07.06.2024, 15:06 ✶
Spojrzał się na nią nieco zaskoczony, ale nie odsunął od siebie herbaty, a z delikatnym uśmiechem na twarzy podziękował czarownicy skinieniem głowy i usiadł przy stole.
– Dziękuje. Praca – rzucił półkłamstwo. Był przyzwyczajony do tego, że ludzie podtykali mu pod nos różne ziołowe wywary, w swojej kuchni miał ich już zdecydowanie za dużo, a większość z nich była naprawdę paskudna. Wątpił jednak, że ta, którą właśnie dostał, wywoła w nim odrazę, skoro, sądząc po worach pod jej oczami, sama Jagoda Brodzki wiedziała coś o zmęczeniu i pewnie jak sobie dobrze z nim radzić.
– Przepraszam? – spytał, gdy czarownica mruknęła coś pod nosem, ale niestety nie dosłyszał co.
– Upewniłem się, że to nie jest odmiana grypy– zapewnił czarownicę, powoli wyciągając ze swojej torby sporządzone na temat tej sprawy notatki, wszystkie zapisane bardzo metodycznie, starannym charakterem pisma, przechowywane w obitym w brązową skórę notatniku, który nie miał ani jednego zagiętego rogu. Zrobił też tabelki, a jeśli na stole dopatrzył się jakiś okruszków, lub czegoś co mogłoby ubrudzić notes, spróbował się tego dyskretnie pozbyć, tak by mieć spokój, a jednocześnie nie urazić gospodyni.
Westchnął ciężko.
– Badania diagnostyczne wykazały, że rzeczywiście pani Brown coś dolega, ale wyglądało to na co najwyżej obecność bardzo słabą klątwę, zakładałem, że ktoś może rzucił coś słabego na nią na spotkaniu rodzinnym. Coś co miało po prostu uprzykrzać jej życie, ale było bardzo nieudolne. – Zamilkł wpatrując się we własne zapiski, a potem podsunął je czarownicy, by sam zastanowić się nad jej słowami. Dziwne objawy, śladowa ilość czarnej magii, chociaż oboje coś wykrywali, to że była już u wielu innych klątwołamaczy... Na Matkę, pani Brown naprawdę miała szczęście, że poszła do Jagody Brodzki, której udało się połączyć te fakty. Gdy napotkał jej spojrzenie, sam posłał jej krótki uśmiech. Chyba rozumiał co miała na myśli.
– To na pewno nie jest klątwą – powiedział, bardziej, by utwierdzić w tym siebie, bo zakładał, że druga klątwołamaczka już doszła do takich wniosków. – Ale coś, lub ktoś, w pobliżu pani Brown musi na nią negatywnie wpływać. Nie mogła mieć tego przy sobie podczas naszych wizyt, bo byśmy to wykryli, więc to nie jest raczej jakiś przeklęty medalik. Nie jest to też dziwny przypadek atencji, skoro wyczuliśmy czarną magię, nawet w tak niewielkiej ilości. Proszę mi powiedzieć, pani Brodzki, te objawy, które opisywała nasza pacjentka... Skarżyła się jedynie na nie, czy obawiały się one w czasie wizyty? – Był świadomy tego, że dolegliwości, które przedstawiła mu pani Brown, były możliwe do upozorowania. Zastanawiał się, więc jak to wyglądało w przypadku drugiej klątwołamaczki.
– Dziękuje. Praca – rzucił półkłamstwo. Był przyzwyczajony do tego, że ludzie podtykali mu pod nos różne ziołowe wywary, w swojej kuchni miał ich już zdecydowanie za dużo, a większość z nich była naprawdę paskudna. Wątpił jednak, że ta, którą właśnie dostał, wywoła w nim odrazę, skoro, sądząc po worach pod jej oczami, sama Jagoda Brodzki wiedziała coś o zmęczeniu i pewnie jak sobie dobrze z nim radzić.
– Przepraszam? – spytał, gdy czarownica mruknęła coś pod nosem, ale niestety nie dosłyszał co.
– Upewniłem się, że to nie jest odmiana grypy– zapewnił czarownicę, powoli wyciągając ze swojej torby sporządzone na temat tej sprawy notatki, wszystkie zapisane bardzo metodycznie, starannym charakterem pisma, przechowywane w obitym w brązową skórę notatniku, który nie miał ani jednego zagiętego rogu. Zrobił też tabelki, a jeśli na stole dopatrzył się jakiś okruszków, lub czegoś co mogłoby ubrudzić notes, spróbował się tego dyskretnie pozbyć, tak by mieć spokój, a jednocześnie nie urazić gospodyni.
Westchnął ciężko.
– Badania diagnostyczne wykazały, że rzeczywiście pani Brown coś dolega, ale wyglądało to na co najwyżej obecność bardzo słabą klątwę, zakładałem, że ktoś może rzucił coś słabego na nią na spotkaniu rodzinnym. Coś co miało po prostu uprzykrzać jej życie, ale było bardzo nieudolne. – Zamilkł wpatrując się we własne zapiski, a potem podsunął je czarownicy, by sam zastanowić się nad jej słowami. Dziwne objawy, śladowa ilość czarnej magii, chociaż oboje coś wykrywali, to że była już u wielu innych klątwołamaczy... Na Matkę, pani Brown naprawdę miała szczęście, że poszła do Jagody Brodzki, której udało się połączyć te fakty. Gdy napotkał jej spojrzenie, sam posłał jej krótki uśmiech. Chyba rozumiał co miała na myśli.
– To na pewno nie jest klątwą – powiedział, bardziej, by utwierdzić w tym siebie, bo zakładał, że druga klątwołamaczka już doszła do takich wniosków. – Ale coś, lub ktoś, w pobliżu pani Brown musi na nią negatywnie wpływać. Nie mogła mieć tego przy sobie podczas naszych wizyt, bo byśmy to wykryli, więc to nie jest raczej jakiś przeklęty medalik. Nie jest to też dziwny przypadek atencji, skoro wyczuliśmy czarną magię, nawet w tak niewielkiej ilości. Proszę mi powiedzieć, pani Brodzki, te objawy, które opisywała nasza pacjentka... Skarżyła się jedynie na nie, czy obawiały się one w czasie wizyty? – Był świadomy tego, że dolegliwości, które przedstawiła mu pani Brown, były możliwe do upozorowania. Zastanawiał się, więc jak to wyglądało w przypadku drugiej klątwołamaczki.