08.06.2024, 09:18 ✶
To były właśnie te subtelności, ten aromat pozostający na podniebieniu po tym jak szlachetny trunek przepłynie przez gardło. Anthony uśmiechnął się, gdy Jonathan zaproponował mu listę potencjalnych sponsorów, choć był to uśmiech ledwie widoczny, właściwie minimalne uniesienie policzków, przesunięcie uszu w tył o jedną ósmą cala, rozszerzenie ust, skupionych na udzielaniu odpowiednio jasnych i kwiecistych odpowiedzi, żeby wszyscy z łaski swojej przestali się czepiać. To był uśmiech, który znaczył bardzo wiele – lata przyjaźni, ale też wspólnej pracy, wypracowany język i wzajemne zrozumienie, gdy Selwyn aż nazbyt dobrze wiedział, kiedy jego przełożony kłamie, kiedy zmyśla na bieżąco, a kiedy tylko delikatnie koloruje prawdę. Był w stanie oddzielić słowa jak ziarno od plew, przefiltrować i... być wsparciem. Nie mógł sobie wymarzyć lepszego zastępcy. Tak to było z tymi pieprzonymi Gryfonami.
– Tak poproszę. – Odpowiedział mu, zadając kłam tezom Isaaca na temat bezduszności i niewdzięczności swojego serca.
Kolejne pytanie, które zostało w niego rzucone zdziwił się, ale nie dał tego po sobie poznać.
–Arcymag Saetann Sìerìekìet finalnie złoży podpis na dokumentach podczas wrześniowego szczytu w Kambodży i oczywiście informowany jest na bieżąco na temat postępowania prac. – Umilkł, klarując w swojej głowie odpowiedź na drugą część pytania, chcąc wyraźnie oddzielić obie postaci w świadomości dziennikarzy i odbiorców ich treści. – Saetann Ánh Sáng zakończyła właśnie okres kwarantanny po przyjeździe, zgodną z ustanowionymi przez departament przepisami i powoli szykujemy plan jej spotkań na sierpień, wiesz co Jonathan – nagle wyszedł z roli i w kilku krokach podszedł do biurka, nie chcąc dopuścić by złapana nić uciekła. Wyciągnął z szuflady stare wydanie proroka i szybko je przekartkował na artykuł Stanhope. – Patrz, ona nie wiedziała jak Ánh Sáng miała na imię, nie podała go ani razu. To zawęża nam kręg poszukiwanych, jeśli chodzi o jej byłego informatora. Zajmiesz się tym? Mógłbym przyjść do oddziału pojutrze, zdejmę... zdejmę barierę, nikt nie będzie się tego spodziewać, zobaczysz gdzie jest czerń. – Zaproponował drogę na skróty, ale chciał się pasożyta pozbyć jak najszybciej.
– Tak poproszę. – Odpowiedział mu, zadając kłam tezom Isaaca na temat bezduszności i niewdzięczności swojego serca.
Kolejne pytanie, które zostało w niego rzucone zdziwił się, ale nie dał tego po sobie poznać.
–Arcymag Saetann Sìerìekìet finalnie złoży podpis na dokumentach podczas wrześniowego szczytu w Kambodży i oczywiście informowany jest na bieżąco na temat postępowania prac. – Umilkł, klarując w swojej głowie odpowiedź na drugą część pytania, chcąc wyraźnie oddzielić obie postaci w świadomości dziennikarzy i odbiorców ich treści. – Saetann Ánh Sáng zakończyła właśnie okres kwarantanny po przyjeździe, zgodną z ustanowionymi przez departament przepisami i powoli szykujemy plan jej spotkań na sierpień, wiesz co Jonathan – nagle wyszedł z roli i w kilku krokach podszedł do biurka, nie chcąc dopuścić by złapana nić uciekła. Wyciągnął z szuflady stare wydanie proroka i szybko je przekartkował na artykuł Stanhope. – Patrz, ona nie wiedziała jak Ánh Sáng miała na imię, nie podała go ani razu. To zawęża nam kręg poszukiwanych, jeśli chodzi o jej byłego informatora. Zajmiesz się tym? Mógłbym przyjść do oddziału pojutrze, zdejmę... zdejmę barierę, nikt nie będzie się tego spodziewać, zobaczysz gdzie jest czerń. – Zaproponował drogę na skróty, ale chciał się pasożyta pozbyć jak najszybciej.