czasem brały górę.
Dziś wiedziała o tym aż za dobrze.
Odetchnęła trochę, gdy potwierdziła swoje przypuszczenia i okazało się, że jej brat także o niczym nie miał pojęcia. Przynajmniej tyle dobrego.
Jakoś nie miała ochoty być ostatnią, która mogła dowiedzieć się o tym wybryku. Nie licząc Williama. On prawdopodobnie nie wiedział nawet, że bliźniaki od dłuższego czasu są już dorosłe.
Czekała przez chwilę, wiedząc, że Louvain zbiera myśli. Chciała wiedzieć, co o tym sądzi. Nikt nie znał Loretty tak jak on, z drugiej strony, jeśli mu nie powiedziała o czymś, w oczach Annie, tak niezwykle poważnym…
Choć czy i dla Loretty małżeństwo z tym wybrykiem społeczeństwo mogło mieć w ogóle jakiekolwiek znaczenie? Czy było jednak wybrykiem, do którego nie przykładała żadnej wagi? Zachcianką, którą spełniła, mając gdzieś uczucia innych, czy chociażby dobro swoje i ich rodu?
Cóż, nie mogła jej o to zapytać. A szkoda. Może szybciej uleciałaby z niej ta cała furia, która nadal krążyła w jej krwiobiegu.
Zmarszczyła brwi, gdy jej brat podzielił się z nią swoimi ostatecznymi wnioskami. Zacisnęła wargi, patrząc gdzieś w bok, samej zbierając myśli.
- Mógł chcieć nas jedynie sprowokować, owszem, ale mógł zrobić to na wiele innych sposobów. - Zaczęła uderzać w sobie znanym rytmie palcami jednej ręki o udo, widać nad czymś myśląc. - Szukał cię przy okazji, może więc chodziło po prostu o podniesienie ci ciśnienia, a ja byłam tylko drobnym przystankiem. Choć, nie bardzo rozumiem, dlaczego? Zdenerwował mnie tylko po to, by to zrobić? Liczył właśnie na to, że wszystko ci opowiem? - Nie potrafiła czasem zrozumieć, że nie wszystko miało w życiu sens. I próbowała się go zawsze na siłę doszukać.
Westchnęła, przykładając jeden z palców do skroni. Chyba rzeczywiście, niepotrzebnie to roztrząsała.
- Myślę, że dopóki nie skonfrontujemy się z Lorettą, a ta wesz nie będzie dalej tego rozpowiadać, możemy poczekać. Niepotrzebnie dałam się sprowokować. Spróbuj może też go unikać, przynajmniej póki jesteśmy na weselu. Inaczej wpakuje nas jeszcze w jakiś niepotrzebny skandal i popsuje gorzej humor. Czujmy się jednak poinformowani i ostrzeżeni - mówiła już całkowicie neutralnie, wracając do swojego zwyczajowego spokoju.
Oddychała już spokojniej.
- Cóż, baw się dalej dobrze. Wieczór jeszcze młody - życzyła bratu, samej chcąc na chwilę usiąść. Gdy została więc sama, ruszyła do najbliższego stolika, gdzie zauważyła swojego kuzyna Rodolphusa.
Zastanawiała się powoli, czy to koniec niesamowitych, niewygodnych przygód jej rodziny, czy dopiero początek. Jeśli to drugie, to musiała chyba przygotować więcej eliksirów i ziół uspokajających. Nie tylko dla siebie, podejrzewała. I parę na ból głowy.
Owszem, zwykle na wszystko reagowała rozsądkiem, z drugiej strony, co jej pozostało, gdy wszyscy wokół zdawali się go tracić. Zresztą, nagromadzona w niej złość prędzej czy później musiała w końcu wybuchnąć. Dziś czuła, że może to być ten dzień.
Szczególnie, że jej brat widać skupiał się na tym, na czym nie powinien.
- Tak, jest. Przyszedł udając asystenta Vakela w momencie, gdy niemalże staliśmy za jego plecami. Ciekawe przedstawienie, możliwe jednak, że już zdążył zmienić tożsamość. Szkoda tylko, że na tym swoich popisów nie skończył. - Prychnęła, ignorując wbijające się w jej skórę paznokcie.
Wiedziała, że Lou nie chciał jej wyrządzić krzywdy specjalnie, emocje zaś czasem brały górę.
Dziś wiedziała o tym aż za dobrze.
Odetchnęła trochę, gdy potwierdziła swoje przypuszczenia i okazało się, że jej brat także o niczym nie miał pojęcia. Przynajmniej tyle dobrego.
Jakoś nie miała ochoty być ostatnią, która mogła dowiedzieć się o tym wybryku. Nie licząc Williama. On prawdopodobnie nie wiedział nawet, że bliźniaki od dłuższego czasu są już dorosłe.
Czekała przez chwilę, wiedząc, że Louvain zbiera myśli. Chciała wiedzieć, co o tym sądzi. Nikt nie znał Loretty tak jak on, z drugiej strony, jeśli mu nie powiedziała o czymś, w oczach Annie, tak niezwykle poważnym…
Choć czy i dla Loretty małżeństwo z tym wybrykiem społeczeństwo mogło mieć w ogóle jakiekolwiek znaczenie? Czy było jednak wybrykiem, do którego nie przykładała żadnej wagi? Zachcianką, którą spełniła, mając gdzieś uczucia innych, czy chociażby dobro swoje i ich rodu?
Cóż, nie mogła jej o to zapytać. A szkoda. Może szybciej uleciałaby z niej ta cała furia, która nadal krążyła w jej krwiobiegu.
Zmarszczyła brwi, gdy jej brat podzielił się z nią swoimi ostatecznymi wnioskami. Zacisnęła wargi, patrząc gdzieś w bok, samej zbierając myśli.
- Mógł chcieć nas jedynie sprowokować, owszem, ale mógł zrobić to na wiele innych sposobów. - Zaczęła uderzać w sobie znanym rytmie palcami jednej ręki o udo, widać nad czymś myśląc. - Szukał cię przy okazji, może więc chodziło po prostu o podniesienie ci ciśnienia, a ja byłam tylko drobnym przystankiem. Choć, nie bardzo rozumiem, dlaczego? Zdenerwował mnie tylko po to, by to zrobić? Liczył właśnie na to, że wszystko ci opowiem? - Nie potrafiła czasem zrozumieć, że nie wszystko miało w życiu sens. I próbowała się go zawsze na siłę doszukać.
Westchnęła, przykładając jeden z palców do skroni. Chyba rzeczywiście, niepotrzebnie to roztrząsała.
- Myślę, że dopóki nie skonfrontujemy się z Lorettą, a ta wesz nie będzie dalej tego rozpowiadać, możemy poczekać. Niepotrzebnie dałam się sprowokować. Spróbuj może też go unikać, przynajmniej póki jesteśmy na weselu. Inaczej wpakuje nas jeszcze w jakiś niepotrzebny skandal i popsuje gorzej humor. Czujmy się jednak poinformowani i ostrzeżeni - mówiła już całkowicie neutralnie, wracając do swojego zwyczajowego spokoju.
Oddychała już spokojniej.
- Cóż, baw się dalej dobrze. Wieczór jeszcze młody - życzyła bratu, samej chcąc na chwilę usiąść. Gdy została więc sama, ruszyła do najbliższego stolika, gdzie zauważyła swojego kuzyna Rodolphusa.