02.01.2023, 00:39 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.01.2023, 15:27 przez Morgana le Fay.)
Lekkie skinięcie głową, niemalże niezauważalne. W zasadzie raczej nietrudno było domyślić się, czego przyczyną był stan graniczący z omdleniem u kobiety, o której wspomniała Florence – i zapewne takie wnioski wyciągnęłoby nawet małe dziecko. W międzyczasie ostatecznie podjęła „męską decyzję” w zakresie nabywanych łakoci – poprosiła o krajankę i czekoladowy blok, omijając bardzo szerokim łukiem karaluchy. Z jakiegoś powodu miały swoje grono miłośników, ją jednak taki „rarytas” najzwyczajniej w świecie brzydził i odrzucał wręcz na kilometr.
- Tylko czy to się nie sprowadza do tego samego? Do ujrzenia jakiejś wersji przyszłości, która w międzyczasie może się jednak zmienić? – bardziej stwierdziła niż spytała, raczej nie oczekiwała odpowiedzi i wykładu na temat tak „nieostrej” dziedziny, jaką była dywinacja. W różnej postaci. Tak, zdecydowanie młoda pani Black nie brała na poważnie tych dziedzin; być może zwróciła kiedyś ku nim swe oczy, ale jedynie jak na ciekawostkę. Nie coś, gdzie każde słowo miało się niby stać wyrocznią absolutną i niepodważalną.
- Tak ją najprościej określić – zgodziła się z Bulstrode. Tak najłatwiej było też widzieć – tylko to, co z wierzchu, bez zaglądania pod powłokę. Tyle że w wiwisekcję to się bynajmniej nie bawiła, jeśli ująć to w dosłownym rozumieniu, zaś w tym bardziej metaforycznym… no, nie wchodziła jej w drogę i przez te wszystkie lata nie szukała kontaktu, nie zawracając sobie zresztą jej osobą swojej blond główki. Jak więc mogła dostrzec coś więcej?
No właśnie.
- Dziękuję. Również miłej życzę, pani Bulstrode – odparła, prostując się uprzednio. Odprowadziła ją krótko spojrzeniem, po czym ponownie wróciła do swoich zakupów – te, łakocie, co sobie zażyczyła mogła już odebrać, ale… jakby tego było mało, jeszcze to i owo wpadło jej w oko. Toteż wizyta przy straganie się przedłużyła.
Koniec końców, powróciła do męża z dość pękatą torebką.
- Przepraszam, że musiałeś czekać, ale… nie mogłam pozwolić, by one tam tak leżały niekochane – rzuciła lekkim tonem, podsuwając w stronę Perseusza „skarbczyk”. Na co trafi? Cóż, pytanie doskonałe – o ile zdecyduje się poczęstować. Ruszyli dalej, a wkrótce opuścili tereny sabatu.
- Tylko czy to się nie sprowadza do tego samego? Do ujrzenia jakiejś wersji przyszłości, która w międzyczasie może się jednak zmienić? – bardziej stwierdziła niż spytała, raczej nie oczekiwała odpowiedzi i wykładu na temat tak „nieostrej” dziedziny, jaką była dywinacja. W różnej postaci. Tak, zdecydowanie młoda pani Black nie brała na poważnie tych dziedzin; być może zwróciła kiedyś ku nim swe oczy, ale jedynie jak na ciekawostkę. Nie coś, gdzie każde słowo miało się niby stać wyrocznią absolutną i niepodważalną.
- Tak ją najprościej określić – zgodziła się z Bulstrode. Tak najłatwiej było też widzieć – tylko to, co z wierzchu, bez zaglądania pod powłokę. Tyle że w wiwisekcję to się bynajmniej nie bawiła, jeśli ująć to w dosłownym rozumieniu, zaś w tym bardziej metaforycznym… no, nie wchodziła jej w drogę i przez te wszystkie lata nie szukała kontaktu, nie zawracając sobie zresztą jej osobą swojej blond główki. Jak więc mogła dostrzec coś więcej?
No właśnie.
- Dziękuję. Również miłej życzę, pani Bulstrode – odparła, prostując się uprzednio. Odprowadziła ją krótko spojrzeniem, po czym ponownie wróciła do swoich zakupów – te, łakocie, co sobie zażyczyła mogła już odebrać, ale… jakby tego było mało, jeszcze to i owo wpadło jej w oko. Toteż wizyta przy straganie się przedłużyła.
Koniec końców, powróciła do męża z dość pękatą torebką.
- Przepraszam, że musiałeś czekać, ale… nie mogłam pozwolić, by one tam tak leżały niekochane – rzuciła lekkim tonem, podsuwając w stronę Perseusza „skarbczyk”. Na co trafi? Cóż, pytanie doskonałe – o ile zdecyduje się poczęstować. Ruszyli dalej, a wkrótce opuścili tereny sabatu.
328/2019
Postać opuszcza sesję