08.06.2024, 01:08 ✶
Może to dobrze, że Millie postanowiła spędzić czas w Warowni zamiast u niego w domu, bo dzięki temu był w stanie doprowadzić szykowane przez siebie ciasto do perfekcji. Na czarnej masie piętrzyły się dekoracje, nadając całości tym pyszniejszego wyrazu, ale przede wszystkim, dokładnie tak jak mogła zauważyć Moody, brakowało różu czy rzygających tęczą jednorożców. Bott drgnął trochę nerwowo, kiedy na niego wpadła, bo pochylał się właśnie nad swoim dziełem, poprawiając jakąś jagódkę, ale kiedy uświadomił sobie że nic przecież się nie stało, uśmiechnął się do kobiety wesoło.
- Nie żartuj sobie ze mnie. Chciałaś taki, no to proszę. To przecież twoje święto i każdy dzisiaj powinien ci przychylić nieba. Mam nadzieję, że ci się podoba - zrobił krok w bok, żeby lepiej mogła się przyjrzeć dziełu, które dla niej stworzył, samemu odkładając gdzieś na bok pudełko, w którym przywiózł ciasto.
- Alastor? Myślę, że dobrze. Nie masz się czym martwić - odpowiedział jej po chwili zastanowienia. Po prawdzie jednak sam nie był pewien, jak sprawy się miały. Powrót Millie z lecznicy zdawał się cieszyć, ale jednocześnie też niezwykle martwić i poruszać paranoidalną stronę Alastora. Bertie doskonale pamiętał kiedy pierwszy raz znaleźli się nad szpitalnym łóżkiem kobiety. Jakie było to wstrząsające dla wszystkich, którzy ją znali. Wiedział, jak wszystko to uderzało w jego przyjaciela, ale był gotowy zapewnić ją że wszystko było dobrze. Żeby przynajmniej ona się odrobinę mniej zamartwiała. Szczególnie dzisiaj.
- Mam nadzieję, że zje śniadanie, które mu zostawiłem, bo nie zdążyłem go w tym zakresie przypilnować. Ale tam, jak tam przygotowania? Wszystko dobrze czy może potrzebujecie z czymś jeszcze pomocy?
- Nie żartuj sobie ze mnie. Chciałaś taki, no to proszę. To przecież twoje święto i każdy dzisiaj powinien ci przychylić nieba. Mam nadzieję, że ci się podoba - zrobił krok w bok, żeby lepiej mogła się przyjrzeć dziełu, które dla niej stworzył, samemu odkładając gdzieś na bok pudełko, w którym przywiózł ciasto.
- Alastor? Myślę, że dobrze. Nie masz się czym martwić - odpowiedział jej po chwili zastanowienia. Po prawdzie jednak sam nie był pewien, jak sprawy się miały. Powrót Millie z lecznicy zdawał się cieszyć, ale jednocześnie też niezwykle martwić i poruszać paranoidalną stronę Alastora. Bertie doskonale pamiętał kiedy pierwszy raz znaleźli się nad szpitalnym łóżkiem kobiety. Jakie było to wstrząsające dla wszystkich, którzy ją znali. Wiedział, jak wszystko to uderzało w jego przyjaciela, ale był gotowy zapewnić ją że wszystko było dobrze. Żeby przynajmniej ona się odrobinę mniej zamartwiała. Szczególnie dzisiaj.
- Mam nadzieję, że zje śniadanie, które mu zostawiłem, bo nie zdążyłem go w tym zakresie przypilnować. Ale tam, jak tam przygotowania? Wszystko dobrze czy może potrzebujecie z czymś jeszcze pomocy?