07.06.2024, 23:17 ✶
— Najwidoczniej miałem wtedy problem z wyduszeniem z siebie chociaż jednego słowa krytyki — odbił piłeczkę, uśmiechając się zuchwale.
Cóż, Erikowi nie trzeba było tłumaczyć, że mugole rozwinęli się w nieco innym kierunku niż czarodzieje. Nie trzeba było zresztą wyściubiać nosa poza Charing Cross Road, aby zorientować się, że w pewnym kwestiach nie tyle nadganiali, co wręcz przeganiali magiczne społeczeństwo. Samochody, samoloty, a nawet doniesienia o lotach w kosmos przed kilkoma laty. Kompletne szaleństwo, że tak szybko się rozwijali, biorąc pod uwagę to, że nie używali nawet szczypty magii.
Trudno było zignorować to, że w ograniczaniach wynikających z braku dostępu do magii niemagiczni nie znaleźli blokady, a okazję do tego, aby popisać się swoją kreatywnością. Na tym etapie nawet czarodzieje mogliby zapożyczyć od nich parę pomysłów, aby ułatwić sobie życie. Chociażby taki... hmm... magiczny telefon? Lusterka dwukierunkowe działały, ale formułę na pewno szłoby doprecyzować, aby były łatwiejsze w użytku i bardziej wszechstronne.
— Mhm... Rosier. — Pokiwał głową, jakby pierwszy raz widział ubrania tej marki na oczy. — Rzeczywiście, to robi diametralną różnicę. Wiesz, mógłbym powiedzieć, że jutro może skończyć w jeszcze gorszym miejscu, ale chyba sobie daruję. — Westchnął przeciągle, przyglądając się swoim paznokciom, podczas gdy Anthony miotał się po garderobie szukając miejsca, któe było godne markowej marynarki. — Zawsze mogę cię tylko odprowadzić do domu, podziękować za wspólny wieczór i życzyć spokojnej nocy. Żadna strata, czyż nie? Skoro odwieszenie ciuchów na zwykły wieszak robi ze mnie barbarzyńcę...
Czy właśnie zasugerował Shafiqowi, że był bardziej niż chętny do tego, aby pozostać w jego towarzystwie do rana? Być może. Ale czy faktycznie zamierzał zrealizować ten plan? Teraz to będę musiał się nad tym poważnie zastanowić, skomentował bezgłośnie detektyw, wzdychając ciężko, jak gdyby właśnie zostawił postawiony przed niemożliwym dylematem. Pozwolił Anthony'emu zniknąć za parawanem i czekał cierpliwie na jego powrót, przysłuchując się opowieści o planach na przyszły rok.
— Nie wiem, czy zasłużyłeś na wycieczkę krajoznawczą poza sezonem — rzucił z zaczepną nutą w głosie. — Na miejscu twoich szefów nie wypuszczałbym cię z Ministerstwa Magii, skoro przy pierwszej lepszej okazji wyzywasz ludzi od barbarzyńców. Kto wie, z jakimi okresleniami spotkaliby się tamtejsi czarodzieje?
Na to pytanie nie uzyskał już odpowiedzi. Anthony nie wyszedł też zza parawanu. Erik uniósł wymownie spojrzenie, wlepiając wzrok w sufit. Policzył do dziesięciu. Potem jeszcze raz do dziesięciu. I jeszcze jeden raz. Dopiero wtedy podszedł niepewnie do zasłonki, chcąc sprawdzić, co też się dzieje z jego towarzyszem. Zamrugał zdziwiony, gdy zdał sobie sprawę, że mężczyzna... Zniknął. I została po nim tylko ta przeklęta marynarka. Teleportował się. Jak nic, pomyślał, chociaż przecież nie słyszał charakterystycznego trzasku towarzyszącego magii translokacyjnej.
— Tony? — rzucił skonfundowany, podnosząc dwoma palcami marynarkę z podłogi.
Cóż, Erikowi nie trzeba było tłumaczyć, że mugole rozwinęli się w nieco innym kierunku niż czarodzieje. Nie trzeba było zresztą wyściubiać nosa poza Charing Cross Road, aby zorientować się, że w pewnym kwestiach nie tyle nadganiali, co wręcz przeganiali magiczne społeczeństwo. Samochody, samoloty, a nawet doniesienia o lotach w kosmos przed kilkoma laty. Kompletne szaleństwo, że tak szybko się rozwijali, biorąc pod uwagę to, że nie używali nawet szczypty magii.
Trudno było zignorować to, że w ograniczaniach wynikających z braku dostępu do magii niemagiczni nie znaleźli blokady, a okazję do tego, aby popisać się swoją kreatywnością. Na tym etapie nawet czarodzieje mogliby zapożyczyć od nich parę pomysłów, aby ułatwić sobie życie. Chociażby taki... hmm... magiczny telefon? Lusterka dwukierunkowe działały, ale formułę na pewno szłoby doprecyzować, aby były łatwiejsze w użytku i bardziej wszechstronne.
— Mhm... Rosier. — Pokiwał głową, jakby pierwszy raz widział ubrania tej marki na oczy. — Rzeczywiście, to robi diametralną różnicę. Wiesz, mógłbym powiedzieć, że jutro może skończyć w jeszcze gorszym miejscu, ale chyba sobie daruję. — Westchnął przeciągle, przyglądając się swoim paznokciom, podczas gdy Anthony miotał się po garderobie szukając miejsca, któe było godne markowej marynarki. — Zawsze mogę cię tylko odprowadzić do domu, podziękować za wspólny wieczór i życzyć spokojnej nocy. Żadna strata, czyż nie? Skoro odwieszenie ciuchów na zwykły wieszak robi ze mnie barbarzyńcę...
Czy właśnie zasugerował Shafiqowi, że był bardziej niż chętny do tego, aby pozostać w jego towarzystwie do rana? Być może. Ale czy faktycznie zamierzał zrealizować ten plan? Teraz to będę musiał się nad tym poważnie zastanowić, skomentował bezgłośnie detektyw, wzdychając ciężko, jak gdyby właśnie zostawił postawiony przed niemożliwym dylematem. Pozwolił Anthony'emu zniknąć za parawanem i czekał cierpliwie na jego powrót, przysłuchując się opowieści o planach na przyszły rok.
— Nie wiem, czy zasłużyłeś na wycieczkę krajoznawczą poza sezonem — rzucił z zaczepną nutą w głosie. — Na miejscu twoich szefów nie wypuszczałbym cię z Ministerstwa Magii, skoro przy pierwszej lepszej okazji wyzywasz ludzi od barbarzyńców. Kto wie, z jakimi okresleniami spotkaliby się tamtejsi czarodzieje?
Na to pytanie nie uzyskał już odpowiedzi. Anthony nie wyszedł też zza parawanu. Erik uniósł wymownie spojrzenie, wlepiając wzrok w sufit. Policzył do dziesięciu. Potem jeszcze raz do dziesięciu. I jeszcze jeden raz. Dopiero wtedy podszedł niepewnie do zasłonki, chcąc sprawdzić, co też się dzieje z jego towarzyszem. Zamrugał zdziwiony, gdy zdał sobie sprawę, że mężczyzna... Zniknął. I została po nim tylko ta przeklęta marynarka. Teleportował się. Jak nic, pomyślał, chociaż przecież nie słyszał charakterystycznego trzasku towarzyszącego magii translokacyjnej.
— Tony? — rzucił skonfundowany, podnosząc dwoma palcami marynarkę z podłogi.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞