Przystał na prośbę, bez szemrania. Lubił prowadzić te drobne rytuały, trochę jakby minął się z powołaniem i powinien należeć do stanu kapłańskiego w covenie Whitecroft. Zawsze jednak parskał na takie sugestie, jego uduchowienie nie miało nic wspólnego z wdzięcznością, dobrem i wiarą. Negował istnienie bogów w dogmacie kowenu. Akceptował ich w rozumieniu egregorycznym.
— Aby rozpocząć godnie dzień Lammas oraz wejście w nowy miesiąc, rozpocznijmy modlitwą Sierpniową — powiedział Longbottom, nie siadając. Uniósł dłonie lekko w górę, zginając je w łokciach, wołając do niebios, w stronę Olimpu, w stronę siedzib boskich. Przymknął oczy i wziął głęboki wdech, wypuścił go powoli z płuc i ponownie nabrał. Wzniósł w końcu swoje spojrzenie ponad głowę Anthony'ego, dając muzyce płynąć i płynąć.
— Jowiszu, synu Kronosa, dzierżący berło, zstępujący wśród grzmotów. Władzy narzędzie swej w dłoniach ty dzierżysz niezwyciężonych. Piorun wiecznie żyjący, dwusieczne żądło ogniste. Jego cios bowiem potężny wszystko w przyrodzie wypełnia. Z jego pomocą kierujesz rozumem powszechnym, co wszędzie jawi się, widny jednako tak w małych gwiazdach, jak w wielkich. Udzielaj nam dobra, czy o nie prosimy, czy nim gardzimy. Chroń nas od złego, nawet gdy jego pragniemy. Tyś wszystko co złe i co dobre połączył w jedno. By rozumowi jednemu świat cały oddać we władzę.
Jego miękki, niemal natchniony głos rozległ się w ciszy poranka, która malowała przestrzeń rozmytymi pomarańczami. Brzmiał dostojnie, ale znajomo. Ciepło. Przerwał, pozwalając modlitwie wybrzmieć w saloniku.
— Westo, która we wyniosłych siedzibach bóstw nieśmiertelnych wieczne swe miejsce zajmujesz i cześć odbierasz. Przybądź, przybądź do tego domu, z Jowiszem przemądrym; a jako, że serce masz wielkie, przydaj mocy naszej więzi! — Morpheus zapalił świecę, która stała koło bohenka i wziął go przez lnianą ściereczkę do ręki, tak aby przytrzymać pachnące pieczywo nad wąskim płomieniem w symbolicznym oczyszczeniu tym żywiołem i kontynuwał: — Takoż i ty, bogów posłańcze, noszący laskę złocistą, dawco szczęścia, bądź mi łaskawy wraz z Westą czcigodną! Razem bowiem w pięknych domostwach ziemi mieszkańców macie siedziby, oboje w swych sercach mili dla siebie. Pięknym zajęciom sprzyjajcie swą myślą i siłą młodzieńczą! Bądź pozdrowiona, córko Kronosa, i ty, o Merkury!
Przekazał chleb gospodarzowi, aby i ten wymówił kilka słów błogosławieństwa dla darów na ich stole, do wiecznej patronki ogniska domowego.